Jak pisze tygodnik "Newsweek", gdy z powodu złej aury są problemy z widocznością, samoloty nie mogą lądować i są kierowane na inne lotniska. Tak jest w Polsce, bo np. londyńskie Heathrow czy Schiphol w Amsterdamie, zainwestowały w nowoczesną elektronikę, która pozwala nie przejmować się mgłą. Dzięki temu maszyny trafiają na pas nawet wtedy, gdy go w ogóle nie widać.
- W wyposażeniu i obsłudze lotnisk jesteśmy przynajmniej 20 lat za Europą – mówi jeden z pilotów LOT.
W Polsce stosuje się urządzenia, które naprowadzają samolot tylko do pewnej wysokości. Kłopoty zaczynają się, gdy pilot musi zejść w gęstej mgle poniżej 60 metrów, by dostrzec światła na pasie startowym. Sprzęt pozwalający sprowadzić go tak nisko (do 30 m nad ziemię) posiada jedynie Okęcie. Ale przez ostatni rok działanie systemu ulegało zakłóceniom powodowanym m.in. przez rów melioracyjny i ogrodzenie. – Do dziś urządzenia nie funkcjonują poprawnie – przyznaje Grzegorz Hlebowicz, rzecznik Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, która obsługuje system.
