Spekulowanie na korekty w trendzie przynosi słabe efekty, a globalny sentyment nadal kreowany jest przez makro i spółki w USA. Biorąc pod uwagę moment w jakim znajduje się światowa gospodarka, można postawić tezę, że jesteśmy przynajmniej w średnioterminowym trendzie wzrostowym. Przed nami poprawa "twardych" (a nie tylko wyprzedzających) wskaźników makroekonomicznych i wyników spółek, co przy rosnącej akceptacji ryzyka wśród inwestorów będzie prowadziło do wzrostu cen akcji. Wykorzystanie mocy produkcyjnych w USA znajduje się na poziomie 68 proc., co oznacza, że zanim poprawi się dane z rynku pracy najpierw pracodawcy ograniczą liczbę zwolnień, w kolejnym etapie zwiększą czas pracy zatrudnionych już pracowników i dopiero na końcu zaczną zwiększać zatrudnienie i wynagrodzenia. W przypadku spółek amerykańskich ponad połowa zysków firm z SP 500 pochodzi spoza USA (możliwy wzrost indeksu przy słabym wzroście amerykańskiego PKB).
W tej fazie rynku kwestia wyceny większości spółek nie jest dla inwestorów barierą, bo uchwycenie tejże wyceny ze względu na osiągane wyniki w okresie kryzysu jest trudna — inwestorzy kupują teraz potencjał spółek jaki mają we wzrostowej fazie cyklu koniunkturalnego, co na bieżących wskaźnikach wyceny może oznaczać istotne przewartościowanie. Poprawa wskaźników makro i wyników spółek to również podwyższanie prognoz przez analityków — szczególnie na poziomie makro. Wraz z poprawą sentymentu na GPW, dodatnią stopą zwrotu z akcji i jednoczesnym wycofywaniem się banków z wysokiego oprocentowania lokat, należy oczekiwać rosnących napływów oszczędności do TFI, a to oznacza hossę na małych i średnich spółkach, które w drugiej połowie 2009 będą zachowywały się istotnie lepiej niż WIG20. W całej tej pozytywnej układance w długim, a nie tylko kilkumiesięcznym horyzoncie czasowym nadal brakuje jednak jednego kluczowego elementu — amerykańskiego i europejskiego konsumenta, który zaczął spłacać kredyty, a wygasający efekt działania pakietów stymulacyjnych pogarsza jego skłonność do zwiększania zakupów. To jednak nie powinno zaburzyć "recovery 2009". Rok 2010 pozostaje nadal wielką niewiadomą.