Czytasz dzięki

Męski szyk lat 60.

Marcin Brylski
opublikowano: 30-01-2020, 22:00

Z jednej strony — elegancja, precyzja, klasa. Z drugiej — futurystyczne krawiectwo. Ta dekada nie tylko unowocześniła modę, lecz także zmieniła podejście mężczyzn do niej. Bohaterowie ekranu mieli niebagatelny wpływ na dżentelmeński styl, a artyści sceny muzycznej wprowadzili liberalne rozwiązania w męskiej szafie. Czy taki styl sprzed lat nadal się sprawdza?

ZMIANY W KLASYCE

Zmiany w klasyce.
Wyświetl galerię [1/4]

Zmiany w klasyce. FOT. ALLIANCE ATLANTIS HOME VIDEO / ENTERTAINMENT PICTURES / FORUM, RIAMA-PATHE-GRAY / ENTERTAINMENT PICTURES / FORUM

Męska garderoba zawiera elementy, które od dekad pozostają jej elegancką bazą: garnitur i koszulę, zwłaszcza białą. Transformacji ulegają jedynie ich fasony i kolory.

W latach 60. wyraźną zmianą był garnitur bliższy ciału, czyli dopasowany do sylwetki. Wiązało się to z przyjęciem włoskiej metody szycia i tzw. stylu la bella figura. Marynarki zyskały niższą talię, zapięcie na dwa guziki oraz rozcięcie z tyłu, które w głównej mierze funkcjonują do dziś. Natomiast nogawki garniturowych spodni stały się odrobinę krótsze i węższe — bez mankietów. Wszystkie te zmiany dokonywały się w brytyjskim bastionie męskiego krawiectwa na Savile Row, czyli zagłębiu najlepszych krawców. Osobą, która wprowadziła linię nowoczesnych garniturów, był projektant Hardy Amies, wywodzący się (o dziwo) z mody damskiej. To jego gotowe garnitury stały się głównym eksportowym produktem dla Ameryki. Z kolei styl na „krój kontynentalny” wyrażany smukłą sylwetką, skutecznie lansowany przez Włochów, stał się stylem pożądanym i uznawanym za modny. Charakteryzował się również zestawianiem białych marynarek z ciemnymi koszulami i okularami przeciwsłonecznymi. Najbardziej widoczny był w „Słodkim życiu” Felliniego (kadr z filmu na zdjęciu z prawej) i to dzięki temu dziełu spopularyzowało się określenie styl kontynentalny. Na ekranach styl ten przypomniał o sobie w 1999 r. za sprawą filmu „Utalentowany pan Ripley”, głównie w osobie Dickiego Greenleafa, bohatera granego przez Jude’a Lawa. A projektanci kostiumów Ann Roth i Gary Jones za swoją precyzyjną pracę zostali wtedy nominowani do Oscara.

PERFEKCJA Z EKRANU

Ówczesnymi wzorami do naśladowania stały się dwie filmowe sławy: Brytyjczyk Michael Caine i Amerykanin Steve McQueen. Ten pierwszy, bohater klasy pracującej, prezentował nowoczesny wizerunek, jak na londyński swingujący styl lat 60. przystało, a jego charakterystycznym znakiem były okulary w grubych czarnych oprawkach. Drugi z kolei, dzięki roli w filmie „Wielka ucieczka” z 1963 r., stał się niekwestionowanym elegantem uważanym za jednego z najlepiej ubranych mężczyzn. Pozycję tę ugruntowała rola stylowego bogacza w „Aferze Thomasa Crowna”, a klasyczny, prosty, czarny golf dzięki aktorowi zaczął się kojarzyć z wizerunkiem twardziela.

Współczesna filmografia również dała nam dwa rewelacyjne przykłady, odwołujące się do majstersztyku klasycznej elegancji na najwyższym poziomie. 11 lat temu powstał jeden z moich ulubionych — pod względem estetyki — filmów „Samotny mężczyzna” w reżyserii debiutującego w tej roli projektanta Toma Forda. Od lat kojarzony z luksusem i wyrafinowaną modą, postanowił nakręcić wyważony i emocjonalny dramat z niezwykle dopracowanymi kostiumami. Niezapomnianego głównego bohatera, profesora uniwersyteckiego Georgera Falconera, wykreował Colin Firth, nominowany za tę rolę do Oscara. Filmowy styl Falconera ocierał się niemal o pedantyzm, jednak to właśnie ta precyzja powodowała, że wyglądał nienagannie. Klasyczny, dopasowany garnitur, idealnie wyprasowana biała koszula z wąskim kołnierzykiem, wąski, ciasno zawiązany krawat przytwierdzony do koszuli spinką, wypastowane buty i duże prostokątne okulary w ciemnych oprawkach.

Po prostu chodząca estetyczna doskonałość. Drugim świetnym, a do tego nagradzanym za odwzorowanie klimatu i szyku minionej dekady jest (aż!) siedmiosezonowy serial „Mad Men”. Opowiada o losach Dona Drapera, dyrektora kreatywnego w znanej amerykańskiej agencji reklamowej. Postać Dona to wizytówka nienagannego ubioru i nienagannej fryzury. Jasnoszary lub ciemny jednokolorowy garnitur, wąski krawat i prostokątna biała poszetka w brustaszy to niemal jego znaki rozpoznawcze. Ale styl popularny w latach 60. to również spodnie z podwyższonym stanem, kapelusze jako obowiązkowe nakrycie głowy, kardigany czy bawełniany prosty T-shirt włożony w spodnie, ale noszony jedynie w zaciszu własnego domu, a także garnitury jednorzędowe z trzema guzikami, które możemy zobaczyć w stylizacjach innych bohaterów serialu.FOT. MATERIAŁY PRASOWE MARKI DASTAN

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

FUTURYZM I LIBERALIZM

Na wskroś poprawna i magnetyzująca elegancja to jedno, ale owa barwna dekada przyniosła coś jeszcze: wyzwolenie i nowe, nieskrępowane podejście do męskiej garderoby. Ta obyczajowa metamorfoza dokonywała się głównie za sprawą niebywale popularnej formacji The Beatles (na zdjęciu głównym). Panowie, chcąc się wyróżniać, stworzyli swój własny sceniczny i pozasceniczny styl, który obejmował mocno taliowane czarne garnitury, widoczny minimalizm, bardzo wąskie krawaty tzw. śledzie, obcisłe golfy noszone do marynarki oraz wysokie buty na obcasie, czyli sztyblety i botki, które stały się dla modsów kwintesencją mody. Tym samym grupa miała niebagatelny wkład w rozwój ówczesnego stylu i doczekała się wielu ubraniowych naśladowców.

Wpływ na futurystyczne podejście do krawiectwa miał również awangardowy projektant Pierre Cardin. To on stworzył marynarkę bez kołnierza zapinaną na rząd guzików, szył garnitury ze sztruksu i wprowadził marynarki zapinane na zamek błyskawiczny, lansując przy tym smukłą linię sylwetki. Nic dziwnego, że wizja Cardina przypadła również do gustu eksperymentującym z nowoczesnym stylem Beatlesom. Okazuje się zatem, że poza kilkoma elementami: wysokim stanem spodni, rozpowszechnionymi kapeluszami, marynarkami na trzy guziki, spinkami do krawata czy marynarkami bez kołnierzy wiele stylizacji tamtej dekady odnajduje się w naszych dzisiejszych szafach. Jednorzędowych i taliowanych garniturów nie trzeba nawet uwspółcześniać, ponieważ podstawa dobrej klasyki zawsze będzie na czasie, a moda od dawna nie dokonuje rewolucji w prostej męskiej sylwetce. Najważniejsze jednak nie są poszczególne składniki stylu, lecz podejście do tematu i wykorzystanie elegancji na co dzień, bowiem obecnie nosimy się formalnie o wiele rzadziej niż kiedyś i częściej odpuszczamy perfekcję na rzecz współczesnego luzu.

MARCIN BRYLSKI

Stylista i dziennikarz, specjalizujący się w dziedzinie mody męskiej. Od ponad 10 lat zawodowo związany z branżą. Kreuje wizerunek osób publicznych: aktorów oraz muzyków. Stylizuje m.in. dla magazynów „Zwierciadło” oraz „Elle Man”. Męską garderobę konsekwentnie promuje w programach telewizyjnych, a pisze o niej dla serwisu Vogue.pl. Esteta i niestrudzony tropiciel nowych rozwiązań oraz ciekawostek w modzie. Prywatnie entuzjasta i stały bywalec festiwali filmowych w Polsce, nieustannie zakochany w klimacie i architekturze Berlina.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Brylski

Polecane