Lotos kusi wizją rozwoju

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2014-08-20 00:00

Inwestycje firmy paliwowej mają dać wysoki zwrot. Jednak zanim rynek da na nie kasę, chce poznać szczegóły.

Oferta publiczna na 1 mld zł, i to przy dzisiejszej zniechęcającej koniunkturze giełdowej, brzmi odważnie. Paliwowy Lotos czuje się jednak zachęcony reakcjami inwestorów.

Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos
Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos
None
None

— Są neutralne lub lekko pozytywne. Inwestorzy oczekują na pewno więcej szczegółów oferty — ocenia Mariusz Machajewski, wiceprezes Lotosu odpowiedzialny za sprawy finansowe. Dla przypomnienia: kiedy w zeszłym tygodniu Lotos ogłosił plan przeprowadzenia emisji akcji, kurs zanurkował o kilkanaście procent, do najniższego poziomu w historii. 8 września nad emisją głosować będą akcjonariusze paliwowej spółki.

Stopa zwrotu kusi

— Istotnie, czekamy na szczegóły celów emisyjnych. O ile plan budowy instalacji opóźnionego koksowania jest łatwy w percepcji, o tyle plany dotyczące złóż B4 i B8 są trudne — zauważa Wojciech Kozłowski, analityk BESI. Sfinansowanie instalacji opóźnionego koksowania to jeden z dwóch głównych celów emisji. Inwestycja jest dla Lotosu na tyle kusząca, że spółka nie zwleka — już kupiła niezbędne licencje i przygotowuje się do wyboru wykonawców projektu. Zakończenie budowy zaplanowała na 2017 r.

— Koszt budowy instalacji jest spory, bo to nieco poniżej 0,5 mld EUR. Ale da bardzo wysoki zwrot, tzw. IRR, na poziomie powyżej 20 proc. Celem inwestycji jest przecież zwiększenie puli produktów jasnych, czyli paliw — mówi Marek Sokołowski, wiceprezes Lotosu odpowiedzialny za produkcję.

Na wysoką stopę zwrotu tego projektu zwracają też uwagę nasi rozmówcy z kręgu doradców Lotosu. To ona, potwierdzona przez skarb państwa tzw. testem prywatnego inwestora (przeprowadzonym przez zewnętrzną firmę doradczą), zadecydowała o poparciu rządu dla inwestycji.

Szukają dla tarczy

Drugim głównym celem emisji jest sfinansowanie prac na bałtyckich złożach gazowych B4 i B6, na których Lotos współpracuje z CalEnergy, firmą należącą do grupy inwestycyjnej Warrena Buffetta. Potencjał produkcyjny tych złóż szacuje się na 4 mld m sześc. gazu. Poza tym pieniądze z emisji mają zasilić przejęcia. Zarząd Lotosu podtrzymuje bowiem, że jest zainteresowany kolejnymi zakupami na szelfie norweskim — po to, by wykorzystać tarczę podatkową, przysługującą spółce w związku ze stratami poniesio- nymi na nieudanej inwestycji w złoże Yme. Właśnie dla tarczy Lotos zainwestował w zeszłym roku w złoże Heimdal. I dalej szuka.

— Po zakupie Heimdal nie mamy już tak silnej presji związanej z tarczą, więc wnikliwie analizujemy potencjalne cele. Na domknięcie transakcji dajemy sobie ten i przyszły rok — mówi Zbigniew Paszkowicz, wiceprezes Lotosu ds. poszukiwań i wydobycia. Niezależne od planów emisyjnych są natomiast prace na złożu B8 na Bałtyku. W ich finansowaniu mają wziąć udział PIR, BGK i Pekao. Projekt ma kosztować 1,6 mld zł i zaowocować roczną produkcją ropy na poziomie 250 tys. ton.

— Podpisanie umowy na finansowanie zaplanowaliśmy na sierpień — mówi Marek Sokołowski.

Skarb wyłoży kasę

Emisji Lotosu sprzyja fakt, że zostanie przeprowadzona z uwzględnieniem prawa poboru. A to natomiast oznacza, że ponad połowę kwoty powinien wyłożyć skarb państwa, który kontroluje 53 proc. akcji gdańskiej spółki. Jeśli tego nie zrobi, to emisja nie dojdzie do skutku, bo Lotos, zgodnie z rządową polityką, ma być pod kontrolą państwa.

Skarb dał już do zrozumienia, że weźmie udział w emisji, co oznacza, że mógłby wyłożyć ok. 530 mln zł. Harmonogram emisji zakłada, że zostanie przeprowadzona do końca roku, a dniem ustalenia prawa poboru będzie 18 listopada. Zarząd sygnalizuje, że cena emisyjna będzie zawierała dyskonto w stosunku do giełdowego kursu akcji Lotosu.

— O liczbie emitowanych akcji i podziale pieniędzy pomiędzy poszczególne cele inwestycyjne zadecydujemy później — twierdzi Mariusz Machajewski. Na razie wiadomo, że maksymalna liczna emitowanych akcji to 55 mln.