Lotos wraca do Yme

Obserwuj w MójPB:

Olbrzymi katamaran zabrał uszkodzoną platformę z norweskiego złoża Yme. Lotos znów może myśleć o jego zagospodarowaniu.

Wieści o tym, że Lotos chce znów inwestować w norweskie złoże Yme, nie zachwyciła inwestorów. Kurs w piątek zniżkował, mimo że Lotos podszedł do sprawy z entuzjazmem. „Efektywne zagospodarowanie złoża Yme to jeden z priorytetów, jakie stawia przed sobą Lotos. Głęboko wierzymy, że złoże będzie pracowało na korzyść spółki i Polski” — przekonywała spółka w komunikacie. Zdaniem przepytanych przez nas analityków, spadek kursu Lotosu oznacza, że inwestorzy obawiają się potężnych wydatków na zagospodarowanie złoża. Lotos ma w nim wprawdzie tylko 20 proc. udziałów, ale można oczekiwać kwot idących w miliardy dolarów. Inwestorzy patrzą na to niechętnie, zwłaszcza że ceny ropy są niskie, co oznacza niskie potencjalne przychody z produkcji. Norweski projekt Yme to najbardziej nieudana inwestycja w historii Lotosu. W 2011 r. stanęła na tym złożu wadliwa platforma, postawiona przez ówczesnego operatora, norweską firmę Talisman Energy. W 2012 r. platforma pękła i zablokowała złoże. Teraz zepsutą platformę udało się usunąć — za pomocą „specjalnie zaprojektowanego i wybudowanego pod tę operację statku, wyglądającego jak olbrzymi katamaran”. Lotos utopił w Yme 1,5 mld zł, ale miał szczęście w tym nieszczęściu. Felerny projekt dał mu tzw. tarczę podatkową, którą — zgodnie z norweskim prawem — spółka będzie mogła „odmrozić” przy produkcji węglowodorów z innych złóż, m.in. Heimdal i Sleipner. 20 proc. udziałów w Yme oznacza, że na Lotos przypada blisko 13 mln baryłek ropy naftowej (to tzw. zasoby wydobywane). Ich wartość przy obecnych notowaniach cen surowca i kursie USD/PLN szacowany jest na blisko 2,4 mld zł. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane