MBM Ontrack: 607 zamówień w 2002 r.

Kamil Kosiński
opublikowano: 2003-01-22 00:00

Polski rynek odzyskiwania danych staje się coraz lepszym biznesem. Na tysięczny w swej historii przypadek oddania dysku w celu odzyskania z niego danych firma MBM Ontrack czekała 4 lata. Tylko w roku 2002 r. odnotowała zaś ponad 600 takich zamówień.

Od lutego 2003 r. działająca w branży odzyskiwania danych i będąca przedstawicielem na Polskę amerykańskiego Ontracka katowicka firma MBM Komputer zmieni nazwę na MBM Ontrack Odzyskiwanie Danych. Nie oznacza to jednak inwestycji kapitałowych Ontracka w polską spółkę. Jest raczej wyrazem uznania dla jej dotychczasowej działalności.

W 2002 r. do MBM Komputer trafiło 607 uszkodzonych nośników. W tym samym okresie niemiecki oddział Ontracka przyjął ich 3,9 tys. Wydaje się więc, że wynik MBM nie jest zbyt okazały. Wskazuje jednak na ogromny wzrost lokalnego rynku. Tysięczny w całej swej historii przypadek zgłoszenia nośnika w celu odzyskania danych MBM zanotowało bowiem dopiero w połowie 2002 r.

W tym tysiącu nośników poddanych procesowi odzyskiwania danych ponad 20 proc. stanowiły nośniki będące własnością firm z branży IT. Mimo iż sektor finansowy należy do jednych z lepiej zinformatyzowanych, problemy tego typu zgłaszane przez niego do MBM były cztery razy rzadsze.

— Ze względu na specyfikę działalności instytucje finansowe bardziej od innych firm dbają o dyski. Z kolei w sektorze IT jest większa świadomość samego istnienia usług odzyskiwania danych — komentuje Jarosław Kubica, dyrektor ds. rozwoju MBM Ontrack Odzyskiwanie Danych.

Najczęstszymi rejestrowanymi przez MBM powodami kłopotów z prawidłowym odczytaniem danych jest zwykłe wyeksploatowanie nośnika bądź błąd człowieka, czyli przypadkowe skasowanie określonych plików, a nawet całych partycji.

— To niewiarygodne, ale mniej więcej raz na tydzień mamy zgłoszenie, w którym klient twierdzi, że „przypadkowo” usunął całą partycję — podkreśla Jarosław Kubica.

Około 10 proc. przypadków, w których MBM próbuje odzyskać dane, dotyczy prób sabotażu. Pod tym pojęciem kryje się zazwyczaj świadome niszczenie dokumentów przez pracowników, którzy są zwalniani lub mają jakieś inne żale do pracodawców. W tej kategorii kryją się jednak i mniej konwencjonalne sytuacje.

— Kilka tygodni temu dostaliśmy dysk z Komendy Głównej Policji. Przestępca uciekał z nim w ręku. Widząc, że nie ma szans na ucieczkę, wbiegł na dach budynku i zrzucił dysk na dół. Udało nam się z niego odzyskać 16 proc. danych. Wystarczyło to do udowodnienia, że na dysku było to, czego szukała policja — wspomina Marcin Musil, dyrektor zarządzający MBM Ontrack Odzyskiwanie Danych.