Miały być sekretarki, jest sieć outletów

Ewa Kulesza
opublikowano: 08-11-2006, 00:00

Dla Mariusza Szeiba i jego kolegów handel odzieżą miał być sposobem na sfinansowanie planów związanych z elektryką. Stał się zajęciem na całe życie.

— Ze wspólnikami — Wojciechem Majchrzakiem i Mieczysławem Trzeciakiem — znamy się z lat studenckich. Ukończyliśmy Wydział Elektryczny Politechniki Poznańskiej — mówi Mariusz Szeib, prezes firmy Semax zajmującej się handlem i produkcją odzieży.

Po studiach zamierzali uruchomić produkcję sekretarek do telefonów na podzespołach półprzewodnikowych, co pozwoliłoby nagrywać wiadomości bez użycia taśmy. Jednak znajomy poprosił ich o pomoc w zorganizowaniu importu odzieży z Tajlandii. W 1989 roku przyjaciele stworzyli więc Semax — firmę, która sprowadzała ubrania z Dalekiego Wschodu. Wciąż jednak planowali, że z zysków sfinansują produkcję sekretarek.

— Handel odzieżą okazał się tak absorbujący, że nie mieliśmy czasu nawet pomyśleć o zmianie profilu działalności — przyznaje Mariusz Szeib.

Własne marki

Rynek odzieżowy był wtedy jedną wielką pustynią. Dlatego firma nie miała kłopotów ze znalezieniem kupców na sprowadzane ubrania.

— Przed każdą nową dostawą ustawiały się kolejki pod moim domem, w którym — ku przerażeniu żony, dzieci i sąsiadów — miała początkowo siedzibę firma — wspomina Mariusz Szeib.

Ale już w 1991 roku Semax wybudował tysiącmetrową halę hurtowej sprzedaży odzieży.

W 1992 roku sytuacja na rynku zaczęła się normalizować — nadchodziły czasy profesjonalistów. I wtedy Semax rozszerzył działalność na wzór firm zachodnich.

— Rozpoczęliśmy produkować odzież pod własnymi markami — wyjaśnia Mariusz Szeib.

Projektowanie i konstruowanie odzieży odbywa się w Polsce, ale szycie — głównie poza krajem, na Dalekim Wschodzie (Chiny i Indie) oraz w Turcji czy w Tunezji.

Największy sukces odniosła marka Deep. Początkowo były to tylko szyte w Indiach podkoszulki, które na tle chińskich wyróżniały się wysoką jakością.

— Na przełomie lat 1999 i 2000 rozpoczęliśmy produkcję pełnej kolekcji tej marki — informuje Mariusz Szeib.

Dwa lata później Semax uruchomił linię dla dzieci Hot Oil. Część tej kolekcji, podobnie jak Deepa, jest przeznaczona na eksport. Można ją kupić w Irlandii, Czechach, na Słowacji, Litwie, Łotwie, w Kazachstanie i w Rosji.

Kłopot inspiracją

Sukces Semax zawdzięcza także pomysłowemu zagospodarowaniu tzw. nadmiarów magazynowych. Po każdym sezonie zostaje trochę ubrań, m.in. z powodu nieodebrania przez niektóre sklepy partnerskie zakontraktowanych kolekcji lub zbyt optymistycznych przewidywań popularności pewnych linii.

— Szukając sposobu na pozbycie się tego balastu, trafiłem na artykuł w piśmie „Handel” o centrach outletowych w USA — mówi Mariusz Szeib.

Skontaktował się z innymi dystrybutorami znanych marek, którzy mieli ten sam problem. Na początku grudnia 1999 r. powstał pierwszy sklep Vabbi Factory Outlet w Poznaniu. Dzisiaj to już sieć — obejmuje 32 sklepy w Polsce i trzy na Litwie. Sprzedaje resztki ze sprowadzanej przez Semax markowej odzieży i nadmiary magazynowe polskich dystrybutorów znanych marek, które po sezonie Semax odkupuje na preferencyjnych warunkach. Markowa odzież i obuwie kosztują tu od 30 do 70 proc. mniej niż w sklepach firmowych.

— W trzy lata zamierzamy zwiększyć liczbę tych sklepów do 100, z czego około 50 w innych krajach europejskich, na przykład na Litwie, Węgrzech, w Czechach, Niemczech i w Rumunii. Nic nam nie wiadomo, by poza Wielką Brytanią była w Europie inna taka sieć, typu factory outlet, jak Vabbi. A staramy się badać ten rynek bardzo dokładnie — mówi Mariusz Szeib.

Dać coś i innym

Szefowie Semaksu nie ograniczają się do biznesu. Uważają, że społeczna odpowiedzialność to obowiązek nie tylko wielkich korporacji.

— Przy okazji każdego otwarcia salonu Vabbi Factory Outlet obdarowujemy dom dziecka z tego miasta — ujawnia Mariusz Szeib.

Firma przy okazji różnych świąt pamięta też o podopiecznych z ponad 35 domów dziecka. W planach ma organizację we współpracy z bankiem BZ WBK i Pumą profesjonalnego turnieju piłkarskiego dla dzieci z tych placówek. Patronem ma być Bartosz Bosacki, zdobywca jedynych bramek dla Polski podczas tegorocznych piłkarskich mistrzostw świata, a obecnie „twarz” Vabbi Factory Outlet.

— Może przy okazji zostanie odkryty polski Ronaldo? — rozmarza się Mariusz Szeib.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Kulesza

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu