Moje wątpliwości odnośnie do znaczenia piątkowej sesji w USA znalazły potwierdzenie w poniedziałek. Rynki niepokoiła zapowiedź skorzystania z prawa weta przez Rosję i Francję. Były również inne złe informacje. General Electric, dzięki kreatywnej księgowości, zapisał w zeszłym roku straty funduszu emerytalnego jako zyski. Duże wrażenie zrobiła wypowiedź prezesa oddziału zarządu Fed w St. Louis, W. Poole’a, który ostrzegł, że największe amerykańskie spółki działające na rynku kredytów hipotecznych Fannie Mae i Freddie Mac mogą stanowić duże ryzyko dla systemu finansowego i gospodarki USA. Jest jednak coś, co powinno zastanawiać — mały wolumen na spadku. Rynek nie został przytłoczony podażą — to był strajk popytu. Z takich spadków duże wzrosty wywołać jest niezwykle łatwo. Poza tym nie wolno zapominać o słynnym Plunge Protection Team — to wymarzona sytuacja do próby odwrócenia trendu
W geopolityce sytuacja komplikuje się coraz bardziej. Po zapowiedzi Rosji i Francji, że zawetują użycie siły, głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa wczoraj się nie odbyło. Mówi się o dacie 13.03. Nic dziwnego, że Wielka Brytania i USA zasygnalizowały, że jest możliwe przesunięcie ultimatum poza 17.03. Zaczynam podejrzewać, że w ogóle głosowania nie będzie. To nie jest korzystne dla giełd.
Nie ulega wątpliwości, że agresywność popytu na naszym rynku w poniedziałek była zdumiewająca. Próbowałem spokojnie analizować, dlaczego nasz rynek tak się zachował. Były trzy impulsy: piątkowa sesja w USA, którą niektórzy zarządzający mogli uznać za ważny zwrot rynku, referendum na Malcie i zachowanie rynku węgierskiego. To wywołało pierwsze wzrosty, a potem poszła już lawina — fundusze starały się doważać w stosunku do kupujących akcje i powstało sprzężenie zwrotne. Czy można powiedzieć, że to była pomyłka, wręcz pułapka? Niby tak, ale ta sesja pokazała, że fundusze szykowały się do wzrostów akumulując akcje i wystarczył mały impuls, by nawet w bardzo złej sytuacji geopolitycznej i politycznej w kraju nastąpiła eksplozja popytu. Potwierdza to nastawienie zarządzających. Wskaźnik Koniunktury Rynku Kapitałowego w tym tygodniu pokazuje, że wzrost prognozuje 68 proc. analityków, a spadek jedynie 21 proc. To dużo mówi o rynku, ale wydaje się niepokojące — za dużo byków.
Nie jest rzeczą prostą odwrócenie „byczych” nastrojów, mimo że poniedziałkowe wzrosty były ewidentnym falstartem. Zarządzający zacisnęli zęby (mimo spadków w Europie) i robili dobrą minę do złej gry. Jeśli mówi się A, to trzeba powiedzieć i B. Poza tym wiedzieli, że duże spadki w USA nie były wynikiem ataku podaży. Udało się podnieść indeks o ponad 3 proc., mimo dużych spadków na świecie, więc wczoraj nie było problemem utrzymanie rynku w niezłej formie (mimo spadku) w oczekiwaniu na test zeszłorocznych minimów w USA oraz na moment, w którym indeksy na świecie zaczną wzrastać. Spadki nie trwają wiecznie.
Dziś w USA zostanie podany deficyt handlowy (prognoza: minus 43,5 mld USD). Ale nie oczekuję wpływu tych danych na rynek akcji. Nasza giełda tym razem powinna zachować się podobnie jak europejskie, ale nadal powinna być od nich silniejsza.