Marzenie o drugiej Japonii

AGNIESZKA OSTOJSKA-BADZIAK
opublikowano: 31-05-2012, 00:00

Ściany

Wszystko po japońsku. Każdy domek składa się z genkanu, czyli przedsionka, w którym zostawia się buty, salonu z kominkiem, aneksu kuchennego i pokoi. W sypialniach porozkładane futony — materace z morskiej trawy. W salonie zaś stąpa się po tatami: matach ze słomy ryżowej. Na środku mały stolik i „parterowe” miejsca do siedzenia.

W całym ośrodku, zgodnie z filozofią budo (fizyczna i umysłowa sztuka stworzona w celu rozwoju i dopełnienia ludzkiego potencjału przez konsekwentny trening sztuk walki), przypadkowość łączy się z planowością, pełną tajemnych znaczeń.

Przed każdą grupą budynków leżą po trzy kamienie. Japończycy i wtajemniczeni wiedzą, co oznaczają: pionowy to Słońce, poziomy — Ziemia, a pochyły to człowiek.

Dachy pokryte dachówką sprowadzaną z Kraju Kwitnącej Wiśni, nie ma rynien, bo ich rolę przejęły specjalne rowy. W czasie ulewy spływa do nich cała deszczówka, tworząc ekran z wody.

Typowe rozwiązanie dla Japonii o monsunowym klimacie sprawdza się również na Kielecczyźnie. Wybudowane koryto strumienia prowadzi deszczówkę do jeziorka przy herbaciarni. Wszystko w stylu heian, w którym liczy się minimalizm, spokój i harmonia. Cisza, spokój, ptasie trele z sąsiadującego Parku Narodowego.

Drzewa wiśni i zające

Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki Dojo — Stara Wieś należy do Polskiego Związku Karate Tradycyjnego, Ambasady Japonii i Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Zajmuje 64 ha i kosztowało 50 mln zł. Jak zapewnia jego pomysłodawca i realizator, Włodzimierz Kwieciński, prezes Polskiego Związku Karate Tradycyjnego, nie była to łatwa inwestycja. Problemów przysporzyło ściągnięcie oryginalnych materiałów z Japonii i dopuszczenie ich do budowy. Ale nie tylko.

— Ze względu na międzynarodowy charakter inwestycji nie było tygodnia, żebyśmy nie mieli kontroli z NIK-u, CBA lub z Ambasady Japonii. Było dużo tłumaczenia, ale na szczęście wszystko się udało — wspomina Włodzimierz Kwieciński.

Wioskę wymyślił wspólnie z innymi pasjonatami karate, a po podróży do Japonii miał już w głowie jej projekt.

— Tak naprawdę, to nie mieliśmy w Polsce ani jednego ośrodka karate. To sztuka walki opierająca się na koncentracji i harmonii z naturą i samym sobą. Taki stan trudno osiągnąć w ośrodkach sportu, gdzie na sale ćwiczeń prowadzą zadymione lobby-bary z gośćmi popijającymi piwo — wyjaśnia prezes. Do tych argumentów dołożył międzynarodowe sukcesy polskich karateków (od 92 r. zdobyli 370 medali) — i podziałało.

— Sami, jako związek, nie dalibyśmy rady. Dzięki współinwestorom zrealizowaliśmy marzenie wielu pasjonatów karate — przyznaje Włodzimierz Kwieciński.

Ośrodek otwarto z pompą w 2009 r. Przybyli m.in. ówczesny ambasador Japonii, minister sportu i Lech Wałęsa. Ten ostatni dlatego, że to jemu jako pierwszemu przyśniła się druga Japonia, a dojo w Starej Wsi jest jej namiastką. Po ich wizycie w ośrodku zasadzono drzewa wiśni.

— Jest ich osiem. To pamiątki po wszystkich notablach, którzy znaleźli się w naszym ośrodku. Drzewka nie mają łatwo — zimą chętnie podgryzają je zające — opowiada Kwieciński.

Twardy orzech

Ośrodek wyposażono w udogodnienia dla miłośników sztuk walki. Oczkiem w głowie prezesa jest podłoga w dojo.

— To najlepsza sportowa podłoga na świecie, zrobiona z endemicznego orzecha, który występuje jedynie w Danii. W podobną Chińczycy wyposażyli obiekty sportowe na igrzyska w Pekinie. Ma najlepszą sprężystość, odpowiednią twardość, jest podwójnie legarowana i wentylowana. Całe dojo, czyli ponad 2 tys. mkw. pod dachem, ma właśnie taką podłogę — zachwala prezes.

Innym rarytasem są suszarnie na karategi w szatniach. Dzięki temu po treningach karatecy nie muszą się martwić, czy strój wyschnie do następnego treningu. Wioska japońska wraz z całą filozofią i symbolami musiała się zmieścić w wąskich ramach unijnych norm.

— Kuchnia ma oddzielne pomieszczenia dla mięsiw, ryb, warzyw i owoców. Unijne normy zostały spełnione — zapewnia Kwieciński.

Kuchnia przygotowuje dania z różnych stron świata. Dla gości konferencyjnych, którzy chcą skosztować dań orientalnych, sprowadza się nawet Japonkę, mistrzynię sushi i jednocześnie sensei kaligrafii. Ośrodek ma również pięć studni głębinowych z wodą jurajską, którą można by butelkować.

Raj dla grup

Do dojo w Starej Wsi zjeżdżają przede wszystkim pasjonaci sztuk walki i to nie tylko karate tradycyjnego, ale również jujitsu, aikido, taekwondo. Regularne zgrupowania odbywa tu polska kadra karate i grupy z lokalnych ośrodków PZKT. Ale nie tylko. Przyjeżdżają też na szkolenia pracownicy firm.

— Firmy, które decydują się na szkolenie u nas, mają dla urozmaicenia treningi karate. Chwalą sobie ciszę i brak tzw. atrakcji hotelowych, które rozpraszają uwagę kursantów. Dzięki spokojowi można się skupić na tym, co istotne — opowiada Włodzimierz Kwieciński. Od innych miejsc konferencyjnych ośrodek różni się brakiem telewizorów i zakazem palenia.

— I to decyduje o jego inności. Można się całkowicie wyłączyć. Były pokusy, by wstawić odbiorniki, bo to wyższy standard, ale mamy odzew od grup, że to niepotrzebne — wyjaśnia prezes. PKN Orlen, Polkomtel, HMI — to tylko niektóre polskie firmy, które organizowały szkolenia w Starej Wsi. Do dojo zjeżdżają też zarządy znanych europejskich firm: Raiffeisena, Erste Banku, RedBulla, Novartisu.

— Przyjeżdżają odbyć modne szkolenie Samurai Management i są zachwyceni — twierdzi prezes. Klasę ośrodka docenił sam cesarz Japonii, od którego Włodzimierz Kwieciński pod koniec maja otrzymał jedno z najwyższych japońskich odznaczeń przyznawanych obcokrajowcom: Order Wschodzącego Słońca Złote Promienie z Rozetą. &

MENEDŻER: TYP SAMURAJA

Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes PKN Orlen

Moja fascynacja karate zaczęła się w 1982 r. po obejrzeniu kultowego filmu „Wejście Smoka”. Szybko zrozumiałem, że bardzo ważne jest w nim pokonywanie własnych słabości, wzmacnianie wewnętrznej siły i doskonalenie charakteru. Ćwiczyłem ponad 10 lat, osiągając czarny pas i mistrzostwo Polski juniorów i seniorów.

Parafrazując słowa Winstona Churchilla i trochę żartując zarazem, mogę powiedzieć, że treningi karate to nieustanny pot, czasami krew i oczekiwanie na łzy. Łzy ogromnego szczęścia i radości z kolejnych stopni mistrzowskich lub wyćwiczonej po latach techniki.

Po studiach i przeprowadzce z Łodzi do Warszawy przestałem regularnie trenować. Ale karate to nie tylko walka. To także droga życia i system wartości opisany pięcioma zasadami dojo:

Po pierwsze — rzecz w tym, aby doskonalić charakter.

Po pierwsze — rzecz w tym, aby rozwijać siłę ducha.

Po pierwsze — rzecz w tym, aby bronić prawdziwości drogi.

Po pierwsze — rzecz w tym, aby szanować etykietę.

Po pierwsze — rzecz w tym, aby gorącość nie przesłaniała męstwa. (Każda zasada zaczyna się od „po pierwsze”, bo jest równie ważna jak pozostałe). Dlatego karate zawsze było we mnie. Półtora roku temu podczas służbowej wizyty w Japonii — odżyło. W Tokio poczułem niesamowite pragnienie treningu. Po perturbacjach udało się: założyłem japońskie kimono i ćwiczyłem w legendarnym dojo Japońskiego Stowarzyszenia Karate JKA. Po powrocie zacząłem regularnie trenować w Warszawie.

Największych wrażeń dostarczył mi jednak trening w dojo w Starej Wsi z moimi pierwszymi nauczycielami — Pawłem Krzywańskim i Włodzimierzem Kwiecińskim. Stara Wieś to magiczne miejsce. Atmosfera, kontakt z naturą i japoński klimat pozwalają zapomnieć o codzienności i odzyskać równowagę. Dlatego kiedy w zeszłym roku organizowałem coroczny wyjazd dla swojego pionu, pomyślałem o Starej Wsi.

Oprócz części merytorycznej, omówienia wyników i strategii, mieliśmy trening karate. Prowadził je sensei Włodzimierz Kwieciński, który dał nam też wykład na temat kultury Japonii i zachowań decydujących o skuteczności w biznesie. Dla wielu osób był to pierwszy kontakt z karate. Wrażenia były bardzo pozytywne. Potwierdziły to pytania o szkoły karate, do których można posłać dzieci. Bo karate to droga życia, na którą najlepiej wstąpić jak najwcześniej.

Reinchard Lindner, trener Samurai Management

Mieszkałem w Azji ponad 10 lat i jestem nią zafascynowany. Największe wrażenie wywarła na mnie Japonia i tamtejsze firmy, z których większość prędzej czy później osiąga sukces. Doszedłem do wniosku, że japoński menedżer to typ samuraja.

Filozofia samurajów opiera się na zasadach budo, które sprawdzają się również w biznesie. To szacunek, intuicja, lojalność, elastyczność. Postanowiłem ją wdrażać w europejskim biznesie. Szkoliłem zarządy austriackich koncernów: Raiffeisen Banku, Erste Banku, RedBulla, Novartisu. Ale nie tylko. Wiele firm decyduje się na wysłanie ludzi do Azji, a ja pomagam im zmienić sposób myślenia.

Przeszkoliłem ponad 100 menedżerów z 17 krajów. Szkolenie ma trzy etapy. Stara Wieś jest ostatnim, ale symbolizuje początek nowej drogi. Staram się przekazać, że w procesie podejmowania decyzji największą rolę odgrywa intuicja. Można ją ćwiczyć.

Ale wpierw trzeba się wyciszyć i wyćwiczyć zadowolenie z siebie, bo wtedy łatwiej kontrolować emocje i jest szansa na poznanie i rozwój intuicji. Odwiedzam z kursantami Starą Wieś dwa razy do roku. Uwielbiam to miejsce.

Peter Grudniak, prezes HMI w Polsce (grupa Ergo)

Fascynuje mnie stara filozofia budo, która w dużej mierze przyczyniła się do osiągnięcia przez Japonię tak silnej pozycji we współczesnym świecie. Japonia to prawie 130 mln ludzi, górzyste, pozbawione szczególnych bogactw naturalnych wyspy. A jednak należy do ścisłej czołówki gospodarczej świata (3. miejsce) i jest liderem w dziedzinach nowych technologii i usług.

Filozofia, poszanowanie wartości i zasad, a także konsekwencja pozwoliły Japończykom odnieść sukces. Sens filozofii budo wyraża się w nieustannym doskonaleniu, pracy nad sobą. Ta filozofia mówi, że usługi i produkty zawsze mogą być lepsze, ale nigdy nie będą doskonałe. Naczelna zasada brzmi: „Kończysz się uczyć, kończysz żyć”. Tradycyjne karate wyrosło na filozofii budo i ją uosabia.

Ćwicząc, nie uczymy się walczyć. Ćwiczymy i doskonalimy samych siebie. Oprócz sprawności fizycznej, osiąga się kontrolę nad emocjami, dystans, który pomaga ujrzeć świat w szerszej perspektywie. Poprawiają się też relacje z ludźmi. Zależy mi na tym, by także nasi pracownicy dostrzegli te możliwości. W Starej Wsi, gdzie odbywają się szkolenia dla naszych kierowników, wszystko jest stworzone po to, by doświadczyć życiowej harmonii. Brak zewnętrznych bodźców, zgiełku miejskiego życia, telewizji sprzyja wyciszeniu się.

Pomagają w tym także codzienne rytuały. Na przykład zdejmujemy buty przed wejściem na szkolenia w stylowych japońskich wnętrzach, śpimy na matach, a dzień zaczynamy o 7 rano wyciszającym, ale dającym mnóstwo dobrej energii treningiem. To sprawia, że łatwiej dociera się do swoich emocji i lepiej rozumie sens pracy, budowania relacji z ludźmi, samorealizacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA OSTOJSKA-BADZIAK

Polecane