Mają butelki z benzyną i kamienie

Wojciech Surmacz
opublikowano: 2003-01-17 00:00

Listopad. Przystanek autobusowy w Warszawie. Plakat, a na nim przejmująco piękna kobieta prosi o pomoc. Cierpi na rzadką przypadłość. Zna ją wyłącznie polska medycyna. Jej organizm potrzebuje więcej energii niż przeciętny. W UE ludzie z tym syndromem prowadzą aktywne życie. Ona też tak chce! Odważna kobieta nazywa się Huta Łaziska.

Okolice kopalni na Śląsku. Inny plakat: portret pamięciowy silnego mężczyzny. Imię i nazwisko: Węgiel Kamienny. Ostrzeżenie dla górników — każdy, kto pomaga w ukryciu poszukiwanego, przyczynia się do likwidacji ich miejsc pracy. Jeżeli ktoś go zobaczy proszony jest o pilny kontakt z...? Hutą Łaziska.

To był wrzesień 2002 r. Od półtora roku trwała klasyczna kampania PR-owska na rzecz Huty Łaziska. Bombardowała media informacjami i apelami o interwencję w sprawie kolosalnych różnic cen polskiej energii w kraju i za granicą. Do wszelkich urzędów szły prośby o ustępstwa i argumenty za obniżeniem stawek. Hucie chodziło po prostu o zakup energii na rok 2003 po cenach unijnych, czyli 30 proc. taniej niż w Polsce. Możliwość takiego zakupu zależała bezpośrednio od cen naszego węgla kamiennego, a ten w kraju sprzedawany jest mniej więcej właśnie o 30 proc. drożej niż za granicą. Te 30 proc. to być albo nie być dla huty.

— Niestety — wszystko, co robiliśmy, okazało się mało skuteczne, szanse zakupu energii w roku 2003 po cenie europejskiej były wciąż niewielkie. Nikt nie reagował na nasze interwencje. A ceny energii wciąż dobijały przedsiębiorstwo, które w UE mogłoby spokojnie przetrwać. Dlatego postanowiliśmy niekonwencjonalnie wzmocnić tę kampanię — opowiada Witold Jajszczok, prezes spółki Partner — agencji reklamowej i PR.

No i — wspólnie z zarządem Huty Łaziska — opracował specjalną akcję promocyjną.

— Nie chcieliśmy rzucać kamieniami, śrubami, wynajmować autokarów i demonstrować pod ministerstwem — podkreśla Radosław Miśkiewicz, wiceprzewodniczący rady nadzorczej Huty Łaziska.

— Lepiej wykorzystać psychologiczny chwyt, niż rzucać butelkami z benzyną — dodaje Jajszczok.

Kampania — sfinansowana przez zarząd huty, a stworzona przez Partnera — składała się z dwóch akcji pla- katowych. Kosztowała 50 tys. zł. W pierwszej wykorzystano mechanizm, stosowany przy akcjach charytatywnych, związanych z pomocą ludziom poszkodowanym przez los. Urocza dziewczyna (huta) patrzyła ze smutkiem na mieszkańców Warszawy i Katowic. Błagała o obniżkę ceny energii. Przy drugiej projektodawcy odwołali się do formy listu gończego. Na śląskich osiedlach mieszkaniowych i w okolicach kopalń za odnalezienie twardego faceta (węgla) oferowano górnikom 10 mln EUR. Tyle właśnie — zdaniem zarządu z Łazisk — powinno kosztować 600 tys. ton potrzebnych, by zaopatrzyć przedsiębiorstwo w energię przez cały rok 2003.

Radosław Miśkiewicz podkreśla, że forma przekazu kampanii miała przede wszystkim wskazać na problem społeczny. W sumie się udało. Zadowolił mocny, powszechny odbiór formy, nieco gorzej poszło z treścią. Plakaty się podobały. Pomysł budził kontrowersje. O problemach Łazisk dowiedziały się tłumy Polaków. Odezwały się media. Kobieca uroda i wielka kasa działały zgodnie z oczekiwaniami pomysłodawców. Zamierzonego efektu jednak nie przyniosły. Ceny energii stoją w miejscu...

— Może dlatego, że żaden z dziennikarzy zainteresowanych przypadłością pięknej huty nigdy nie zapytał wprost przedstawicieli rządu: dlaczego? Dlaczego ta śliczna kobieta nie może żyć? Dlaczego w kraju za nasz polski węgiel ciągle musimy płacić więcej niż importerzy z Zachodu? Szkoda... — żałuje Miśkiewicz.

Prezes Jajszczok od razu dokłada, że to nie tylko problem Huty Łaziska — i to o tym tak naprawdę mówiła cała kampania. Niestety, dla rządu stanie się on dopiero interesujący, gdy dojdzie do dramatu:

— Nie jesteśmy zakładem, który nie płaci i chce jakichś dotacji. Nie — my płacimy i chcemy płacić, ale tyle, ile należy! Od 1 stycznia 2003 roku działa w Polsce PHS, czyli Polskie Huty Stali. To 5 zakładów, które odbierają 2 proc. energii w skali kraju (Łaziska — 1 proc.). I wie pan, co? Rozmawiałem niedawno z prezesem PHS. Ma taki sam problem! Ceny energii! — ostrzega Witold Jajszczok.

W hucie z Łazisk zaczyna się gotować. Upokarzana ciągłymi cięciami kosztów załoga (800 osób!) wyczuwa zbliżające się zwolnienia. I chociaż — jak mówią przedstawiciele zarządu — to wspaniały zespół ludzi, który do tej pory nigdy nie zawiódł, to wbrew ekonomii działać się nie da. I napięć nie da się uniknąć.

— Na pewno nie podburzymy załogi. Ale ci ludzie mogą tego nie wytrzymać... Nie chcę nikogo straszyć. Chcę tylko powiedzieć, że nie jesteśmy już w stanie panować nad ich emocjami — mówi zrezygnowanym głosem Radosław Miśkiewicz.

Piękna huta wciąż cierpi. Dlaczego?