Christian Lacroix SNC, słynny francuski dom mody, wystąpił o ochronę przed wierzycielami
Światowi giganci oferujący produkty z najwyższej półki upadają. Polskie firmy mają się dobrze. Do czasu.
Kiedy kilka miesięcy temu kryzys zaczynał się do nas zbliżać, większość analityków i przedstawicieli krajowych firm oferujących ekskluzywne produkty zapewniało, że spowolnienie ich nie dotyczy. Jednak spektakularne światowe bankructwa dają do myślenia. Eksperci twierdzą, że mogą one uprzedzać wydarzenia w Polsce.
Zła passa
Wczoraj Christian Lacroix SNC, słynny francuski dom mody, wystąpił do sądu w Paryżu o ochronę przed roszczeniami wierzycieli. Spółka została pokonana przez globalną recesję. Przez 22 lata działalności spółka nigdy nie przyniosła zysku. W ubiegłym roku miała 10 mln EUR straty przy obrotach sięgających 30 mln EUR. W tym roku podobno radziła sobie jeszcze gorzej. Amerykański właściciel francuskiej spółki szukał przez rok inwestora, który by ją kupił, jednak bez powodzenia.
Na początku 2009 r. Waterford Wedgwood, brytyjsko-irlandzki producent artystycznych wyrobów ceramicznych i zestawów z porcelany działający od ponad 250 lat, ogłosił, że zarząd brytyjskim oddziałem spółki przejmie syndyk masy upadłościowej. Obrót akcjami spółki notowanej na giełdzie w Dublinie został zawieszony, bo firma straciła płynność finansową. Potencjalni nabywcy, w tym prywatna grupa kapitałowa z USA, nie zdecydowali się na jej kupno, a banki odcięły linię kredytową. Po Wedgwood pozostanie jedynie muzeum w Barlaston, w którym zgromadzono eksponaty ilustrujące dwa i pół wieku historii firmy.
Przetrwają najsilniejsi
Na polskim podwórku dotąd nie było najgorzej, jednak prognozy nie są najlepsze.
— W 2008 r. rynek dóbr luksusowych miał się całkiem nieźle. Teraz widać już spowolnienie, które wynika głównie z malejących wydatków klasy średniej. Kolejne kwartały (zwłaszcza tradycyjnie sezonowo najlepszy czwarty), powinny być w tym roku o wiele słabszy niż było to w latach ubiegłych, co wpłynie niekorzystnie na kondycję finansową firm z branży luksusowej. W okresie spowolnienia gospodarczego najlepiej mają się dystrybutorzy najtańszych towarów, jak np. spółka obuwnicza NG2, która w niewielkim stopniu odczuwa skutki spowolnienia — mówi Marek Kaźmierczak z działu analiz i rekomendacji DM IDM SA.
A jeszcze w 2008 r. Rafał Bauer, ówczesny prezes Vistuli Wólczanki (obecnie Vistula Group) myślał o stworzeniu domu prestiżowych marek, na wzór francuskiego domu mody Louis Vuitton.
— Od tamtego czasu świat się zmienił, i to diametralnie. Rynek dóbr luksusowych załamał się, wystarczy zajrzeć do kilku sklepów, by przekonać się o kondycji marek z wyższej półki. Model zakupowy konsumentów zmienia się wraz z koniunkturą. To nie jest najlepszy czas dla luksusu. Z drugiej strony ci, którzy w segmencie luksusowym wytrzymają dekoniunkturę, zarobią z nawiązką, kiedy nabywcy odzyskają dobre samopoczucie — mówi Rafał Bauer, akcjonariusz Próchnika.
Jednak nie wszyscy mają czarne myśli. Władze jubilerskiej spółki W. Kruk, która należy do Vistuli Group, są optymistami.
— Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony sprzedażą biżuterii od początku 2009 r. Mamy dobre wyniki i wzrosty sprzedaży. Klienci kupują w naszych salonach głównie prezenty dla swoich bliskich lub obrączki i mimo kryzysu nie przestali tego robić. Gorzej jest w sektorze odzieżowym, bo tu jest silniejsza konkurencja. Tekstylnych spółek jest bardzo dużo i walka o rynek trwa. Myślę, że przetrwają najsilniejsi — mówi Wojciech Kruk.
W pierwszym kwartale tego roku Vistula Group miała 24 mln zł straty netto przy 122 mln zł przychodów ze sprzedaży.