Mały obrót na spadkowej sesji potwierdza siłę naszej GPW

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-03-12 00:00

Są takie dni, kiedy nie sposób nic rozsądnego napisać i komentarz można zawrzeć w jednym zdaniu. Wczoraj w USA była jedna taka sesja. To zdanie brzmiałoby: sesja bez znaczenia i nieudany „ząbek” w trendzie spadkowym. Jest jednak coś, co powinno zastanawiać - mały wolumen (chociaż wczoraj był większy i to lekko niepokoi). Ze spadków na małym wolumenie łatwo jest wywołać duże wzrosty, bo nie ma nawisu podażowego. Indeksy są tak blisko zeszłorocznych minimów, że sprowokowanie rajdu niedźwiedzi realizujących zyski jest proste. Nie wolno zapominać o słynnym Plunge Protection Team – to wymarzona sytuacja do próby odwrócenia trendu

W geopolityce sytuacja komplikuje się coraz bardziej. Trudno jest cokolwiek prognozować. Po zapowiedzi Rosji i Francji, że zawetują użycie siły, głosowanie rezolucji RB ONZ się nie odbyło. Mówi się o dacie w okolicach 13 marca. T. Blair ma coraz większy ból głowy. Nawet jego partia zaczyna się buntować przeciwko atakowi na Irak bez zgody ONZ. Nic dziwnego, że Wielka Brytania i USA zasygnalizowały, że jest możliwe przesunięcie ultimatum poza 17 marca. Sześć krajów, członków RB (Pakistan, Meksyk, Angola, Chile, Kamerun i Gwinea) zaproponowało, żeby datę ultimatum przesunąć o miesiąc na 17.04, ale amerykańska administracja odrzuciła tę propozycję. Podejrzewam, że w ogóle głosowania nie będzie.

Jeśli chodzi o nasz rynek, nie ulega wątpliwości, że agresywność popytu była w poniedziałek zdumiewająca. Kiedy opadł kurz spróbowałem przeanalizować, dlaczego nasz rynek tak się zachował. Były trzy impulsy: piątkowa sesja w USA, którą niektórzy zarządzający mogli wziąć za ważny zwrot rynku, referendum na Malcie i zachowanie rynku węgierskiego. To wywołało pierwsze wzrosty, a potem poszła już lawina – fundusze starały się doważać w stosunku do kupujących akcje i powstało sprzężenie zwrotne. Czyli można powiedzieć, że to była pomyłka, wręcz pułapka? Niby tak, ale ta sesja pokazała, że fundusze szykowały się do wzrostów akumulując akcje i wystarczył mały impuls, żeby w bardzo złej sytuacji geopolitycznej i politycznej w kraju nastąpiła eksplozja popytu. Potwierdza to nastawienie zarządzających. Wskaźnik Koniunktury Rynku Kapitałowego w tym tygodniu pokazuje, że wzrost prognozuje 68 proc. analityków, a spadek jedynie 21 proc. To dużo mówi o rynku, ale wydaje się być niepokojące – za dużo byków.

Nie jest rzeczą prostą odwrócenie „byczych” nastrojów, mimo że poniedziałkowe wzrosty były falstartem. Zarządzający zacisnęli zęby (mimo spadków w Europie) i robili dobrą minę do złej gry. Jeśli mówi się A, trzeba powiedzieć i B. Poza tym wiedzieli, że duże spadki w USA nie były wynikiem ataku podaży. Udało się podnieść indeks o ponad 3 proc., mimo dużych spadków na świecie, więc wczoraj nie było problemem utrzymanie rynku w dobrej formie w oczekiwaniu na test zeszłorocznych minimów w USA oraz na moment, w którym indeksy na świecie zaczną wzrastać. W końcu muszą, bo żadne spadki nie trwają wiecznie.

Dziś w USA zostanie podany deficyt handlowy (prognoza: minus 43,5 mld USD). Ale nie oczekuję wpływu tych danych na rynek akcji. Nasz rynek powinien zachować się podobnie do rynków europejskich, a krytyczne jest wsparcie na WIG-20 na poziomie 1103 pkt.