Małym spedytorom kryzys niestraszny

Marta Walczak
09-09-2010, 00:00

W czasie kryzysu firmy spedycyjne przechodziły trudne chwile. Wiele z nich upadło, ale część przetrwała i doczekała się czasów prosperity.

Kto przetrwał najgorsze, może liczyć na poprawę sytuacji

W czasie kryzysu firmy spedycyjne przechodziły trudne chwile. Wiele z nich upadło, ale część przetrwała i doczekała się czasów prosperity.

Branża transportowa była jedną z tych, na których kryzys odbił się najmocniej. Część firm upadła, inne zaś musiały zmniejszyć zatrudnienie i drastycznie obniżać ceny usług.

— Szacujemy że stawki przewoźników od początku kryzysu mogły spaść nawet o 35 proc. — mówi Paulina Pożarycka, z biura prasowego firmy Logintrans, która jest operatorem giełdy Trans.

Wbrew ubiegłorocznym, mało optymistycznym prognozom większość małych firm spedycyjnych przetrwała trudny kryzysowy rok.

— Mali spedytorzy lepiej poradzili sobie z kryzysem niż ich koledzy przewoźnicy, którzy przeinwestowali i nie byli w stanie spłacać rat leasingowych za nowy tabor. Zmniejszył się jednak ich udział w rynku na rzecz średnich i dużych przedsiębiorstw spedycyjnych — twierdzi Marek Tarczyński, przewodniczący rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

Zdaniem ekspertów, najlepsze czasy dla spedycji przypadły na lata 2004-08, a więc od przystąpienia Polski do UE do początku kryzysu.

— Wzmożona wymiana z krajami Unii i rozwój handlu zagranicznego spowodowały wzrost zapotrzebowania na usługi spedycyjne — tłumaczy Marek Tarczyński.

Przedstawiciele większości firm podkreślają, że sytuacja małych spedytorów w czasie recesji zależała przede wszystkim od sposobu zarządzania. W czasie kryzysu najważniejsza stała się oczywiście żelazna kontrola kosztów na każdym poziomie działalności firmy.

Niezbędne cięcia

Największym problemem, z którym musiały, borykać się małe firmy spedycyjne, była konieczność cięcia kosztów.

— Spedycja musiała zmniejszyć wydatki. Problemem stało się również bieżące finansowanie z powodu zaostrzenia kryteriów oceny zdolności kredytowej — twierdzi Marek Tarczyński.

Tę tezę potwierdzają osobiste doświadczenia eksperta z krakowskiej firmy spedycyjnej.

— Jak każda firma w tym ciężkim okresie, aby przetrwać, musieliśmy zacisnąć pasa. Kryzys udało się przetrwać nie tylko dzięki ograniczeniom wydatków, ale także dzięki wypracowanym w poprzednich latach rezerwom oraz stabilności i lojalności naszych partnerów. Mimo to rzetelność płatnicza zarówno klientów, jak i firm spedycyjnych w dobie spadających obrotów została wystawiona na ciężką próbę. Zachwianie stabilności finansowej stawało się udziałem kolejnych podmiotów powiązanych ze sobą w jedną całość, jaką jest rynek usług transportowych — mówi Piotr Mikulski, spedytor międzynarodowy w firmie Trans-Orion.

Dla większości firm kryzys już minął. Mimo to niektórzy nie potrafią porównać swojej sytuacji sprzed spowolnienia i dzisiejszej.

— Przed kryzysem wiodło nam się przyzwoicie, zaś w jego trakcie ostrożne postępowanie pozwoliło nam uniknąć dołączenia do grona firm, które utraciły płynność finansową za sprawą nierzetelnych kontrahentów. Stałe zlecenia i podpisane kontrakty wiążą się z nieco mniejszymi, lecz stałymi zleceniami i terminowymi płatnościami — mówi Marek Pieńczak, spedytor międzynarodowy w firmie Jus-pol.

Urodzeni w kryzysie

Sporą odwagą musieli wykazać się właściciele chojnickiej firmy spedycyjnej Kompas. A to dlatego, że data jej powstania przypada w jednym z gorszych dla wszystkich branż okresów — w styczniu 2010 r.

— Nasza firma powstała w kryzysie, dlatego trudno mi komentować okres, który go poprzedzał. Początki firmy Kompas były trudne, jednak bardzo szybko udało nam się wypracować obroty miesięczne na poziomie 200 tys. złotych. Uważam, że kondycja firm spedycyjnych w dużej mierze zależy od sezonowego zapotrzebowania na usługi transportowe. Każdy rok w branży ma pewien cykl. Pierwsze trzy miesiące uznawane są za najtrudniejsze, a poprawa przychodzi dopiero w kwietniu i trwa do czerwca. Lipiec i sierpień są uznawane za czas największego popytu. Kiedy nadchodzi jesień, powracamy do sytuacji sprzed wakacji i musimy zacząć się przyzwyczajać się do myśli, że zbliżający się grudzień zakończy czasy prosperity. Obserwując branżę od jakiegoś czasu mogę stwierdzić, że taki cykl powtarza się co roku niezależnie od ogólnej koniunktury w gospodarce — twierdzi Daniel Bojanowski, koordynator transportu w firmie Kompas.

Specjaliści z branży, zapytani o prognozy na najbliższe miesiące, zgodnie twierdzą, że trudno cokolwiek przepowiadać. Ich zdaniem czas sam pokaże, czy transportowcy będą mogli wreszcie odetchnąć .

— W ciągu kilku miesięcy trudno przewidywać szczególne zmiany. Będą to miesiące stabilnego działania i poszukiwania trwałych kontaktów na najbliższy rok, który, jak wiele wskazuje, powinien być lepszy od bieżącego — podsumowuje Piotr Mikulski.

Okiem eksperta

Piotr Iwaniuk, prezes DHL Global Forwarding

Kto płaci mało, czasami płaci dwa razy

W czasie kryzysu klienci jak zawsze chcieli otrzymać usługi na najwyższym poziomie, ale przy jak najniższych kosztach. Jak w każdym kryzysie konieczne było więc obcinanie kosztów bez jakiejkolwiek analizy skutków takiego postępowania. Z tego powodu klienci bardzo często rezygnują z jakości na rzecz ceny. Oznacza to, że w oderwaniu od rzeczywistej pozycji rynkowej firmy spedycyjnej dla klientów zaczyna liczyć się tylko to, czy jest w stanie zrealizować zlecenie za minimalną cenę. W takiej sytuacji usługobiorcy przestają dostrzegać znaczenie terminowości i jakości usługi i w rezultacie często zmuszeni są płacić dwa razy za ten sam serwis — jednak zdają sobie z tego sprawę dopiero po fakcie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Walczak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Małym spedytorom kryzys niestraszny