Mały drań i szuja

Marcin Bołtryk
opublikowano: 29-10-2010, 00:00

Zagadka i feromony. Porsche Boxter S w środku miasta, a ja w Boxterze. Tymczasem Boxter "Alleluja wesołego zrobił mi i znikł!".

Porsche 911 to klasyk, synonim sportowego auta. Kult. Porsche Boxter to brzydkie kaczątko. Bagatelizowane i upychane w szufladzie. Że kobiece, że nie to, że nieprawdziwe Porsche. Sprawdzimy. Tylko bez inwektyw, proszę.

Zobacz więcej

Porshe Boxter S

 

 

Złodziej i statuja

Boxter jest roadsterem. Znaczy, wiatr w czuprynie. Dach w górę, znaczy w dół — no do schowka. Czoło się zaczerwieni. Wiatr schłodzi przegrzany tors — tego się spodziewałem. Inwektywy — to dostałem.

Ledwo dach się schował tam, gdzie się kryją dachy, i zanim jeszcze pierwszy chłodny podmuch smagnął mnie po policzku, już zdołała mnie dopaść pierwsza inwektywa: "Patrz, jaka szuja!" — rzucił pan przechodzień do pani przechodzieniowej (przechodzili razem).

Dlaczego? Za co? A za czarne lśniące Porsche z beżową, skórzaną tapicerką, za przyciemnione okulary i podwinięte rękawy koszuli. Słowem: za całość. Czy sam fakt powożenia Boxtera S szuję ze mnie czyni? W oczach przechodniów, niestety, tak. Złodziej i szuja. Zatem z przypiętą przez nieznajomego łatką ruszam w świat. No, przesada, na Połczyńską po prostu wyjeżdżam. Korek. Ja kilka centymetrów nad asfaltową podłogą, obok Ikarus. Zardzewiała rura wydechowa tuż koło mnie. Czuję, jak miast odsłonecznego brązu moje czoło nabiera odspalinowej czerni. Korek męczarnia.

Wdusiłem odpowiedni przycisk. Porsche zaczęło się przykrywać dachem. Ten niecodzienny ruch przykuł uwagę pasażerów autobusu. Nim przykrycie Boxtera ograniczyło mi pole widzenia dostrzegłem nienawistne męskie spojrzenia. Przy odrobinie wyobraźni można w nich wyczytać słowa jak z piosenki: "Gdy życie zdarło z faceta już maskę, gdy mu fasada rozwala się z trzaskiem, gdy zza niej wyjrzy jak małpa z pokrzywy pysk zły i obrzydliwy i pryśnie cały blef… Szuja, bezlitosny kamień i statuja! Fałsz i ruja bezustannie powodują nim!!!".

Zrobiło mi się przykro i samotnie.

 

 

We dwóch

Pochłonięty poszukiwaniami odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego Porsche Boxter budzi tyle nienawistnych samczych spojrzeń, skoro sami często go sprowadzają do roli damskiego, nic niepotrafiącego autka?", dotarłem do miejsca przeznaczenia. Pod dom kolegi, z którym wspólnie mieliśmy — w odpowiednich warunkach, oczywiście — sprawdzić możliwości czarnego Boxtera S. Czekając na kumpla i dzielnie znosząc kolejne wzrokowe ciosy od przechodzących samców, wygospodarowałem chwilkę na wizualną eksplorację wnętrza auta. W kokpicie, oprócz wysokiej jakości materiałów i wykończenia, zwraca uwagę prostota, przywodząca na myśl modele 911. Charakterystyczne zegary to wizytówka Porsche. Czcionka użyta do oznaczeń również. Zbieram się na odwagę lub raczej sprężam, by znieść ciężar spojrzeń i wysiadam. Oficjalnie — by dać upust nikotynowemu uzależnieniu. Naprawdę, by obejrzeć auto z zewnątrz.

I tak pewnie wyglądam jak napuszony paw dumnie prezentujący ogon. Ale cóż, taka praca. No to prezentuję, znaczy, patrzę.

Drapieżnie. Pierwsze skojarzenie: "Little Bastard" (mały drań), czyli Porsche 550 Spyder, którym w latach 50. XX wieku jeździł James Dean. Wystające masywne błotniki, opadająca maska, centralnie umieszczona rura wydechowa. Amerykański aktor kupił sobie Speedstera po otrzymaniu roli w "Buntowniku bez powodu" i startował nim w wyścigach. Boxter również sprawdziłby się w roli auta wyścigowego. Czego ci wszyscy faceci od niego chcą?

Otóż niczego. Okazało się, że gdy tylko opuściłem trzewia czarnego Boxtera, nagle przestał kłuć w oczy przechodniów. Czyli to moja wina?!

Kolega już dotarł. Tym lepiej, bo nie od dziś wiadomo, że we dwójkę łatwiej znosić obelgi. Wsiadamy. Kolega z prawej, nad wyraz zadowolony, ja z lewej, nucąc pod nosem: "Jeżeli kochać, to dlaczego nie z kolegą? Dziewczynę wespół uwielbiać jest lżej. Co niebezpieczne dla mężczyzny samotnego, to z kolegą niebezpieczne jest mniej".

 

 

Guzik szaleństwa

Co mamy pod maską? To jedno z mniej inteligentnych pytań, jakie można zadać właścicielowi Boxtera. Pod maską (tak jedną, jak i drugą) nie ma nic. Znaczy jest. Przestrzeń bagażowa. Z przodu 150, a z tyłu 130 litrów. A gdzie agregat? A pośrodku. Umieszczony centralnie, tuż za oparciami siedzeń. Jego obecność zdradzają dwa duże wloty powietrza po bokach. Dzięki temu nie tylko mamy dwa bagażniki, ale i doskonałe wyważenie. Silnik to bokser o sześciu cylindrach i pojemności 3,5 litra. Przy sprzyjających warunkach potrafi uwolnić aż 310 KM.

Stacyjka tradycyjnie po lewej stronie. Ruch nadgarstka i... zabulgotało. Start z lekką przegazówką. Zupełnie jakby auto zaklinało rzeczywistość. Kusiło. Są w Warszawie miejsca, gdzie można takiemu kuszeniu ulec. Poszaleć bezpiecznie, za stosowną opłatą i z odpowiednim przygotowaniem. Jedziemy w takie miejsce.

Start, wyprzedzanie, żółte, czerwone, stop. Start, żółte, czerwone, stop. Start, srebrno-niebieskie, stop, 200 zł, start. Brama, znowu portfel. Można szaleć.

Egzemplarz udostępniony mi do testów miał automatyczną 7-biegową skrzynię o dwóch sprzęgłach (PDK), która zmienia biegi jak wyścigowy kierowca. Bulgocący tuż za moimi plecami silnik dostarcza maksymalnie 369 Nm momentu obrotowego. Przede mną jarzy się przycisk. Napisano na nim sport, a na tym obok — sport plus. Wduszam pierwszy. Gaz. O, żesz! Auto torpeda. Kilka zakrętów i już jestem pewien, że nawet niedoświadczonego kierowcę, jak nie przymierzając mnie, Boxter poprowadzi precyzyjnie. To zasługa niemal idealnego wyważenia, centralnie umieszczonego silnika, systemu Porsche Stability Management (rozbudowany odpowiednik ESP) i aktywnego zawieszenia z amortyzatorami o zmiennej sile tłumienia. Co prawda dotkliwie czujemy każdą dziurę, ale nawet na zrujnowanych drogach koła zachowują stały kontakt z nawierzchnią lub z jej resztkami.

Zautomatyzowana skrzynia jest szybka, ale ustawiona w standardowym trybie zamieni Boxtera w bulwarowe wozidełko. Nie jesteśmy na bulwarze. Gaz do dechy, przepraszam, do welurowego dywanika. Budzimy bestię. Tryb sport sprawia, że zawieszenie staje się twardsze, a układ kierowniczy bardziej bezpośredni. Dynamika jeszcze lepsza, zmiana biegów następuje w górnym zakresie obrotów. To jeszcze nic, bo gdy wybieram sport plus (na desce rozdzielczej powinno się wyświetlać pytanie: Are you crazy?), kierownica zaczyna stawiać opór jak w ciągniku, dokładnie informując, co się dzieje z przednimi kołami.

Zmiana przełożeń odbywa się błyskawicznie, z brutalnym kopnięciem i to dopiero, gdy wskazówka obrotomierza przywita się z czerwonym polem. Przejście z dwójki na trójkę dopiero w okolicach 160 km/h. Przyspieszenie wbija w fotel i zapiera dech w piersiach. Za sprawą potężnych hamulców zapewnia też wrażenia… odwrotne. Do tego jeszcze ta fantastyczna przyczepność. Wydaje się, że jej pokłady są niewyczerpane. Do czasu, bo system PSM w trybie sport plus jest bardzo znieczulony. Dlatego auto potrafi lekko zarzucić tyłem podczas zmiany biegu nawet w granicach 180 km/h, a także podczas gwałtownego przyspieszania na uskoku nawierzchni. Mały guzik zamienia Boxtera w twarde jak deska, bezkompromisowe auto.

 

 

Zapach samca

Trudno uwierzyć, ale tę przygodę można uczynić jeszcze bardziej szaloną. Do tego też jest przycisk. Z napisem "PSM off". Jego użycie oznacza wyłączenie systemu kontroli trakcji. Na drodze publicznej nie ma to sensu, bo grozi jej nieplanowanym opuszczeniem i wstydem jakich mało. Na torze zaszczytu wciśnięcia guzika powinien móc dostąpić tylko doświadczony kierowca. Niestety, może go wdusić również amator. No to wduszam. Bardzo szybko stwierdzam, że dalsza jazda za chwilę się skończy wypadnięciem z trasy — kolega przytakuje. Kończymy. Jestem zmęczony. Boxter też. Zjeżdżam do garażu. Powoli. Opuszczam auto. I nawet nie zdaję sobie sprawy, że właśnie rozwiązuje się wielka zagadka tego testu.

Kilkadziesiąt minut po zaparkowaniu auta musiałem do niego wrócić — telefonu zapomniałem… albo chciałem jeszcze raz na nie popatrzeć. Ledwo uchyliłem garażowe wrota, poczułem to! Zapach spoconego metalu, oleju i wysokooktanowych spalin. Woń spoconego motosamca. Nie byłoby to ciekawe doświadczenie (nawet pomyślałem, że coś się musiało popsuć), gdyby nie moja sąsiadka. Owa istota pławiła się w tym zapachu — rozszerzone źrenice, pracujące nozdrza i to spojrzenie! Ten samiec o czterech kołach wydziela tyle feromonów, że stało się dla mnie jasne, dlaczego faceci nienawidzą facetów, którzy nim podróżują. Nikłe szanse na feromony Porsche czynią z nich gady o bazyliszkowym spojrzeniu.

I jeszcze jedno. Artyści twierdzą, że najlepsze dzieła powstają, kiedy twórca cierpi, kocha i nienawidzi zarazem. Cóż, kiedyś stworzę zatem coś wspaniałego, bo odkąd Boxter namieszał mi w głowie i odszedł, targają mną skrajne emocje. I jedyne, co mogę o nim powiedzieć, to: "Szuja, najpiękniejszy kęs mi życia ujadł, szuja, toczył ze mnie hektolitry łez, szuja, cóż takiego uczyniłem mu ja, żem jak tuja poderżnięty przezeń dzisiaj jest?".

Marcin Bołtryk

 

W tekście wykorzystano fragmenty piosenek "Shimmy szuja" i "Jeżeli kochać" Jeremiego Przybory.

Dane techniczne:

Porsche Boxter S

Silnik: benzynowy, sześciocylindrowy 3436 ccm

Moc: 310 KM

Maksymalny moment obrotowy: 360 Nm

Skrzynia biegów: automatyczna, 7-biegowa

Prędkość maksymalna: 272 km/h

Przyspieszenie od 0 do 100 km/h: 5,0 s

Pojemność bagażnika: 150 + 130 l

Średnie spalanie: 15,6 l na 100 km (w teście)

Masa własna: 1380 kg

Cena testowanej wersji: około 280 tys. zł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu