MetLife TFI rusza z ofensywą produktową. Wiąże się to z tym, że pewne segmenty rynku, zwłaszcza długu skarbowego — zdaniem przedstawicieli firmy — wyczerpują swój potencjał. Rentowności są na historycznie niskich poziomach, więc miejsca do zarobku dla funduszy dłużnych pozostało niewiele. Z drugiej jednak strony krajowi inwestorzy wciąż przejawiają sporą awersję do ryzykownych klas aktywów.

— Odpowiadamy na zapotrzebowanie i planujemy w przyszłym roku przyjąć dwie nowe strategie. Pierwsza ma przynieść rezultaty na rynku globalnym, druga wśród spółek regularnie płacących dywidendy — ujawnia Rafał Mikusiński, członek zarządu i dyrektor pionu inwestycji w MetLife TUnŻiR oraz regionalny dyrektor inwestycyjny.
Cały świat w portfelu
Spółki dywidendowe, na które polować będą zarządzający z MetLife, postrzegane są jako stabilne i odporniejsze na wahania koniunktury. Powinny mieć ugruntowaną pozycję i solidne fundamenty, a wypłacana akcjonariuszom premia podnosi prawdopodobieństwo osiągnięcia zysku i minimalizuje ewentualne straty. Drugi fundusz będzie funduszem absolutnej stopy zwrotu.
— Rynek jest już nasycony takimi produktami, ale my mamy przewagę nad konkurencją w postaci znaczących kompetencji, wiedzy i międzynarodowego doświadczenia grupy MetLife. Byłby to fundusz z grupy global macro, czyli taki, którego zarządzający analizuje dane makroekonomiczne i na tej podstawie podejmuje decyzje inwestycyjne — tłumaczy Rafał Mikusiński. Specjalista przekonuje, że w przyszłym roku wciąż warto być na Wall Street, ale do inwestycji należy podejść selektywnie. Gospodarka amerykańska radzi sobie świetnie, a jedynym czynnikiem ryzyka pozostaje mocny dolar.
— Nam podobają się spółki z sektora nowoczesnych technologii i dóbr luksusowych. Społeczeństwa stają się coraz bardziej zamożne i chętniej wydają pieniądze na tego rodzaju produkty. W Europie potencjał dostrzegamy w branży motoryzacyjnej, ale raczej niemieckiej niż francuskiej. W naszym regionie atrakcyjnie zaczyna wygląda Turcja, choć ryzyka geopolityczne są nadal znaczne. Wsparciem dla gospodarki tureckiej jest spadek cen ropy naftowej, który wpływa na zmniejszenie deficytu na rachunku obrotów bieżących — przypomina Rafał Mikusiński.
GPW czeka na zagranicę
Zdaniem eksperta, polska giełda również ma spore szanse na złapanie wiatru w żagle. Stopy procentowe są niskie, a będą jeszcze niższe. Rada Polityki Pieniężnej ma możliwość obniżenia ich do 1,5 proc. w przyszłym roku — prognozuje Rafał Mikusiński, tłumacząc równocześnie, że przez to zyski z depozytów będą jeszcze niższe, dlatego transfer kapitału do funduszy jest nieunikniony. Ale zanim do tego dojdzie, krajowi inwestorzy muszą zobaczyć zwyżki na GPW.
— Warto pamiętać, że TFI nie są w stanie kreować trendu na szerokim rynku. Siłą napędową jest kapitał zagraniczny, a lokalne pieniądze jedynie ten trend utrzymują. Dlatego jeśli tylko pojawi się informacja, że globalni gracze zaczęli inwestować nad Wisłą, bo wreszcie uznali nasz rynek za atrakcyjny, to w ich ślady pójdą też krajowi gracze — uważa Rafał Mikusiński.
W takim scenariuszu w pierwszej kolejności zareagować mają banki, którym ponadto sprzyjać będzie wzrost gospodarczy napędzany tanim pieniądzem.
— Dodatkowo nasza gospodarka jest podpięta pod niemiecką, która radzi sobie świetnie. Magnesem przyciągających zagranicznych graczy może być bardzo prawdopodobne QE w Europie. Jest spora szansa na to, że kawałek „płynnościowego tortu”, który poda rynkom w postaci dodruku pieniędzy Europejski Bank Centralny, trafi również na GPW. Wciąż w tyle głowy mamy jednak czynniki ryzyka, związane m.in. z konfliktem na Wschodzie — mówi Rafał Mikusiński.