MARKETY PRZEJĘŁY HANDEL PŁYTAMI

Marcin Gesing
opublikowano: 2000-06-27 00:00

MARKETY PRZEJĘŁY HANDEL PŁYTAMI

Sklepy muzyczne nie radzą sobie z konkurencją dużych sieci handlowych

NIE ULEGAĆ NACISKOM: Sieci hipermarketów naciskają na producentów fonograficznych o przyznawanie im specjalnych warunków. Staramy się nie ulegać tej presji — zapewnia Andrzej Puczyński, dyrektor generalny Universal Music Polska. fot. Małgorzata Pstrągowska

Producenci fonograficzni obecni na polskim rynku sprzedają już prawie 50 proc. swoich płyt za pośrednictwem hipermarketów. Szacuje się, że w tym roku splajtować może nawet 15 proc. prywatnych sklepów muzycznych. Gwoździem do trumny są wciąż aktywni piraci.

Polski rynek fonograficzny zanotuje w tym roku prawdopodobnie kilkunastoprocentowy wzrost obrotów. Produkty największych wytwórni fonograficznych trafiają w coraz większym stopniu nie do sklepów muzycznych, lecz na regały hipermarketów. Szacuje się, że najwięksi producenci sprzedają do dużych sieci handlowych od 20 do nawet 50 proc. swojej produkcji.

Płyty kompaktowe w hipermarketach rozchodzą się jak świeże bułeczki. Trudno się temu dziwić, kosztują tam nawet 20 zł mniej niż w sklepie muzycznym.

— Pod płaszczem promocji hipermakety uprawiają dumping — komentuje Marek Kamiński, właściciel warszawskich sklepów muzycznych Fonogram.

Mirosław Sukiennik, właściciel sklepu Carina, twierdzi, że w tej sytuacji coraz trudniej utrzymać się ze sprzedaży płyt i kaset. Szacuje, że w ciągu ostatnich kilku lat liczba sklepów muzycznych zmalała o połowę. Zdaniem prywatnych handlowców, do końca tego roku będzie ich mniej o kolejne 10-15 proc.

Preferencje dla dużych

— Dystrybutorzy dają hipermarketom preferencje, o jakich my nie możemy marzyć: 90-dniowy termin zapłaty i prawo zwrotu nie sprzedanych płyt — twierdzi Mirosław Sukiennik.

Dystrybutorzy nie chcą mówić na temat ich strategii marketingowej z uwagi na tajemnicę handlową.

— Nikogo nie dyskryminujemy — twierdzi Sławomir Orski, dyrektor handlowy Warner Music Polska.

Zgadza się jednak, że udział wielkich sieci handlowych w sprzedaży płyt stale rośnie, a prywatne sklepy nie radzą sobie z konkurencją.

— Sprzedaż po bardzo niskich cenach przez hipermarkety nie jest jednak związana z polityką dystrybutorów. Jest to wynik systemu ulg i preferencji oferowanych przez władze dużym sieciom handlowym, które mogą liczyć np. na zwolnienia z podatku od nieruchomości. Stawia to małe sklepy na straconej pozycji — twierdzi Sławomir Orski.

Zwłaszcza że zdarzają się przypadki sprzedawania przez hipermarkety płyt poniżej kosztów zakupu.

Lidia Deja, rzecznik Geant Polska, przyznaje jedynie, że płyty i kasety sprzedawane są w tej sieci z minimalna marżą.

Konieczna specjalizacja

Prywatne sklepy nie mogą konkurować z hipermarketami ceną. Dlatego próbują utrzymać klientów dzięki fachowej obsłudze i możliwości sprowadzania płyt na zamówienie.

Zdaniem Andrzeja Puczyńskiego, dyrektora generalnego w koncernie płytowym Universal Music Polska, małe sklepy muzyczne, aby przeżyć, muszą wyspecjalizować się w jakimś segmencie rynku.

— Prywatne sklepy przegrywają walkę z hipermarketami przez to, że handlują dokładnie tym samym towarem — dodaje Andrzej Puczyński.

Ciągle groźni piraci

Nieustającym problemem dla wszystkich podmiotów obecnych na polskim rynku fonograficznym jest piractwo. Nielegalne obroty w branży audio-wideo, według szacunków Związku Producentów Audio Video, wyniosły w 1999 około 300 mln zł, przewyższając nawet łączną wartość sprzedaży pięciu głównych producentów: Universal, Pomaton EMI, Sony, BMG i Warner — sięgającą w tym czasie 236 mln zł.

— Młodzież praktycznie nie kupuje płyt w sklepach. Państwo zupełnie nie interesuje się powstrzymaniem piractwa, a nowej ustawy o prawie autorskim, która pozwoliłaby m.in. na ściganie piratów z urzędu, nadal nie ma — mówi Marek Kamiński.