Tymczasem bułgarskie władze twierdzą, że kryzys nie odbije się na kraju bezpośrednio - pisze w sobotę sofijski dziennik "Sega".
Według analizy MFW, finansowy kryzys może poważnie dotknąć kraje o deficycie na rachunku bieżącym powyżej 5 proc. PKB. Wśród wymienionych przez MFW państw europejskich są - poza Bułgarią - Rumunia, Turcja oraz Estonia. Kraje te rozwijały się zbyt szybko lub zaciągały zbyt dużo kredytów.
Zgodnie z ostatnimi danymi Bułgarskiego Banku Narodowego w okresie styczeń-lipiec 2008 r. deficyt rachunku bieżącego Bułgarii wyniósł 13,9 proc. PKB, czyli 4,6 mld euro. Prognozy mówią, że do końca roku sięgnie on 20 proc.
Dotychczas przepaść między importem a eksportem była kompensowana przez kapitał zagraniczny. Jeżeli jego przypływ zmniejszy się, bułgarska gospodarka pójdzie w dół - pisze "Sega".
Dane Bułgarskiego Banku Narodowego już mówią o pewnym ochłodzeniu gospodarki po przegrzaniu z ostatnich lat. Bezpośrednie inwestycje w pierwszej połowie 2008 r. wyniosły 2,8 mld euro i pokryły 62 proc. deficytu, podczas gdy w analogicznym okresie 2007 r. wyniosły 3,3 mld i kompensowały 107 proc.
Jednocześnie minister finansów Płamen Oreszarski powiedział, że jedynym odczuwalnym w Bułgarii wynikiem globalnego kryzysu finansowego będzie podniesienie oprocentowania kredytów - pisze "Sega".