Malinowa Polska na podium

Nasz kraj stał się największym na świecie producentem malin. Gdy plantatorzy pójdą w ślady sadowników, sukces będzie pełny

W malinowym chruśniaku nazbieraliśmy w zeszłym roku 127 tys. ton owoców. Oznacza to, że Polska została największym producentem malin na świecie. I ma wszelkie atrybuty, by powiększyć malinowe królestwo, pod warunkiem jednak, że rolnicy obiorą ścieżkę, którą poszli producenci jabłek.

Wiedza i warunki

Przez lata produkcja w Polsce sięgała 50 tys. ton, a europejskim królestwem malin była Serbia ze zbiorami na poziomie 90 tys. ton. W malinowym przewrocie pomogli polscy naukowcy i Unia Europejska.

— Udało nam się wyhodować odmianę polana, która dobrze przyjęła się w handlu. Jest mniej kosztochłonna, a ponadto owocuje od sierpnia do pierwszych przymrozków, a więc wtedy, gdy w sprzedaży nie ma już popularnych odmian letnich. Od kilku lat polana jest sadzona powszechnie, bo doskonale nadaje się na mrożonki wysokiej jakości. Na wzrost produkcji malin w Polsce miały wpływ także obowiązujące od 2007 r. dopłaty do owoców miękkich wysokości 400 EUR na hektar. W efekcie kilkaście tysięcy hektarów plantacji malin w latach 2004-06 rozrosło się w 2012 r. do 28 tys. — mówi Jan Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

Większość zbiorów, bo 90 proc., trafia na eksport. Konkurujemy dzisiaj głównie malinami mrożonymi z Serbii i Chile, które zbiera owoce podczas naszej zimy. Eksperci uważają, że malinowy potencjał Polski nie jest jeszcze w pełni wykorzystany.

— Mamy warunki do rozwoju produkcji — klimat i wiedzę, ale producenci często narzekają na zbyt niskie ceny skupu. Rozwiązaniem może być tworzenie dużych grup i organizacji producentów. Tak postąpili producenci jabłek. Wykorzystali fundusze unijne do stworzenia grup producenckich, które zajmują się również przetwórstwem i rozwojem bazy technicznej dla handlu, przechowalni i sortowni oraz sieci sprzedaży, także zagranicznej. Dzięki temu uzyskują znacznie wyższe ceny niż wówczas, gdy sprzedawali do krajowych zakładów przetwórczych — mówi Jan Świetlik.

Postawić na deser

Bez rozwoju rynków pozaunijnych trudno będzie znacząco zwiększyć sprzedaż, bo rynek UE jest już mocno zapchany.

— Oprócz nas i Serbów są na nim Niemcy i Brytyjczycy. Ciekawą częścią rynku są też owoce deserowe. W przetwórstwie często konkuruje się jak najniższymi cenami skupu, natomiast w segmencie owoców deserowych uzyskuje się znacznie wyższe ceny. Na taką produkcję przestawili się właśnie producenci jabłek — twierdzi Jan Świetlik.

Podobnego zdania jest Zbigniew Krzewiński z Licencjonowanego Gospodarstwa Szkółkarskiego Krystyna Krzewińska, który od ponad 20 lat sprzedaje sadzonki.

— Widzimy coraz większe zainteresowanie sadzonkami owoców deserowych. Ma to ekonomiczne uzasadnienie. Uprawa malin w przypadku części deserowych odmian opłaca się rolnikom bardziej niż uprawa zbóż i roślin okopowych. Dzięki nowym odmianom, które są bardziej odporne na mróz i wcześniej dojrzewają, rolnicy uzyskują na tyle dobre ceny, że mogą nieźle zarabiać mimo wysokich kosztów robocizny — twierdzi Zbigniew Krzewiński.

Jego zdaniem, z powodu niskich cen i coraz większych kosztów produkcji spada natomiast zainteresowanie malinami do przetwórstwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Malinowa Polska na podium