Pomorska spółka ma się coraz lepiej. Dlatego związki zawodowe wywalczyły 4,5 proc. wzrostu płac.
Gdy dwa lata temu na świecie szalał kryzys, kurs Lotosu spadł od stycznia 2008 do 25 marca 2009 r. aż o 69 proc., do 13,95 zł. Zarząd nie miał wyjścia, musiał pokazać inwestorom oszczędności. Powiedział też stop podwyżkom wynagrodzeń. W zamian obiecał pracownikom gwarancje zatrudnienia.
Gdy rok później okazało się, że polska gospodarka przeszła światowy kryzys obronną ręką, a kurs Lotosu wrócił do poziomu 28 zł, zarząd uznał, że firmę stać na podwyżkę 2 proc. Dziś kurs wynosi około 36 zł, skonsolidowany zysk netto z działalności kontynuowanej w III kw. sięgnął 1,1 mld zł (+90 proc. r/r), a kierownictwo luzuje politykę płacową. Podpisane 4 stycznia porozumienie przyznaje pracownikom spółki matki 4,5-procentową podwyżkę.
— Po sukcesie pakietu antykryzysowego, a także dzięki bliskiemu finałowi Programu 10+, spółka może zapewnić swoim pracownikom wzrost płac przekraczający przewidywaną na ten rok inflację — informuje Marcin Zachowicz, rzecznik Lotosu.
Pierwotnie związki chciały 15-procentowej podwyżki (średnio po 1000 zł brutto), zbyt dużej jak na firmę, która zaczyna spłacać 1,5 mld USD kredytu zaciągniętego na realizację programu 10+. Podniesienie płac o 4,5 proc. przekłada się na 300-złotowy wzrost płacy.
— Obecnie średnie wynagrodzenie w naszej spółce wynosi około 6600 zł brutto, nie uwzględniając pensji blisko 60-osobowej kadry menedżerskiej — wyjaśnia szef jednego ze związków działających w Lotosie.
Wynegocjowane podwyżki dotyczą tylko 1,3 tys. pracowników spółki Grupa Lotos SA.
— Spółki grupy kapitałowej, jako niezależne podmioty prawne, zobligowane są do zawarcia odrębnych porozumień płacowych. W najbliższych dniach będą prowadzić rozmowy ze związkami zawodowymi w tej sprawie — informuje Marcin Zachowicz.
213,2
mln zł Takie były w I półroczu 2010 koszty wynagrodzeń w całej grupie kapitałowej Lotosu. Stanowiły 2,4 proc. z 8,9 mld zł jej kosztów.