Mali pokochali prąd ze słońca

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-06-03 00:00

Popyt na fotowoltaikę tak wystrzelił, że eksporterzy stali się krajowymi sprzedawcami. Kupują głównie mali konsumenci, dużych wstrzymuje prawo

Branża fotowoltaiczna, czyli przekształcająca energię słoneczną w energię elektryczną, idzie w tym roku na kolejny rekord. Wystarczy spojrzeć na dane z pierwszych miesięcy 2015 r., zebrane w ankietach przez Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO). Jeśli chodzi o moc zainstalowaną, czyli łączną moc instalacji funkcjonujących w sieci i poza siecią (tzw. on-grid i off-grid), to tylko do kwietnia zainstalowano w Polsce 12,7 MW nowych mocy. Dla porównania — w całym 2014 r. ten przyrost wyniósł 15,7 MW, czyli niewiele więcej. A prognoza IEO robi jeszcze większe nadzieje — firmy przewidują bowiem, że w 2015 r. sprzedadzą paneli na 100 MW!

Za wzrostem mocy idzie wzrost wartości tego rynku. IEO oszacował, że do końca maja obroty sięgnęły 99 mln zł, podczas gdy w całym 2014 r. wyniosły 121,5 mln zł.

Rolnicy są chętni

Firmy widzą to nawet lepiej. — Powiedziałbym, że dane IEO są niedoszacowane, bo ankiety nie objęły wszystkich firm z rynku. Dostrzegam nawet większe wolumeny — przekonuje Łukasz Nowiński, prezes FreeVolt, specjalizującej się w sprzedaży systemów fotowoltaicznych.

— Mam z 300 proc. więcej zleceń niż rok temu, o tej samej porze — mówi Mariusz Stawarz, dyrektor sprzedaży w tarnowskim Hymon Energy.

Kto inwestuje pieniądze w fotowoltaikę? Raczej drobni klienci. Do Hymon Energy zgłaszają się głównie osoby fizyczne, często rolnicy, chętni na instalacje do 40 kW. Ruch w sektorze małych instalacji widzi też Selfa.

— Nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii idzie w kierunku prosumenckim. To wpływa na zainteresowanie rynkowe — mówi Krzysztof Zamożny z Selfy.

— Mam pod Łodzią projekt na 933 domy, z czego 600 już skończyliśmy — dodaje Łukasz Nowiński z FreeVolt.

Dużych blokują aukcje

Mniejszy ruch widać w sektorze dużych instalacji, w których specjalizuje się Smart Green Systems.

— Nie powiedziałbym, że ludzie się rzucili na ten sektor, mimo że mamy w tym momencie otwarte cztery duże projekty, a rok temu był to tylko jeden. Globalnie ten rok będzie gorszy, jeśli mówimy o wzroście wśród dużych farm fotowoltaicznych, na 200-500 kW. Choć nasza firma akurat zrealizuje więcej projektów — mówi Przemysław Waszak ze Smart Green Systems.

Skąd różnica między perspektywami dla małych i dużych? Odpowiedź przynoszą ankiety zebrane przez IEO. Za największą szansę dla biznesu fotowoltaicznego przedsiębiorcy uznali dotacje z NFOŚiGW, przysługujące mikroinstalacjom, oraz regulacje prosumenckie z ustawy o OZE (też dotykają obszaru mikro). Najmniej wskazań dostały… aukcje, czyli filar nowego systemu wsparcia. Aukcje to narzędzie dla dużych instalacji — by dostać wsparcie, będą musiały w nich startować. Najwyraźniej widzą to pesymistycznie. Przemysław Waszak przypomina jednak, że duzi mają szanse na wiele innych dotacji. Wtedy, jego zdaniem, projekt się zepnie. A małych by przesadnie nie namawiał.

— Legislacja jest jeszcze niepewna [trwają prace nad nowelizacją ustawy o OZE — red.]. Przestrzegałbym przed naciąganiem małych klientów — podkreśla Przemysław Waszak.

Kraj kupuje na potęgę

Wzrost popytu w kraju przekłada się na przełom w tendencjach sprzedażowych polskich paneli fotowoltaicznych. Dotychczas polskie fabryki produkowały w większości na eksport (w 2013 r. tylko 1 MW polskich paneli sprzedano w kraju, a 24 MW wyeksportowa-

no). Tymczasem w 2014 r. widać odwrót: w Polsce sprzedano aż 40 proc. paneli wyprodukowanych w kraju, a eksport wręcz spadł — do 10 MW. Na dodatek IEO przyznaje, że rzeczywistość może być nawet bardziej wyrazista niż raport — w kraju sprzedawanych może być nawet 80 proc. polskich paneli. Potwierdzają to producenci.

Kompletnie zmienił się profil sprzedaży. Zwykle sprzedawaliśmy 20 proc. paneli w kraju, a 80 proc. eksportowaliśmy, tymczasem w 2014 r. te proporcje się odwróciły. W tym roku, od stycznia, sprzedajemy w kraju nawet 90 proc. produkcji — wylicza Krzysztof Zamożny z Selfy. Biznesplan zmieniają już nawet ci, którzy dopiero uruchamiają produkcję w Polsce. FreeVolt, który za dwa tygodnie otworzy supernowoczesną fabrykę modułów fotowoltaicznych w Bydgoszczy (trzecia generacja, produktywność o 20 proc. wyższa), bacznie obserwuje rynek.

— Myśleliśmy, że sprzedaż w Polsce będzie wynosić ok. 20 produkcji, ale już widzimy, że będzie to więcej. Szacujemy, że jesteśmy w stanie wprowadzić w ciągu roku na nasz rynek 60-80 MW modułów — zapowiada Łukasz Nowiński. Nie tylko FreeVolt inwestuje w produkcję. O zwiększeniu mocy myśli też Selfa. Pisaliśmy też niedawno w „PB” o planach KGHM, który właśnie wybiera lokalizację pod fabrykę fotowoltaiczną. Hymon się w tę tendencję jednak nie wpisuje. Ma licencję na uruchomienie produkcji, ale tego nie robi. — Na razie, przy niskich cenach modułów, jest to dla nas nieopłacalne — wyjaśnia Mariusz Stawarz.

Wyprzemy w Chińczyków?

Hymon sceptycznie podchodzi też do innego z wniosków z raportu IEO — że panele niemieckie wypierają z rynku produkty chińskie. — Bzdura. Nikt mi nie powie, że polski moduł jest lepszy od chińskiego. Niemiecki jest z kolei dwa razy droższy — oponuje Mariusz Stawarz. Mnogość opinii wynika z młodości branży. Ponad połowa firm istnieje mniej niż pięć lat, na dodatek ciągle pojawiają się nowe.