Minister finansów znów zapowiedział, że deficyt budżetowy w 2003 r. spadnie poniżej 40 mld zł. Ekonomiści czekają na szczegóły, a słowa Grzegorza Kołodki traktują jako wstęp do reformy finansów państwa.
Zdaniem ministra finansów Grzegorza Kołodki, deficyt budżetowy w 2003 roku może być niższy niż planowany na rok bieżący (40 mld zł). Ekonomiści twierdzą, że warto ciąć deficyt, choćby minimalnie — o jeden czy dwa miliardy złotych.
— Deficyt z pewnością będzie niższy niż ten, który zakładano jeszcze na początku prac nad projektem budżetu — oświadczył wicepremier w audycji Polskiego Radia.
Na początku lipca rząd przyjął założenia do budżetu, w których deficyt miał wzrosnąć do 43 mld zł, z 40 mld zł w tym roku. Oznaczało to, że wyniesie on 5,5 proc. PKB. Według szacunków MF, spadnie on co najmniej do poziomu 4,9 proc. i odsunie groźbę wzrostu zadłużenia kraju powyżej 50 proc. PKB.
Zdaniem ekonomistów, zapowiedź zmniejszenia deficytu budżetowego można rozpatrywać w dwóch kategoriach: psychologicznego i rzeczywistego wpływu tej decyzji na rynek. W wypadku psychologii najważniejsze jest przywrócenie zaufania do polskich papierów skarbowych, co ułatwi ich sprzedaż oraz zapewni niższe koszty przyszłej obsługi.
— Zmniejszenie deficytu to sygnał, że rząd dba o wizerunek i wiarygodność Polski przed wejściem do UE. Pozostaje mieć nadzieję, że nie są to jedynie działania doraźne, a początek gruntownej reformy — ostrzega Marek Zuber, niezależny ekonomista.
Najmocniej odczuwalnym efektem obniżenia przeszłorocznego deficytu będzie stabilizacja na rynkach kapitałowych. Ustalając lukę w budżecie na poziomie niższym niż 40 mld zł inwestorzy otrzymają sygnał: rząd obniża deficyt.
— Stabilność gospodarcza zapewnia przewidywalność działań rządu i inwestorów. To zapewni spokój na rynku, stabilnego złotego i ożywienie popytu krajowego — tłumaczy Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska.
Redukcja deficytu usatysfakcjonuje też Radę Polityki Pieniężnej.
— Niższy deficyt powinien skłonić RPP do redukcji stóp procentowych. To oznacza niższy kredyt, ale także podwaliny pod solidne fundamenty do rozwoju w kolejnych latach — dodaje Marek Zuber.