LOT płaci agentom mniej niż inne linie

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2003-07-16 00:00

LOT czeka kilka trudnych miesięcy. Od 1 lipca obniżył z 7 do 5 proc. prowizje wypłacane agentom IATA. Lufthansa i British Airways grają na zwłokę i na razie płacą za sprzedaż biletów jak dawniej. Nie trzeba być ekonomistą, żeby wiedzieć, czyje bilety agenci wolą teraz sprzedawać.

Po pół roku burzliwych negocjacji między PLL LOT a agentami IATA, podczas których LOT zapowiadał obniżenie wypłacanej im prowizji nawet do 4 proc., obie strony doszły do porozumienia. Wprowadzono niższe prowizje, ale nie w kwietniu, tylko w lipcu, i nie na poziomie 4 proc., lecz 5 proc.

W ślady krajowego przewoźnika idą pozostałe linie operujące na rynku. Lufthansa wprawdzie najpierw w ogóle wycofała się z obniżek i obiecywała poinformowanie o decyzji z wyprzedzeniem — czyli trzech miesięcy — ale, jak poinformował wczoraj Christopher Zimmer, dyrektor na Polskę, obniży prowizje od 1 sierpnia. British Airways trochę później.

— British Airways przesunęły datę zmniejszenia prowizji dla agentów z 1 sierpnia na 1 listopada. Nowa prowizja będzie wynosić 5 proc. — zapowiada Krzysztof Głąbiński, dyrektor BA w Polsce.

Okres, kiedy LOT płaci agentom IATA, którzy sprzedają 85 proc. biletów lotniczych w Polsce, mniej niż inni przewoźnicy, może okazać się nie najlepszy dla polskich linii.

— W przypadku lotu obsługiwanego przez LOT i inną linię agenci starają się sprzedać bilet na blankiecie innej linii, żeby otrzymać wyższą prowizję. W końcu różnica między 7 proc. a 5 proc. to 22 proc. — wylicza Ryszard Posyniak, prezes zrzeszenia agentów IATA w Polsce.

Pieniądze za bilet trafiają wówczas do innego przewoźnika, a LOT otrzymuje swoją część dopiero po około dwóch miesiącach ze znajdującej się w Londynie izby rozrachunkowej IATA.

— Ta decyzja może zaszkodzić rentowności LOT. Firma sprzeda mniej biletów na połączeniach europejskich, które są dla niej najbardziej dochodowe. Trzeba było obniżyć prowizje przynajmniej równo z Lufthansą, członkiem Star Alliance, w którym LOT na razie jest linią stowarzyszoną. Poza tym nierozsądne było wprowadzanie zmian w szczycie sezonu — dodaje Włodzimierz Rydzkowski, profesor katedry polityki transportowej Uniwersytetu Gdańskiego.

Nie martwi się o to Leszek Chorzewski, rzecznik LOT.

— Zawsze przewoźnik narodowy jest liderem w przypadku takich zmian. Nie obawiam się jednak spadku sprzedaży. Nie zapominajmy, że LOT oferuje pełną siatkę połączeń. To nie od agenta zależy, czyje bilety sprzeda, tylko od tego, dokąd chce lecieć pasażer — mówi Leszek Chorzewski.