Gniew stałych mieszkańców Majorki widać na razie głównie w napisach na murach brzmiących "Tourists go home, refugees welcome". Władze uspokajają jednak, że to na razie pojedyncze głosy, nie masowe protesty.

Majorka była zawsze popularnym celem turystycznym, zwłaszcza dla Niemców i Brytyjczyków, którzy nie tylko przylatują tu z biurami podróży, ale i upodobali sobie kupno wakacyjnych apartamentów. Od lat miejscowy rynek nieruchomości notował systematyczne wzrosty cen, odcinając przeciętnego Majorkanina od możliwości kupna mieszkania lub domu w przystępnej cenie.
Według seriwsu TheLocal.es stary domek rybacki, zamieniony w remoncie na letnią hacjendę kosztuje tu nawet 577 tys. EUR. Wynajem dwupokojowego apartamentu w Santa Catalina to z kolei wydatek rzędu 700 EUR miesięcznie, przy przeciętnej pensji Majorkanina wynoszącej zaledwie 1100-1200 EUR. - Mieszkańców po prostu na to nie stać - mówi Jacinta Galindo kierujący sąsiedzką organizacją w Santa Catalina.
Sytuacja pogorszyła się jeszcze wraz z zagrożeniem terrorystycznym w Egipcie, Tunezji i Turcji, dotychczas dzielących się z Balearami ruchem turystycznym z kontynentu. Do liczącej 1 mln stałych mieszkańców Wyspy ma przybyć w tym roku ponad 10 mln turystów.
Od wszystkich przebywających na terenie Majorki turystów jest wprawdzie pobierana opłata klimatyczna w wysokości 2 EUR za noc, co przynosi lokalnym władzom 60 mln EUR rocznie, ale miejscowe organizacje ekologiczne twierdzą, że to za mało. Ich zdaniem samorząd powinien rozważyć wprowadzenie ograniczeń podobnych do tych z Barcelony, gdzie aby zahamować nieograniczony napływ turystów wstrzymano na rok wydawanie zgód na budowę nowych hoteli.
