W piątek rano kurs ropy Brent, która jest globalnym benchmarkiem, spada o 0,7 proc. do 101,18 USD za baryłkę. Od rozpoczęcia 28 lutego przez USA i Izrael wojny z Iranem rośnie o ok. 40 proc. Analitycy Macquarie ostrzegają, że jej przedłużenie na drugi kwartał może doprowadzić do rekordowych cen surowca. Szacują prawdopodobieństwo takiego scenariusza na 40 proc. Ten, w którym zakończenie wojny nastąpi do końca marca, ma 60 proc. prawdopodobieństwa. Analitycy Macquarie podkreślają, że w przypadku pozytywnego biegu wydarzeń ceny ropy będą gwałtownie spadać w nadchodzących miesiącach, ale nadal utrzymają się na poziomie sprzed wojny.
- Gdyby Cieśnina Ormuz pozostała zamknięta przez dłuższy czas, ceny musiałyby wzrosnąć na tyle wysoko, aby „zniszczyć” historycznie wysoki poziom globalnego popytu na ropę– głosi raport banku opublikowany w piątek.
Priyanka Sachdeva, analityczka w Phillip Nova również ocenia, że pomimo sygnałów deeskalacji kluczowe znaczenie dla rynku ma przewidywany okres trwania zakłóceń.
- Cena ropy naftowej opiera się na długotrwałości wojny, a nie tylko na nagłówkach prasowych. Każde bezpośrednie uszkodzenie infrastruktury naftowej lub przedłużający się konflikt mogą zmusić rynki do szybkiego wzrostu cen – powiedziała.
Ropa była najdroższa w historii w marcu 2008 roku, kiedy jej kurs doszedł do 145,65 USD. Wówczas również jednym z powodów wzrostu ceny były obawy zakłócenia dostaw z regionu Zatoki Perskiej wywołane przez groźbę zablokowania Cieśniny Ormuz przez Iran.
W tym roku cena ropy Brent rośnie już o 66 proc.
