Meltemi ma szansę na kulinarny olimp

Jarosław Królak
15-02-2002, 00:00

Agnieszka Kręglicka zachęcona sukcesem restauracji Santorini otworzyła nowy lokal serwujący potrawy rodem spod Olimpu. W Meltemi byłem, zobaczyłem, zjadłem i... się zachwyciłem. Gdyby ta restauracja powstała jakieś 1,5 tys. lat wcześniej, to starożytni greccy bogowie przesiadywaliby tam od świtu do nocy, skuteczniej knując swoje misterne intrygi.

Wystrój nawiązuje do tradycyjnych achajskich domów. Stoliki z jasnego drewna, wygodne krzesełka, pomalowane na biało ściany odprężają, dostarczają przyjemnych wrażeń estetycznych. Grecka muzyka współtworzy miły nastrój. Dobrze, że architekt nie wprowadził tu kiczowatych stylizowanych na antyk rzeźb i kolumienek. Jednak skromność wystroju nijak się ma do bogactwa i wykwintności serwowanych potraw. Szef kuchni powinien żałować, że jego fach dotychczas nie został uznany za dyscyplinę olimpijską. Miejsce na podium miałby pewne.

Na początek wziąłem małże zapiekane z fetą i pomidorami. Delikatne z doskonałym pomidorowym sosikiem. Pierwsza klasa. Jaroszom polecam grillowane warzywa z kuskusem lub smażony ser haloumi z pitą, pomidorami i rukolą.

Moje zaufanie do kucharza rosło z każdą chwilą. Od dzieciństwa nie lubię szpinaku. Uznałem, że jak nie teraz, to nigdy i... zamówiłem sałatkę ze szpinaku z rodzynkami, orzeszkami i sezamem. Naprawdę smakowało. Jeśli chodzi o zupy, to nie ma szczególnego wyboru, bo są tylko dwie. Moim zdaniem, stanowią mocny punkt menu. Szczególnie zupa krem z kurczaka z cytryną. Pyszna.

Dania główne, rzec można, to swoiste dzieła sztuki. Ich sposób podania nie ustępuje smakowi. Pieczony udziec jagnięcy, nadziewany fetą, czosnkiem i liśćmi winogron zniknął z talerza w okamgnieniu. Niezły okazał się też królik w sosie z pomarańczy. Czas na desery. Szef kuchni i tu się popisał. Sił starczyło mi już tylko na spróbowanie ciastka z Janiny (stolicy Epiru). Sama słodycz.

Zaznaczam, że serwowane dania nie zajmują wiele miejsca na talerzach. Meltemi nie pozwala jednak gościom odejść nie najedzonymi. Kelner dyskretnie zaproponował, że jeśli jestem jeszcze głodny, to ma dla mnie coś specjalnego. Dzięki. Obsługa jest kompetentna, miła i pojawia się, gdy trzeba.

Poważnym mankamentem lokalu jest zbyt mały parking. Z powodu męczącego gwaru, nie jest to też najlepsze miejsce do prowadzenia rozmów biznesowych. Nadaje się jednak idealnie na luźniejsze spotkania towarzyskie. Tak trzymać.

Theodoros Vogdanos, szef kuchni, poleca arni frikase

Składniki:

4 gicze jagnięce, 1 cebula, 1 dymka, koperek, 2 liście laurowe, sok z jednej cytryny, 1 duże jajo, sól, pieprz,

sałata rzymska, 0,5 szklanki białego wina, 5 łyżek oliwy.

Podsmażamy cebulę na oliwie w garnku, wkładamy gicze jagnięce, po 1 min. dolewamy wina, 2 litry wody, wrzucamy liście laurowe, sól, pieprz. Dusimy godzinę. Wrzucamy grubo pokrojoną sałatę rzymską i dymkę — dusimy razem 5 min. W misce ubijamy jajko z cytryną. Powoli, cały czas ubijając, dolewamy sosu z garnka. Wlewamy zawartość miski do garnka. Doprawiamy koperkiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Meltemi ma szansę na kulinarny olimp