Miękkie podejście zamiast sztywnych reguł

opublikowano: 12-02-2018, 22:00

Bankructwa banków spółdzielczych zniechęcają małe firmy do współpracy z tego typu instytucjami. A szkoda, bo można na niej dużo zyskać

O wartości banków spółdzielczych właściciele małych firm przekonują się najczęściej, gdy przychodzi czas spłaty kredytu, a oni chwilowo nie mają potrzebnej gotówki.

ZAUFANIE POD ZNAKIEM ZAPYTANIA: Bank Spółdzielczy
Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie upadł pod koniec 2015 r. Rok później
zbankrutował Bank Spółdzielczy w Nadarzynie. Do tego blisko 40 innych banków
spółdzielczych planuje postępowanie naprawcze. To wystarczy, żeby zachwiać
zaufanie firm do tego sektora.
Wyświetl galerię [1/2]

ZAUFANIE POD ZNAKIEM ZAPYTANIA: Bank Spółdzielczy Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie upadł pod koniec 2015 r. Rok później zbankrutował Bank Spółdzielczy w Nadarzynie. Do tego blisko 40 innych banków spółdzielczych planuje postępowanie naprawcze. To wystarczy, żeby zachwiać zaufanie firm do tego sektora. Fot. Marek Wiśniewski

— Komercyjne instytucje żądają pieniędzy natychmiast, natomiast bank spółdzielczy po odpowiednich wyjaśnieniach grzecznie na nie poczeka. W pierwszym przypadku muszą decydować statystyki, a w drugim bezpośrednie relacje z klientami pozwalają zrozumieć ich sytuację i podjąć inną decyzję — tłumaczyli przedsiębiorcy podczas jednego ze spotkań firm rodzinnych.

Nie ma się czego bać

Zaufanie do banków spółdzielczych podburzają jednak w ostatnim czasie informacje o bankructwach w tym sektorze oraz słabej kondycji niektórych działających w nim podmiotów. Pod koniec 2015 r. upadł Bank Spółdzielczy Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie, a pod koniec 2016 r. Bank Spółdzielczy w Nadarzynie. Ponadto blisko 40 takich instytucji (ok. 7 proc. wszystkich) ma plany postępowania naprawczego.

— Dodatkowo to właśnie w tym sektorze działa siedem podmiotów niespełniających minimalnych wymogów kapitałowych. Co prawda ich liczba i udział w aktywach sektora bankowego (0,3 proc.) są niewielkie, ale sam fakt występowania tego zjawiska jest niepożądany — mówi Łukasz Kozłowski z Katedry Bankowości, Ubezpieczeń i Ryzyka w Akademii Leona Koźmińskiego. Wiele firm obawia się współpracy z instytucjami będącymi w słabej kondycji. Często ich lęk przenosi się na cały sektor — warto nadmienić, że przedsiębiorcy czasem mylą banki działające w tej samej okolicy, szczególnie jeżeli mają zbliżone logo.

— Często nie rozróżniają od siebie różnych banków spółdzielczych i traktują je jak jeden organiczny twór — zwraca uwagę Łukasz Kozłowski. Tylko czy naprawdę jest się czego bać?

Wyjątki

Eksperci podkreślają, że generalnie sektor banków spółdzielczych jest stabilny.

— Warto zwrócić uwagę, że oba przypadki upadłości miały dość specyficzne podłoże. Bankructwo nie wynikało wprost z błędnych decyzji biznesowych podejmowanych przez zarządzających, tylko wiązało się z nieprawidłowościami o charakterze kryminalnym, z wyłudzeniami kredytów. Dlatego nie patrzyłbym na sytuację finansową całego sektora bankowości spółdzielczej przez pryzmat tych dwóch przypadków — tłumaczy Łukasz Kozłowski. Zgadza się z nim Zdzisław Kupczyk, prezes zarządu Banku Polskiej Spółdzielczości (BPS), zrzeszającego 351 instytucji.

— Sytuacja finansowa banków spółdzielczych jest stabilna. Najlepszym potwierdzeniem jest to, że od czasu powstania BPS w 2002 r., mimo wielu negatywnych zjawisk występujących w tym czasie w gospodarce, zdarzyła się tylko jedna upadłość banku spółdzielczego. W 2016 r. SK Bank w Wołominie zbankrutował w wyniku poważnychbłędów w zarządzaniu. Ale to jest absolutnie wyjątek. Innym procesem jest coraz mniejsza liczba banków spółdzielczych. W latach 90. było ich ok. 1,5 tys., teraz jest ok. 550. To efekt świadomie prowadzonych procesów połączeniowych, które wzmacniają cały sektor — mówi Zdzisław Kupczyk.

Łukasz Kozłowski podkreśla, że mimo wielu instytucji objętych procedurami naprawczymi nie należy niepokoić się o kolejne bankructwa. Po pierwsze, działają systemy ochrony instytucjonalnej (IPS), więc zagrożone banki mogą szukać wsparcia u innych członków danego systemu. — Po drugie, w przypadku dużych problemów finansowych jakiegokolwiek banku spółdzielczego spodziewałbym się raczej, że sektor poradzi sobie z tym na drodze fuzji i przejęć, tak jak dotychczas — mówi Łukasz Kozłowski.

Zawiedli ludzie

O bezpieczeństwie takich instytucji zapewnia też Michał Krakowiak, wiceprezes Krajowego Związku Banków Spółdzielczych (KZBS). Jego zdaniem kilka przypadków upadłości w ciągu kilku lat przy 551 działających bankach może świadczyć jednak o potrzebie pewnych zmian w sektorze banków spółdzielczych. W tym celu wprowadzono choćby systemy IPS. Poza tym większość banków spółdzielczych z powodzeniem nadąża za zmianami technologiczno-regulacyjnymi.

— Wyzwanie stanowi jednak przyszłość i potrzeba zrozumienia jej dzisiaj, co przy tradycyjnym modelu działania nie jest łatwe — mówi Michał Krakowiak. Tłumaczy, że w przypadku banków spółdzielczych ważna jest także integracja.

— Pozwala na zwiększanie poziomu ich bezpieczeństwa, ale także wpływa na obniżanie jednostkowych kosztów, a więc na poprawę efektywności. Współczesna bankowość spółdzielcza na świecie działa w zintegrowanych grupach. W tym kierunku w coraz większym stopniu podążą także polskie banki — tłumaczy Michał Krakowiak.

W grupie łatwiej nie tylko o wsparcie w przypadku problemów finansowych, ale także jeśli chodzi o korzystanie z nowych technologii.

— Liczba placówek wciąż jest ważna, ponieważ klienci nadal cenią fizyczną bliskość i stanowi ona sporą przewagę banków spółdzielczych. Jednak coraz częściej oczekują także wygody w wersji cyfrowej. Dlatego banki spółdzielcze powinny rozwijać — i rozwijają — kanały bankowości internetowej i mobilnej — tłumaczy Michał Krakowiak.

Podkreśla, że kwestia zaufania do banków spółdzielczych powinna być oceniana głównie w kontekście ich lokalności.

Dobrze znają klientów

— Banki, w których doszło do nieprawidłowości skutkujących upadkiem, były płaszczyzną konfliktów w przynajmniej części ich gremiów członkowskich. Regulacyjno-nadzorcze funkcje KNF sprawowane są w środowisku tych banków na ogólnych zasadach. Należy pamiętać, że bank spółdzielczy nadzorowany jest w pierwszej kolejności przez lokalnych członków. Ten model demokratycznego zarządzania od ponad stu kilkudziesięciu lat bardzo dobrze funkcjonuje i sprawdza się w wielu kulturach. Przynosi także efekty w postaci statystycznie bardzo wysokich parametrów bezpieczeństwa. Potwierdzeniem są tu także dane polskiego sektora banków spółdzielczych. Tych kilka przypadków bankructw nie zmienia statystycznego obrazu sektora jako bardzo bezpiecznego. Ale nawet najlepsze zasady nie mają samoistnej siły sprawczej. Liczą się zawsze ludzie — tłumaczy Michał Krakowiak.

Trudno też zapomnieć o przewagach, jakie mają banki spółdzielcze w stosunku do komercyjnych, jeśli chodzi o finansowanie MSP. Choć te drugie często potrafią szybciej i sprawniej obsłużyć klienta, a dodatkowo mogą mu zaoferować bardziej nowoczesne narzędzia i kredytowanie w niższej cenie, to wiele firm finansowania u nich nie dostanie.

— Banki spółdzielcze są mocno umiejscowione w lokalnych środowiskach. Dobrze znają swoich klientów, nawet jeżeli ci nie są w stanie przedstawić twardych dowodów, np. w postaci sprawozdań finansowych świadczących o dobrej kondycji finansowej. Dzięki temu miękkiemu podejściu są w stanie finansować także te podmioty, które w komercyjnych instytucjach odpadają w przedbiegach. Najbardziej potrzebują takiego zindywidualizowanego podejścia właśnie małe i średnie firmy, a zwłaszcza nowe spółki, które nie mogą udokumentować działalności za pomocą sprawozdań finansowych. Ma ono oczywiście także swoje wady. W jego przypadku decyzje nie są tak szybkie, jak mogłyby być, gdyby oparte były na matematycznych algorytmach wykorzystywanych w bankach komercyjnych. Większa czasochłonność może też rodzić dla banku większe koszty — tłumaczy Łukasz Kozłowski. Jednocześnie z tego samego powodu może ucierpieć kondycja niektórych instytucji.

— Banki spółdzielcze są stworzone do kredytowania lokalnego biznesu, szczególnie małego. Ich misja polega na tym, aby m.in. nie zostawiać w potrzebie znanego często bezpośrednio klienta. Czasami ma to swoją cenę w postaci efektywności samego banku — zwraca uwagę Michał Krakowiak. Z drugiej strony, jak zauważa Michał Zielke — właściciel BizON Capital, wcześniej przez wiele lat zarządzający portfelami kredytów dla MSP w bankach — dzięki lepszemu rozeznaniu lokalnego rynku instytucje spółdzielcze są w stanie trafniej podejmować decyzje dotyczące finansowania firm.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Miękkie podejście zamiast sztywnych reguł