Mężom stanu nie wypada tak straszyć stereotypami

Mira Wszelaka
12-11-2001, 00:00

Polska niemal stoi u bram zjednoczonej Europy, ale wciąż jak skromny petent czeka na przyjęcie przez bogatego sąsiada. Zza bramy zaś słychać nie tylko obietnice (których zawsze było wiele), ale wreszcie deklaracje dotyczące konkretnego terminu. Nikt już nie ma wątpliwości, że po 11 września — rok 2004 jako data piątego rozszerzenia Unii Europejskiej stał się znacznie bardziej realny. Konieczność zjednoczenia się przeciw terroryzmowi odebrała argumenty tym, którzy widzieliby nas w UE dopiero w roku 2006, 2008 czy nawet 2010.

Najnowsze zapewnienia dotyczące roku 2004 popłynęły także z ust wielu polityków, w tym przede wszystkim niemieckich, zgromadzonych w Warszawie na konferencji Europa-Forum 2001. A były to nie byle jakie usta, bo samego Güntera Verheugena, komisarza UE ds. rozszerzenia, oraz Joschki Fischera, ministra spraw zagranicznych Niemiec. Wydaje się więc, że tylko czarna wizja przegranego referendum mogłaby zakłócić ten optymizm. Jednak wyniki wyborów w Polsce oraz nie za wysokie poparcie dla rozszerzenia UE po obu stronach negocjacyjnego stołu wymagają szczególnych starań polityków — w tym przede wszystkim uczciwego i rzeczowego przedstawiania faktów.

Okazuje się, że bywa z tym różnie. Uczestników forum (szczególnie polskich) zaskoczył widok furmanki załadowanej sianem na tle blokowiska, chat krytych strzechą czy sklepu mięsnego z kasą i starymi stuzłotówkami — stanowiących rekwizyty filmowej prezentacji (autorstwa WDR) polskiej rzeczywistości. W tle miły, aczkolwiek zdecydowany głos komentatora cedził słowa o masowym zalewie siły roboczej, imigrantach czy nędzy. Tak właśnie wyglądała niemiecka prezentacja Polski, będąca wstępem do dyskusji o swobodzie przepływu siły roboczej i rolnictwie. Obrazek z początku lat siedemdziesiątych już się nieco zdezaktualizował, o czym dobrze wiedzą Niemcy utrzymujący z Polską ścisłe kontakty gospodarcze. Jednak starannie odkurzony może spełnić jeszcze niejedno doniosłe zadanie propagandowe. Pytanie tylko, jakie — skoro politycy wypowiedzieli walkę przeciwko stereotypom, uprzedzeniom i ksenofobii.

Wydaje się, że odpowiedź jest tylko jedna. Rozwój sytuacji po ataku na Amerykę przesądza datę naszego członkostwa, odbierając Brukseli argument przeciwko możliwym opóźnieniom, włącznie z wypadnięciem Polski z pierwszej grupy państw przyjmowanych. Jakkolwiek by na to patrzeć — główna broń została sceptykom ze strony UE niespodziewanie wytrącona. Pozostaje im rozgrywka o wynegocjowanie jak najtwardszych warunków, prowadzona przy użyciu różnych, często niezbyt uczciwych chwytów.

Do takich metod należy właśnie odwoływanie się do stereotypów niemal w przededniu podjęcia przez polski rząd kluczowych decyzji w sprawie modyfikacji stanowisk negocjacyjnych. Jak inaczej wytłumaczyć irracjonalne z ekonomicznego punktu widzenia podejście Niemców do ograniczenia swobody przepływu osób, podczas gdy — jak się wyraził jeden z urzędników niemieckich — ich kraj jest „skazany na zatrudnianie Polaków przy zbiorach np. szparagów czy ogórków”.

Nieco zakwaszoną atmosferę forum starał się złagodzić Günter Verheugen, który na zakończenie swojego przemówienia pocieszył polskich przedstawicieli dobitnym stwierdzeniem, iż „wspólna Europa się opłaca”. Wypada mieć tylko nadzieję, że wynik negocjacji pozwoli nam uwierzyć w sens tych słów i potwierdzi ich wartość, gdy staniemy się już pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Mężom stanu nie wypada tak straszyć stereotypami