Jeden z największych tegorocznych przetargów na dostawę sprzętu komputerowego został unieważniony. Resort finansów, który miał wydać na sprzęt 70 mln zł, nie wybrał żadnej oferty. Zdaniem obserwatorów, posypią się protesty.
Ministerstwo Finansów unieważniło przetarg na dostawcę sprzętu IT — 10 tys. terminali komputerowych, w tym 800 serwerów, oraz systemów do transmisji danych. Wcześniej kilkakrotnie opóźniano rozstrzygnięcie. Wartość zamówień do końca roku oceniano na 70 mln zł. Niektórzy z oferentów są oburzeni i rozważają złożenie protestów. Jeżeli te nie zostaną uwzględnione, nie ma szans na realizację projektu z tegorocznego budżetu.
— Nic dziwnego, że oferenci są oburzeni. Przetarg wyglądał tak, jakby komuś zależało na jego unieważnieniu. Najpierw przekładano termin rozstrzygnięcia, potem zmieniano skład komisji przetargowej. A teraz uznano, że nie ma dwóch ofert spełniających wymogi. Można spodziewać się lawiny protestów — mówi osoba zbliżona do przetargu.
Przedstawiciele firm startujących w przetargu nie chcą wypowiadać się na jego temat oficjalnie. Według jednego z oferentów, każdy z integratorów startujących w przetargu otrzymał inne powody odrzucenia oferty.
— Zdarzały się powody absurdalne. Jednemu z potencjalnych dostawców zarzucono, że nie ma wystarczającego zatrudnienia do realizacji projektu. W innych przypadkach argumenty były równie cienkie — mówi.
— W tym przetargu startowali poważni integratorzy krajowi ze sprzętem najpoważniejszych producentów. Odrzucenie tych ofert oznacza, że w Polsce nie ma firmy, która byłaby w stanie spełnić oczekiwania ministerstwa — dodaje przedstawiciel innego integratora.
Dlatego jest bardzo prawdopodobne, że niemal wszyscy oferenci oprotestują decyzję ministerstwa. Jeśli choć dwa protesty zostaną uznane, przetarg będzie ważny. To stwarza możliwość manipulacji.
— Od początku mieliśmy wrażenie, że przetarg jest ustawiony pod jakąś firmę, a ponieważ jej oferta okazała się gorsza od innej, znaleziono powód, żeby unieważnić całe postępowanie. Raczej nie wierzę jednak w kolejną manipulację. Gdyby teraz ministerstwo uznało dwa protesty, np. swojego faworyta i kogoś, kto złożył gorszą propozycję, sprawa skończyłaby się arbitrażem i skandalem — mówi jeden z naszych rozmówców.
Jeżeli jednak jego obawy o „ustawienie” przetargu są uzasadnione, to co ministerstwu da unieważnienie postępowania?
— Ten przetarg został rozpisany na szybko, stąd duża rozbieżność w cenach dostawców. W następnym konkursie ceny ofert nie będą już tak się różnić — tłumaczy rozmówca.
Jeżeli jednak, zgodnie z oczekiwaniami naszych rozmówców, posypią się protesty, powtórzenie przetargu będzie możliwe nie wcześniej niż w grudniu. A to oznacza, że ewentualny kontrakt nie zostanie zrealizowany z pieniędzy przeznaczonych na ten cel w tegorocznym budżecie.
— Rozumiemy, że problemy budżetowe wymuszają oszczędności. Ale z drugiej strony mówi się, jak ważna jest informatyzacja, że do składania zeznań potrzebny jest system, że te inwestycje są konieczne. A jak już znajduje się pieniądze, to nie można ich zainwestować, bo resort nie potrafi skutecznie przeprowadzić wyboru — mówi przedstawiciel firmy informatycznej.
Według informacji „PB”, w przetargu startowało kilkunastu oferentów. Najwyżej oceniono oferty Talexu, a potem Computerlandu, które były najtańsze. Rozpiętość w ocenach była duża. Pozostali integratorzy otrzymali znacznie mniej punktów. Konkurs miał się zakończyć w sierpniu.