Z deszczu pod rynnę — tak zarządzający i część ekspertów rynku medycznego oceniają projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, regulującej finansowanie usług medycznych. Najwięcej emocji wywołuje zmiana dotycząca procesu odwoławczego. Zgodnie z zapisami projektu, jeśli lecznica nie podpisze kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ), nie będzie mogła odwołać się do prezesa NFZ od decyzji dyrektora oddziału, co obecnie jest możliwe. Będzie mogła jedynie złożyć wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy do… tego samego dyrektora. Zdaniem przedsiębiorców, w praktyce oznacza to zamknięcie drogi odwoławczej.
— Trudno, żeby organ, który wydał decyzję, rozstrzygał, czy była prawidłowa. Często przecież nie zauważa się własnych błędów — mówi Dorota Gałczyńska, dyrektorka szpitala bielańskiego.
— Procedura odwoławcza jest potrzebna. Poprzednio, gdy odwołania rozpatrywał prezes NFZ, zdarzało się, że cofał podjęte wcześniej decyzje — twierdzi Marcin Szulwiński, założyciel Grupy Nowy Szpital. Zdaniem Roberta Mołdacha, eksperta ds. gospodarki zdrowotnejw Pracodawcach RP, taki zapis łamie konstytucyjną zasadę dwóch instancji.
— Złożenie wniosku do tego samego organu o ponowne rozpatrzenie sprawy to nie jest żadne odwołanie — twierdzi Robert Mołdach.
Koniec z blokadami
Wśród ekspertów są jednak i tacy, którzy chwalą propozycję resortu zdrowia. Zdaniem Marka Wójcika, eksperta ds. zdrowia w Związku Powiatów Polskich (ZPP), nowa droga odwoławcza pozwoli na szybsze podpisywanie kontraktów. — Dotychczas spływały tysiące odwołań, przez co biuro prezesa NFZ miało duże problemy z ich analizą. Obecna procedura to zmora podmiotów, które wygrały konkurs. Na podpisanie umowy muszą czekać do czasu rozpatrzenia wszystkich odwołań, co hamuje ich działalność — twierdzi Marek Wójcik. Ekspert ZPP zwraca uwagę, że nowe zapisy nie zamykają szpitalom drogi odwoławczej, bo zawsze mogą zaskarżyć decyzję dyrektora oddziału do sądu.
Groźny precedens
Emocje branży budzi też kwestia przedłużenia wygasających w tym roku kontraktów. Zgodnie z obowiązującym prawem NFZ powinien przeprowadzić konkursy i podpisać nowe umowy na następne trzy lata. Fundusz obawia się jednak, że z tym nie zdąży. Dlatego chce przedłużyć dotychczasowe kontrakty o dwa lata, upoważniając do tego dyrektorów oddziałów wojewódzkich(za zgodą zainteresowanej placówki). Mimo że chodzi o jednorazowy wyjątek od reguły, wymaga to zmiany ustawy. Branża krytykuje pomysł NFZ. Obawia się też, że fundusz będzie dążył do tego, by stworzyć sobie taką furtkę także na przyszłość. Robert Mołdach podkreśla, że w projekcie brakuje założeń i warunków, jakie musi spełnić podmiot, którego umowa ma zostać przedłużona.
— Jest zagrożenie, że decyzje będą niemerytoryczne — uważa Robert Mołdach.
— Brak jasnych i czytelnych kryteriów stwarza ryzyko korupcji. Współczuję dyrektorom oddziałów, że będą musieli podejmować takie decyzje — mówi Dorota Gałczyńska.
Marek Wójcik zwraca uwagę, że wskutek takich zapisów ucierpią nowe placówki, które liczyły, że uda się im zdobyć kontrakt w ramach tegorocznych konkursów. Na kontrakty liczyły m.in. spółka Platinum Hospitals, która za pieniądze Marka Stefańskiego, założyciela Pol- -Aquy, odnowiła dawny szpital sióstr Elżbietanek, oraz ośrodek radioterapii z holenderskiej grupy Euromedic.