Miękkich nie poważają

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-11-24 00:00

Składanie przez nowych szefów rządów państw Unii Europejskiej wizyt w Brukseli stało się już dyplomatycznym standardem. Na dodatek czas jest wyjątkowo gorący — zarówno budżet UE na rok 2006, jak i wieloletni plan finansowy 2007-13 wciąż znajdują się w fazie sporów.

Nic zatem dziwnego, że brukselskim szlakiem niemal jednocześnie wyruszyli Kazimierz Marcinkiewicz i Angela Merkel, z tym że pani kanclerz wstąpiła najpierw do Paryża. Wczoraj w Brukseli premierzy spotkali się w kilkugodzinnych odstępach z przewodniczącymi: Komisji Europejskiej — José Manuelem Barroso, oraz Parlamentu Europejskiego — Josepem Borrellem. Dzisiaj zaś szefowie rządów Polski i Niemiec będą (oczywiście także odrębnie) konferować z premierem Tonym Blairem, który sprawując prezydencję Unii Europejskiej, spina wszystkie nitki trudnych kompromisów budżetowych.

Dla polskiego szefa rządu wizyta w obu instytucjach unijnych miała znaczenie nie tylko kurtuazyjne — jej najważniejszym wątkiem było pokazanie się Kazimierza Marcinkiewicza jako premiera ani lepszego, ani gorszego od innych, docierających na Rondo Schumana z pozostałych 24 państw członkowskich. Chodziło o nadanie czytelnego sygnału, iż Polska pod nową władzą pozostaje takim samym członkiem Unii Europejskiej, jakim była przed wyborami.

Naprawdę był już po temu najwyższy czas, albowiem o ile media krajowe przyjęły wobec rządu PiS postawę wyczekiwania na konkrety, o tyle panikarska prasa unijna zdążyła mu już poprzypinać najróżniejsze łatki i zagrać larum. Z drugiej strony — ostrym reakcjom trudno się dziwić, na przykład po bezmyślnych deklaracjach minister finansów Teresy Lubińskiej.

Czy odkłamanie obrazu nowej Polski się udało? Krótka rozmowa premiera oczywiście niczego nie zmienia, w końcu i przez kraj, i przez zagranicę oceniany będzie po czynach. W każdym ra- zie zapowiada się, że w kwestiach budżetowych na lata 2007-13 Polska może być równie twarda jak na pamiętnym szczycie w Kopenhadze. Czyli — Marcinkiewicz niczym Miller? Ależ oczywi- ście, albowiem miękkich tam nie po- ważają...