Marchew zgnije bez naukowców

Pomarańczowa jest w dołku, fioletowa robi karierę. Polskich rolników rynek traktuje jednak kijem, a marchewki nie widać.

Marchew wprawdzie nie jest modna jak jarmuż czy inne superwarzywa, ale to ona ma szanse na wielką, choć cichą karierę — przekonuje SVZ, gigant w przetwórstwie owoców i warzyw (posiadający uprawy również nad Wisłą), na łamach portalu Beverage Daily. Polska jest największym producentem tego warzywa w UE, a na świecie numerem 6.

Koniec rynku

Konsument dba o zdrowie i oczekuje coraz wyższej zawartości warzyw w wielu produktach. Marchew nadaje się idealnie — ma dużo karotenu, soli mineralnych i błonnika, a do tego łatwo dodać ją do różnych produktów, nie zmieniając ich smaku. Mimo tych zalet powierzchnia upraw marchwi raz rośnie, raz maleje, a jej zbiory w kilkuletnim okresie się zmniejszyły. Wciąż pod względem powierzchni jest trzecią uprawą w kraju po cebuli i kapuście.

— Rynek na tradycyjną marchew, mrożoną i świeżą, się skończył i nie da się tu nic więcej ugrać. Rozwiązaniem jest dogadanie się z naukowcami, badania i patenty na zupełnie inne formy jej przetworzenia. Tym właśnie zajęła się firma SVZ. Znalazła niszę, zainwestowała w marchew fioletową, z której wytrąca barwnik i go sprzedaje. Jako naturalny, zdrowyprodukt ma wzięcie — mówi Andrzej Szwaja, prezes Caroty. Tłumaczy, że obecne rynkowe ceny marchwi pokrywają zaledwie połowę kosztów produkcji.

— Jako grupa jesteśmy wyspecjalizowani w marchwi, ale w związku z taką sytuacją na rynku zaczęliśmy dywersyfikację i uprawiamy m.in. cebulę. Sięgamy też po mniej typowe odmiany marchwi, np. tę, z której robi się baby carrot — mówi Andrzej Szwaja.

— To najgorszy rok od bardzo dawna, choć ceny dołują od czterech lat. Dziś można ściągnąć do Polski marchew z każdego zakątka Europy, a my nie jesteśmy w stanie dokładać do biznesu. Jeśli ograniczymy produkcję jednego warzywa, licząc, że jego ceny wzrosną, bo spadnie podaż, to nasze miejsce natychmiast zajmie ktoś inny. Sytuacja jest dramatyczna. Dywersyfikacja nic nie da, bo ceny większości warzyw są bardzo niskie, więc w zasadzie nie ma czego wybrać — twierdzi Paweł Kołodziejek z Gospodarstwa Rolno-Warzywnego Anna Kołodziejek, specjalizującego się w marchwi.

Zbyt prosta

Zdaniem Andrzeja Szwai, wielkich szans rozwoju marchew nie ma też na rynku soków.

— Zagęszczone i jednodniowe były kiedyś hitem, a ich spożycie jest na tyle wysokie, że nie jest w stanie znacząco się zwiększyć. Konsumenci szukają coraz bardziej egzotycznych smaków — mówi szef Caroty. Do tego, jak tłumaczy, technologia produkcji tak się rozwinęła, że uprawa marchwi stała się bardzo prosta i każdy może się nią zająć.

— Z tego względu nie jesteśmy w stanie rozruszać branży rosnącym eksportem. Bariera rozpoczęcia produkcji jest bardzo niska, a koszt produktu zbyt mały, by po doliczeniu kosztów transportu dało się konkurować — mówi Andrzej Szwaja.

Marchew to wciąż jedno z najbardziej popularnych warzyw. Jemy jej około 6 kg na osobę rocznie (w gospodarstwach domowych). Wyprzedzają ją pomidory i ogórki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Marchew zgnije bez naukowców