Mercedes wprowadza na rynek hybrydę

Marcin Bołtryk
opublikowano: 04-06-2009, 00:00

Cztery lata po debiucie mercedesowska klasa S oznaczona symbolem W 221 doczekała się kuracji odmładzającej i hybrydowego napędu.

Cztery lata po debiucie mercedesowska klasa S oznaczona symbolem W 221 doczekała się kuracji odmładzającej i hybrydowego napędu.

Do polskich salonów trafiła właśnie klasa S, rocznik modelowy 2010. Nie obeszło się bez zmian stylistycznych, ale nie one są najbardziej interesujące.

Pierwszy taki

Najciekawszy jest Mercedes S 400 Hybrid. Dlaczego? Bo to jedyny pierwszy i jednocześnie nie pierwszy samochód. Dlaczego nie pierwszy? Bo palmę pierwszeństwa stosowania napędu hybrydowego w luksusowych limuzynach dumnie dzierży Lexus. A dlaczego pierwszy? Bo inżynierowie za Stuttgartu nie byliby sobą, gdyby nie wcisnęli do swego flagowego auta kilku nowości. Otóż nowa "eska" jest pierwszym produkowanym seryjnie wozem hybrydowym, w którym stosuje się baterie litowo-jonowe. Są bardziej wydajne, a zatem lżejsze, co ma się przekładać na osiągi całego systemu napędowego. Drugą nowością jest to, że S 400 Hybrid jest pierwszym seryjnym autem hybrydowym tej marki.

Jaka jest ta hybryda od Mercedesa? Kluczowe jest względnie małe zużycie paliwa. Według zapewnień producenta to 7,9 l/100 km. Emisja CO2 wynosi 186 g/km, czyli też niewiele. Osiągi? 279 KM z benzynowego, 3,5-litrowego V6 plus 20 KM z silnika elektrycznego. Przy okazji ten silniczek odzyskuje energię hamowania i pomaga w ruszaniu, gdy aktywna jest funkcja start-stop, automatycznie wyłączająca i włączająca silnik na postoju. Ponieważ rozwiązanie Mercedesa jest arcyproste, możliwe było zastosowanie nieznacznie zmodyfikowanego, 7-biegowego automatu. Tyle o hybrydzie.

Teraz o wyglądzie. Odmłodzony model S zbliżył się stylistycznie do najnowszych pojazdów marki Mercedes-Benz. Zmodyfikowany grill jest większy i bardziej wyrazisty.

Chrom i diody

Dolną krawędź przedniego zderzaka zdobi chromowana listwa, a boczne wloty powietrza rozdzielają pasy diod świetlnych. Zmienił się kształt lusterek zewnętrznych ze zintegrowanymi kierunkowskazami. Chromowaną listwę znajdziemy również na dolnej krawędzi drzwi i na tylnym zderzaku. Tylne lampy zespolone mają nową stylistykę i wykorzystują diody świetlne. "Nowa" Klasa S jest dostępna z kilkoma silnikami. Ciekawe są turbo diesle. S 350 CDI Blueefficiency ma 253 KM i spala średnio 7,6 l/100 km, zaś S 450 CDI daje do dyspozycji 320 KM. Kolejne odmiany to benzynowa S 350 i S 350 4Matic (272 KM), S 450 i S 450 4Matic (340 KM), S 500 i S500 4Matic (388 KM) oraz S 600 (517 KM) przyspieszający od 0 do 100 km/h w 4,6 sekundy. Jeśli taki wynik to dla kogoś całe wieki, może wybrać S 63 AMG (525 KM), albo S 65 AMG (612 KM). Powinno się jeszcze wspomnieć o elektronice, ale to potwornie nudne… Słowem, w nowej klasie S jest mnóstwo elektroniki. Wszystkie systemy z modelu sprzed faceliftingu oraz te, które trafiły do nowej E-klasy. Z ciekawszych: czujnik zmęczenia kierowcy i system znoszący przechylanie się nadwozia pod wpływem bocznego wiatru.

Ceny nowej Klasy S zaczynają się od 317,5 tys. zł. (S 350 CDI) Za model z napędem hybrydowym trzeba zapłacić 370,5 tys. zł.

Marcin Bołtryk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu