W końcu tego roku — wybór samolotów średniego zasięgu i prospekt emisyjny. Debiut na giełdzie — w pierwszej połowie 2006 r.
Na przełomie grudnia i stycznia PLL LOT będą miały prospekt emisyjny.
— Chcemy do tego czasu przygotować wszystkie dokumenty wewnętrzne niezbędne do emisji, w tym prospekt — mówi Marek Grabarek, prezes PLL LOT.
Decyzja o dacie debiutu zależy od banku inwestycyjnego JP Morgan, który wspomaga przewoźnika w drodze na giełdę.
— Nastąpi to w pierwszej połowie 2006 r., ale dokładny termin jest uwarunkowany od sytuacji na rynku — dodaje prezes przewoźnika.
— Wyniki LOT są ściśle powiązane ze stanem gospodarki. Jeśli on się poprawia, sytuacja spółki też powinna. Wprowadzanie przewoźnika na giełdę za kilka miesięcy, kiedy na GPW powinna trwać dobra koniunktura, jest dobrym pomysłem — ocenia Adam Ruciński, doradca inwestycyjny TFI PZU.
Na rynek trafią akcje posiadane przez syndyka SAir Group (25,1 proc. kapitału) i papiery z nowej emisji (30 proc. obecnego kapitału).
— Wycena spółki będzie znana pod koniec października — zapowiada Marek Grabarek.
Wybór średniego
Do końca roku LOT ma wybrać także samoloty średniego zasięgu.
— Chodzi o maszyny zabierające 130-200 pasażerów na odległość 4,5-6 tys. km. Prawdopodobnie zamówimy mniej niż 10 sztuk. Ich liczba i sposób zamówienia zależeć będzie od potrzeb Centralwings, naszej spółki zależnej. Muszą to być samoloty tego samego typu, bo takie są wymogi taniego przewoźnika — wyjaśnia Marek Grabarek.
Obiecuje, że tym razem proces wyboru będzie mniej skomplikowany niż w przypadku samolotów długiego zasięgu.
— Sposób oceny modeli jest prostszy, bo są to maszyny już istniejące i eksploatowane przez wielu przewoźników, a nie dopiero powstające, znacznie bardziej od poprzednich zaawansowane technologicznie — mówi prezes.
Niedawno LOT wybrał maszyny długodystansowe. Na początek trafią do niego 278-miejscowe boeingi 787-8, w kolejnych latach dłuższe o 6,1 m boeingi 787-9 zabierające 317 pasażerów.
— Wybrane samoloty będą zużywać 20 proc. mniej paliwa niż obecnie eksploatowane przez nas boeingi 767. Koszty planowej obsługi technicznej zmniejszą się o 30 proc. Jedynym kryterium wyboru maszyn Boeinga były właśnie koszty — zapewnia Bogdan Omieciński, szef działu strategicznego planowania floty LOT.
Amerykański koncern zostawił w pobitym polu europejskiego Airbusa.
— Decyzja zapadła po symulacji wyniku finansowego w kolejnych latach. Zakup boeingów był korzystniejszy — dodaje Marek Grabarek.
Nie leasing, tylko zakup
Wbrew początkowym zapowiedziom maszyny nie będą leasingowane.
— Zdecydowaliśmy się na ich zakup. W 15 proc. sfinansujemy go ze środków własnych, 85 proc. będzie pochodziło z kredytu gwarantowanego przez amerykański Exim Bank. Jego zabezpieczeniem będą same samoloty. Konsorcjum finansujące powstanie 12 miesięcy przed rozpoczęciem spłat — twierdzi Marek Grabarek.
W 2005 r. LOT przekaże na konto nowych maszyn 40 mln zł, kolejna rata zostanie przelana w 2007 r. Kredyt będzie spłacany przez 12 lat począwszy od terminu dostawy, czyli od 2008 r.
Być może jednak LOT nie będzie musiał tak bardzo się zadłużać.
— Sądzę, że sytuacja finansowa spółki będzie dobra i zwiększymy udział własny w finansowaniu zakupu. Być może wykupimy także którąś z leasingowanych już maszyn, np. typu Embraer — mówi Marek Grabarek.