Medycyna: życie nie zniesie próżni

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2002-07-30 00:00

Rynek prywatnych usług medycznych jest dziś tak bardzo prywatny, że trudno go zaprezentować. Nie ma ministerialnej instytucji czy jakiejkolwiek organizacji, która nadzorowałaby lecznictwo w tym obszarze, budowę nowych szpitali, otwieranie kolejnych placówek obsługi ambulatoryjnej. A mimo to pacjent skarży się niezmiernie rzadko. To najlepsza rekomendacja dla sprywatyzowania sektora medycznego.

Eksperci, a na razie są to głównie ci sami inwestorzy, którzy na własnym karku i budżecie sprawdzają, jak wolnorynkowe mechanizmy działają w branży usług medycznych, oceniają, że prawdziwy boom na inwestowanie w tym sektorze w Polsce rozpocznie się, kiedy przepisy pozwolą na prywatne ubezpieczenia zdrowotne i powstawanie prywatnych kas chorych. Bo to, co dziś jest cenne i płatne (bo bezpłatne tylko z nazwy, do czego nikogo przekonywać nie trzeba), czyli zdrowie i dbałość o nie — płatne pozostanie, ale z zasady, a nie z potrzeby chwili. Cały układ uczyni to klarownym i przejrzystym, wyeliminuje koperty i system przyszpitalnych fundacji stworzonych do obchodzenia kolejek oczekujących na zabiegi.

To prywatyzacyjne szczęście ma nas dotknąć podobno w 2005 r. Nikt nie żąda przy tym likwidacji publicznej opieki zdrowotnej — jedynie wpisania niepublicznych firm w system usług, za którymi stoi prywatny kapitał. Co bardziej optymistycznie nastawieni inwestorzy uważają jednak, że szczęście spadnie na nas wcześniej niż w 2005 r. i to raczej z powodu braku regulacji ze strony rządu niż dzięki nowym przepisom. Do końca nie wiadomo kiedy, na jakich zasadach i czy w ogóle niepubliczne kasy chorych miałyby zacząć działać. Za to — i to dużo szybciej — do upowszechnienia się prywatnych usług doprowadzą brak reformy i bankructwo systemu publicznego. Życie nie znosi próżni.