Producent bielizny już w całości należy do świeżo upieczonego debiutanta giełdowego. Inwestorzy przyjęli tę wieść z uznaniem.
Lepiej mieć 100 proc. niż 20 proc. Z takiego założenia wyszedł zarząd Mewy i zdecydował się dokupić 80 proc. akcji Szame. Nie było to specjalnie trudne, gdyż obie spółki łączy swoista unia personalna. Beneficjenci transakcji (czyli strona sprzedająca): Dorota Kenicer, Józef Kiszka, Zbigniew Zając, Marek Winiarczyk zasiadają także we władzach i nadzorze Mewy. Giełdowa spółka przeprowadziła więc prywatną subskrypcję 600 tys. akcji serii C o wartości nominalnej 0,20 zł i cenie emisyjnej 2,40 zł. Emitowane walory zostały pokryte aportem właśnie w postaci 80 proc. udziałów w Szame. W drugim półroczu akcje serii C zostaną upublicznione.
— Do końca 2007 r. nie będziemy ich sprzedawać — zapewnia Józef Kiszka.
Informacje o dokupieniu 80 proc. Szame podziałały na wyobraźnię inwestorów. Na zamknięciu stare walory wzrosły o 7,1 proc. — do 3,75 zł, a PDA wyceniane były na 2,89 zł, co oznacza wzrost o 2,1 proc.
Obecnie pod marką Szame w Polsce działa 6 sklepów własnych i 16 franczyzowych oraz 9 na licencji na Ukrainie. Firma prowadzi w kraju również trzy własne salony pod szyldem LOOkat.
— Na rozwój sieci Szame przeznaczymy 5,5 mln zł uzyskanych z emisji. W tym roku otworzymy 15 salonów własnych. 2 mln zł wydamy na sklepy LOOkat. W tym roku przybędzie 10 sklepów własnych tej marki — mówi Józef Kiszka.
Po trzech kwartałach 2006 r. Mewa miała 18 mln zł obrotów i 2,1 mln zł zysku netto. W 2005 r. jej obroty wyniosły 25,94 mln zł, a zysk netto 80 tys. zł. W 2007 r. Mewa chce zwiększyć przychody o 20 proc. Począwszy od 2008 r., spółka zamierza zacząć konsolidować rozdrobniony rynek bieliźniarski.