Samopoczucie kierowców, którzy na co dzień jeżdżą dziurawymi drogami, powinno się poprawić. Rząd ma rocznie naprawiać 2 tys. km dróg.
Nie zanosi się na to, by w Polsce szybko zaczęły powstawać autostrady. Dobrze przynajmniej, że drogowcy zaczęli wreszcie dbać o te drogi, które już są zbudowane. Powstanie Krajowego Funduszu Drogowego (KFD) znacznie przyśpieszyło inwestycje w odnowę drogowych nawierzchni, a wszystko wskazuje na to, że w kolejnych latach remonty nabiorą rozmachu.
Wiosenny kredyt
Niedawno „PB” pisał, że Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) ma pożyczyć 300 mln EUR na budowę autostrad. Już został przydzielony kolejny kredyt w identycznej kwocie, przeznaczony na odnowę sieci drogowej. W sumie bank ocenił wartość inwestycji na 600 mln EUR.
— Szczegółowe inwestycje, które będą współfinansowane z tego kredytu, zostaną zapisane w rozporządzeniu Rady Ministrów, które ma być gotowe do końca roku. Środki pójdą na projekty realizowane w 2007 r. i w latach następnych. Pieniądze powinniśmy otrzymać na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2007 r. Nie oznacza to jednak, że do tego czasu będziemy czekać z realizacją projektów, mamy przecież wpływy z opłaty paliwowej, które będziemy inwestować — mówi Krzysztof Link, odpowiadający w BGK za funkcjonowanie KFD, na którego konto trafi pożyczka EBI.
10 razy więcej
— Dzięki temu do 2009 r. będziemy mogli rocznie remontować 2 tys. km dróg. To dużo, bo do 2002 r. średnio rocznie naprawialiśmy 200 km. Odnowa i rehabilitacja będzie jednak finansowana nie tylko ze środków EBI — informuje Andrzej Maciejewski, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), która realizuje projekty remontowe.
Oprócz pieniędzy z EBI dyrekcja otrzyma też kredyt z Banku Światowego i środki z budżetu. W sumie w latach 2004-09 r. wydatki na odnowę nawierzchni drogowej mają sięgnąć 1,05 mld EUR (około 4 mld zł). W ubiegłym roku pochłonęła ona 769,4 mln zł, a na ten rok zaplanowano wydatki sięgające 1,12 mld zł.
— Inwestycje w rehabilitację istniejącej sieci drogowej są niezbędne, bo za kilka lat może się okazać, że jeszcze nie będziemy mieli zbudowanych autostrad, a dróg już nie będzie — konkluduje Dariusz Słotwiński, prezes Strabaga, jednej z największych firm budowlanych.