Masz miękkie serce, to musisz... zapłacić

Paweł Jakubczak
28-02-2006, 00:00

Przedsiębiorcy często godzą się na to, by ich kontrahent regulował należność z opóźnieniem. Ale VAT trzeba odprowadzić w terminie.

W relacjach biznesowych używa się powszechnie terminu „kredyt kupiecki”. Określa on sytuację, w której sprzedawca godzi się, aby kupujący zapłacił za towar lub za usługę z pewnym opóźnieniem. Standardowym terminem zapłaty jest 14 dni od dnia wykonania dostawy, czyli sprzedaży lub usługi. Czasami kredytu kupieckiego udziela się na 30, 60, 90 dni lub na jeszcze dłużej.

Takie warunki płatności są bardzo korzystne dla kupującego. Nie musi zamrażać własnych pieniędzy w towarze przyjętym do magazynu. Dłużej nimi obraca, co z pewnością ułatwia mu utrzymanie płynności finansowej. Ponadto może sprzedać towar innemu kontrahentowi, jeszcze przed terminem, w którym ma za niego zapłacić, a więc dostanie pieniądze za towar, za który jeszcze nawet nie zapłacił.

A co ze sprzedającym? Tu gorzej — nie tylko że musi długo czekać na zapłatę, to jeszcze czyhają na niego ewentualne zagrożenia. Jakie? Na przykład w postaci skutku rozważań, w które zagłębiają się urzędnicy skarbowi: czy wydłużenie przez sprzedającego terminu płatności jest usługą opodatkowaną VAT?

A może VAT

Wydłużenie terminu płatności przez sprzedającego nie powinno być opodatkowane. Po pierwsze, ustawa o VAT w art. 8 wyraźnie stanowi, że usługi nieodpłatne są opodatkowane VAT jedynie wówczas, gdy są wykonywane bez związku z prowadzoną przez sprzedawcę działalnością. W tym zaś wypadku niewątpliwie udzielenie kredytu kupieckiego kontrahentowi ma związek z prowadzoną działalnością.

A drugi argument?

— Udzielenie kredytu kupieckiego nie jest niezależną czynnością, więc nie może być czynnością opodatkowaną w rozumieniu ustawy o VAT. W praktyce zdarza się, że cena towaru lub usługi zależy od tego, kiedy nabywca zapłaci. Wtedy również nie ma odrębnej usługi. Po prostu przyjęty przez kontrahentów warunek wpływa na cenę. Z kolei czasami sprzedawca pobiera odsetki za finansowanie zakupu. Wówczas Europejski Trybunał Sprawiedliwości każe je doliczać do ceny. Jedynie odsetki pobrane po terminie zapłaty nakazuje traktować jak odrębną usługę finansową — mówi Marcin Chomiuk, doradca podatkowy z PricewaterhouseCoopers.

Skąd więc biorą się wątpliwości? Zwróćmy uwagę, że zarówno wyrażenie „kredyt”, jak i „udzielenie” mogą w tym przypadku mylić, bo sugerują, że mamy do czynienia z usługą. W rzeczywistości kredyt kupiecki jest jedynie warunkiem, od którego zależy sprzedaż. Oznacza to, że czynnością opodatkowaną VAT jest na przykład tylko sprzedaż towarów, za którą sprzedawca żąda zapłaty w określonym terminie.

Taką interpretację kredytu kupieckiego przyjęły także sądy administracyjne. Dlatego też nie powinno być wątpliwości, że kredyt kupiecki nie jest odrębną usługą finansową. Co za tym idzie, nie wpływa on na rozliczenie podatku VAT przez sprzedawcę. Nie oznacza to jednak, że zawsze będzie neutralny dla podatnika z punktu widzenia jego przepływów finansowych, czyli grubości jego portfela.

Ten kredyt uwiera

Przedsiębiorca (sprzedawca) powinien wiedzieć o pewnym zagrożeniu. Polega ono na tym, że pieniądze za towar czy usługę może otrzymać po 25. dniu (czyli po dniu, do którego składane są przez podatników deklaracje miesięczne) miesiąca następującego po miesiącu, w którym powstał obowiązek podatkowy VAT od zawartej transakcji. Musi wykazać i zapłacić podatek, mimo że nie dostał należności od nabywcy.

Załóżmy, że sprzedawca dostarczył kontrahentowi towar 20 czerwca i wyznaczył 60-dniowy termin zapłaty. Obowiązek podatkowy powstanie u niego zatem najpóźniej 27 czerwca (siedem dni od dnia wydania towaru, tak wynika z przepisów VAT), a obowiązek zapłaty tego podatku przypadnie na 25 lipca. Tymczasem kontrahent zapłaci dopiero pod koniec sierpnia. I co z tym zrobić?

No cóż, sprzedawca, który godzi się na wydłużony termin płatności w rozliczeniach z kontrahentem, musi się liczyć z tym, że w takiej sytuacji musi przez jakiś czas ponosić ciężar podatku VAT. Grunt, że zawarł transakcję.

— Podobnych konsekwencji nie pociąga za sobą sprzedaż towarów czy usług, dla których obowiązek podatkowy VAT powstaje z upływem terminu płatności (np. usług telekomunikacyjnych). Jednak dotyczy to zdecydowanej mniejszości występujących na rynku transakcji — dodaje Marcin Chomiuk.

Okiem przedsiębiorcy

Dłuższy termin, czyli mniejsze zło

Niestety, udzielamy kredytów kupieckich. Mówię „niestety”, bo wolałbym, żebym to ja dostawał kredyt, albo, żebym odzyskiwał szybciej swoje należności. Obecnie każda sprzedaż prowadzona przez naszą spółkę, to sprzedaż z udzieleniem kredytu kupieckiego. Innych transakcji praktycznie nie ma. W grę wchodzą różne okresy spłaty, od dwóch tygodni do nawet dwóch miesięcy. Wartość naszej rocznej sprzedaży to dziesięć, dwanaście milionów złotych i na takie też sumy wypisujemy faktury kredytów kupieckich.

Ryszard Kowalczyk, wiceprezydent zarządu przedsiębiorstwa handlowo-produkcyjnego, Candelux spółka z o.o.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Jakubczak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Masz miękkie serce, to musisz... zapłacić