Pomorska spółka chce powrócić do pierwszej trójki detalistów w kraju. Mają w tym pomóc przejęcia.

W 2006 r. tylko PKN Orlen miał większą sieć stacji paliw od Lotosu. Teraz z 332 obiektami pomorska spółka zajmuje dopiero piątą pozycję. Plany zakładają przekroczenie w połowie przyszłego roku progu 400 obiektów i powrót do pierwszej trójki detalistów. Budowa stacji, franczyza lub przejmowanie pojedynczych obiektów nie wystarczą jednak, by zrealizować ten cel.
— Prowadzimy rozmowy z kilkoma prywatnymi sieciami stacji paliw. W grę wchodzi albo zakup, albo — co bardziej prawdopodobne — dzierżawa lub współpraca na zasadach franczyzy — mówi Paweł Lisowski, prezes zarządu spółki Lotos Paliwa. Nie ujawnia, z kim prowadzone są rozmowy. Zaznacza, że w grę może wchodzić nawet transakcja większa (jeśli chodzi o liczebność sieci) od tej, którą na wiosnę tego roku zawarł Statoil. Norwegowie kupili wówczas 16 stacji (i 10 nieruchomości) od fińskiego St1.
— Zainteresowani jesteśmy też rodzinnymi firmami zarządzającymi 5-6 stacjami. Ich właściciele ze względu np. na osiągnięcie wieku emerytalnego chcą się pozbyć biznesu — twierdzi prezes Lisowski.
Z rozważań można na razie wykluczyć stacje firmy WW Energy, która poszukuje inwestora. Paweł Lisowski przyznaje, że sieć nie jest dla grupy ciekawa. Niezależni nafciarze potwierdzają jednak, że Lotos jest ostatnio bardzo aktywny na rynku.
— Szczególnie gdy rozpoczął tworzenie ekonomicznej sieci Optima. Nie widzę jednak specjalnych powodów, by niezależne stacje chciały zacieśniać stosunki z Lotosem. Nawet niskie marże nie skłonią ich do podpisywania umów franczyzowych — przekonuje Ireneusz Jabłonowski, kierujący stacjami Huzar. Zaprzecza, by Lotos prowadził z nim rozmowy. W 2005 roku Lotos kupił 39 działających stacji paliw Esso i 14 nieruchomości od koncernu ExxonMobil. W 2006 roku doszło do tego 12 stacji i 2 nieruchomości od Slovnaftu. Takie transakcje już się nie powtórzą.
— Nikt z zagranicznych graczy nie wychodzi z Polski — mówi Paweł Lisowski.