Jeszcze nie krzyknął: "król jest nagi". A raczej królowa, bo to przecież Telekomunikacja. W każdym razie jest pierwszym szefem molocha, który przyznał, że klient jest ważny.
WCZORAJ: Początkowo karierę robił w sektorze finansowym. Nie tylko w Polsce, ale i za granicą. W listopadzie 2006 r. został jednak prezesem telekomunikacyjnego giganta. Rok temu, rada nadzorcza Telekomunikacji Polskiej powierzyła mu pełnienie funkcji prezesa przez kolejne trzy lata, dając tym samym szansę zostania najdłużej urzędującym szefem w historii spółki. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że był to raczej wyraz osobistej sympatii Francuzów niż osiągnięć firmy pod kierownictwem Macieja Wituckiego.
DZIŚ: Po ponad trzech latach jego rządów, Telekomunikacja Polska raczej nie ma się czym pochwalić. Wyniki finansowe nie są może najgorsze, ale dzieje się tak głównie za sprawą nieustannych restrukturyzacji, a więc po prostu zwolnień pracowników. Ci, którzy płacą rachunki też nie należą do najszczęśliwszych, o czym świadczą sformułowania używane przez nich na forach internetowych i w prywatnych rozmowach. Coraz więcej klientów giganta ucieka zresztą do konkurencji, która oferuje zarówno lepsze parametry usług jak i niższe ceny.
JUTRO: Obniżka cen szybkich wersji neostrady z początkiem kwietnia była bez wątpienia krokiem zmierzającym do zahamowania eksodusu klientów. Na dodatek krokiem rzeczywistym, a nie markowanym. Pytanie jednak czy nie został on wykonany za późno i jak odbierze go rynek? Jeśli wszystko przebiegnie po myśli prezesa, to TP zapewne utrzyma dominującą pozycję na rynku telekomunikacyjnym. Jeśli nie, spółka stanie się za kilka lat graczem średniej wielkości, niewyróżniającym się niczym szczególnym od konkurencji.