Amerykański bank centralny podniósł stopy procentowe o 25 pkt baz. Podwyżka powstrzyma inflację, nie zaszkodzi gospodarce — twierdzi Fed.
Od wczoraj stopa funduszy federalnych USA wynosi 1,75 proc., a dyskontowa 2,75 proc. Decyzja o podniesieniu stóp o 25 pkt baz. nie była zaskoczeniem. Rynek spodziewał się jej już od momentu ogłoszenia wrześniowego raportu Fed zwanego Beżową Księgą. Wynikało z niego, że choć gospodarka podąża do przodu, to tempo ożywienia w kilku regionach zwolniło. Aktualna jest obawa o inflację, która w czerwcu wyniosła 3,3 proc., najwięcej od ponad trzech lat. O podwyżce zdecydowały gwałtowne wzrosty cen ropy naftowej w ostatnich tygodniach.
— Droga ropa uderza na dwóch poziomach: zwiększa inflację i hamuje wzrost gospodarczy. Fed powinien się zdecydować, na którym problemie się skoncentruje — komentuje Nigel Gault, szef instytutu Global Insight.
Alan Greenspan, szef Fed przyrównuje wyższe ceny ropy do swego rodzaju podatku, który nie musi się przenosić na podwyżki cen innych towarów. To mogło przemawiać za odsunięciem podwyżek w czasie. Jeszcze kilkanaście dni temu szef Rezerwy Federalnej oceniał, że gospodarka w USA lekko drgnęła. Uzasadniał to danymi o konsumpcji prywatnej i popycie w budownictwie w lipcu oraz większą liczbą miejsc pracy w sierpniu. Wzrost może jednak nie spełnić oczekiwań, co potwierdza wczorajsza prognoza OECD. Wynika z niej, że bardziej prawdopodobne jest osiągnięcie 4,3-proc. wzrostu PKB zamiast oczekiwanych 4,7-proc.
Decyzja Fed została przez wielu analityków przyjęta dobrze.
— Lepiej podnieść stopy, co może kosztować utratę miejsc pracy, ale zabezpieczyć się przed inflacją, która uderza po stałym wzroście cen ropy — mówi David Resler z Nomura Securities International.
Obserwatorzy mają nadzieję, że optymistyczne podejście Alana Greenspana zaowocuje spowolnieniem tempa podwyżek do końca roku. Kolejne posiedzenia rezerwy planowane są na 10 listopada oraz 14 grudnia.