Większość małych firm, deklarujących pochodzenie przychodów z usług integratorskich, w rzeczywistości koncentruje się na sprzedaży wąskiej grupy, nierzadko tylko własnych produktów. Na dodatek firmy te wykazują niską rentowność.
Firmy integratorskie kojarzą się z reguły z takimi gigantami rynku IT, jak Prokom Software, Computerland i Softbank. Pamięta się jeszcze zazwyczaj o ich mniejszych giełdowych konkurentach: Com-archu, Emaksie, Taleksie. Do miana integratorów aspiruje jednak także grupa firm, których deklarowane przychody z integracji nie przekraczają 15 mln zł. Mimo iż są to pojedyncze procenty odpowiednich wskaźników Prokomu, Computerlandu i Softbanku, to bywa to 100 proc. przychodów tychże małych firm.
Warto przy tym podkreślić, że znaczna część tych małych firm jest ściśle związana z wąską grupą produktów. Wonlok, BPSC i Support to po prostu producenci oprogramowania, którzy zajmują się również jego wdrażaniem.
— Koncentrujemy się na sprzedaży własnych aplikacji. Część obrotów generują też konieczne do ich działania platformy technologiczne Lotus i Oracle — informuje Jacek Łyczba, prezes spółki Support.
Rzut oka na witrynę internetową firmy Potronics wystarczy, aby przekonać się, że trzonem jej działalności jest dystrybucja sprzętu produkowanego przez IBM. Plaut Polska jest zaś w podobny sposób związany z firmą SAP. Mimo to szefowa spółki twierdzi, że można ją nazywać firmą integratorską.
— Przede wszystkim wdrażamy system mySAP.com. W ofercie mamy jednak także pakiet CRM firmy Update.com. Poza tym system mySAP.com integrujemy z innym oprogramowaniem wykorzystywanym przez naszych klientów. A nie wszystkie aplikacje przez nich posiadane pochodzą od firmy SAP — tłumaczy Joanna Osińska, prezes Plaut Polska.
Co ciekawe, firmy takie wcale nie wypadają dobrze w zestawieniach rentowności. Spośród małych integratorów tylko spółka Support znalazła się w zestawieniach 25 firm integratorskich o największym zysku na jednego pracownika, zysku w stosunku do kosztów i zysku w stosunku do sprzedaży sporządzonych przez magazyn „Teleinfo”. Nie sprawdza się więc teza o tym, że w małej firmie łatwiej jest kontrolować koszty. Te wyniki nie psują jednak samopoczucia przedstawicielom tych przedsiębiorstw.
— Nasze wyniki rozpatrujemy w skali całej grupy Plaut, a nie tylko polskiego rynku. Dlatego pewne inicjatywy mogą być początkowo nieopłacalne. Później przynoszą jednak profity — wyjaśnia Joanna Osińska.
