Maszyny pracują na 100 proc., ludzie na cztery zmiany

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-02-20 20:00

Skala wzrostu zapotrzebowania na towary przekracza możliwości wytwórcze firm.

Gospodarka jest rozgrzana do czerwoności, a przynajmniej przemysł. Po ostatniej rundzie publikacji danych makroekonomicznych zastanawiałem się, czy to, co pokazują statystyki, rzeczywiście jest odczuwalne w prawdziwych firmach. Zadzwoniłem więc do Andrzeja Michalskiego, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Aluminium, które skupia przetwórców i hurtowników tego bardzo istotnego dla wielu branż surowca. „Dane pokazują jakiś szalony wzrost, aż się zastanawiam, czy tu nie ma jakiegoś szumu i błędów” – mówię. „Nie, dokładnie tak jest. Wszystko pracuje do granic możliwości już od około roku. Maszyny na 100 proc., ludzie na cztery zmiany” – mówi Andrzej Michalski.

Jak to się skończy? Trudno powiedzieć. Wygląda mi to na mocno rozchwiany cykl, który skończy się dołkiem, choć może nie bardzo głębokim.

Krótko o danych. W styczniu produkcja sprzedana polskiego przemysłu wzrosła o 19,2 proc. rok do roku wobec wzrostu o 16,7 proc. w grudniu. W dużej mierze jest to zasługa kryzysu energetycznego, który wzmaga popyt na prąd, gaz, węgiel. Licząc samo przetwórstwo przemysłowe, produkcja w styczniu była o 15,6 proc. wyższa rok do roku. Ale to, co jest dziś najciekawsze, to spojrzenie na produkcję w przeliczeniu na zatrudnionego. To nam pokazuje, jak mocno zwiększyła się aktywność w relacji do zasobów produkcyjnych. Oczywiście pełne zasoby uwzględniają też kapitał, czyli maszyny i urządzenia, ale zasoby kapitałowe nie mogły zwiększyć się w ostatnim czasie tak szybko, by wyjaśnić skokowy wzrost produkcji. Mamy po prostu do czynienia z wyżyłowaniem zdolności produkcyjnych firm do granic możliwości.

Andrzej Michalski mówi: „Normalnie maszyna potrzebuje przerw, m.in. na konserwację, wymianę części. Dzisiaj maszyny pracują autentycznie na maksimum obrotów, oczywiście w granicach bezpieczeństwa. To się wcześniej nie zdarzało. Dlatego zwiększa się poziom inwestycji. W tym roku pojawi się dużo nowych mocy wytwórczych. Choć nie wiadomo, jak szybko, gdyż zamówień na urządzenia produkcyjne jest tak dużo, że trzeba czekać w kolejce”. A ludzie? „Ludzie też odczuwają zmęczenie. Potrzeba nowych rąk do pracy, ale na rynku naprawdę trudno znaleźć chętnych”.

Zastanawiamy się wspólnie, jak to się skończy. Na razie nie ma sygnałów osłabienia popytu. Zamówienia są złożone do połowy roku, a czasami wręcz do końca roku, więc produkcja nie zwolni w najbliższym czasie.

Moim zdaniem na ten ostatni wzrost popytu – ponad długookresowy trend – mogły złożyć się trzy czynniki. Po pierwsze, wróciła nieoczekiwanie pandemia, co sprawia, że ludzie na świecie znów przesuwają wydatki z usług na towary. Po drugie, nagły skok inflacji doprowadził do głębokiego spadku realnych stóp procentowych i redukcji oszczędności przez gospodarstwa domowe i firmy. Mówiąc obrazowo: lepiej trzymać towar niż gotówkę. Po trzecie, firmy produkcyjne zaczęły masowo uzupełniać zapasy w magazynach. A im trudniej o te zapasy, tym większy na nie popyt.

Wszystkie te czynniki w ciągu kilku miesięcy miną. Pandemia powoli gaśnie (oby!). Realne stopy procentowe wzrosną wraz z zaostrzaniem polityki pieniężnej przez banki centralne, spadkiem cen gazu i obniżką dynamiki cen towarów przemysłowych. A kumulacja zapasów magazynowych też w końcu musi zwolnić.

Pytanie brzmi, czy gdy te przejściowe czynniki miną, produkcja wróci do trendu, czy też wpadnie w recesję? Tego oczywiście nie wiemy. To trochę jakby przewidywać kierunek frontu atmosferycznego, który dziś kształtuje się kilka tysięcy kilometrów od nas – możemy mówić tylko o zasięgu scenariuszy. Ja sądzę, że w samym przemyśle jakaś przejściowa recesja wystąpi. Ale w bazowym scenariuszu nie powinna być ona głęboka - z jednego powodu. Nie ma na razie cyklu kredytowego i zadłużeniowego, który stanowi najlepszy grunt do dużych boomów i głębokich recesji. Firmy mają dobrą płynność, ograniczenie popytu może nawet przyjmą z ulgą, raczej nie będą ciąć masowo inwestycji i zatrudnienia. Taka płytka recesja byłaby nawet pożądana.