Mielżyński wierzy w wymagających Polaków

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2014-07-15 00:00

Pomysł na biznes:Robert Mielżyński ma już winiarnie w dwóch miastach i planuje otwarcie kolejnych. Ale wielkiej sieci nie chce tworzyć, by nie stracić z oczu klientów

Po dziesięciu latach działalności winiarnia Mielżyński otwiera trzeci lokal.

RECEPTA NA SUKCES: Największe wyzwanie dla małego przedsiębiorcy? Wypracowanie reguł i procedur, a także pełna kontrola nad wydatkami. Bardzo ważni są też odpowiedni pracownicy i trafiona lokalizacja. Dopiero później można skupić się na pozyskiwaniu kapitału na dalszy rozwój — mówi Robert Mielżyński, właściciel firmy Mielżyński Wines Spirits Specialties.  [FOT. GK]
RECEPTA NA SUKCES: Największe wyzwanie dla małego przedsiębiorcy? Wypracowanie reguł i procedur, a także pełna kontrola nad wydatkami. Bardzo ważni są też odpowiedni pracownicy i trafiona lokalizacja. Dopiero później można skupić się na pozyskiwaniu kapitału na dalszy rozwój — mówi Robert Mielżyński, właściciel firmy Mielżyński Wines Spirits Specialties. [FOT. GK]
None
None

— Fundamenty buduję bardzo powoli, ale są dzięki temu stabilne. Za kolejne dziesięć lat chciałbym być obecny w kilku głównych miastach Polski, aby rozbudować i umocnić markę. Chcę tworzyć miejsca z atmosferą, gdzie ludzie chętnie kupują, jedzą i do których z przyjemnością wracają — mówi Robert Mielżyński, twórca Mielżyński Wines Spirits Specialties.

Importowane przez siebie alkohole sprzedaje w dwóch składach win połączonychz wine barami, sklepie z mocniejszymi trunkami, online i do kanału HoReCa (hotele, restauracje, katering) za ponad 20 mln zł rocznie. Rozpoczął w 2004 r. od uruchomienia lokalu na warszawskim Żoliborzu, przy ul. Burakowskiej. Pięć lat temu otworzył sklep i wine bar w Poznaniu. Na początku przyszłego roku dołoży do tego winiarnię na warszawskim Mokotowie.

— Nie rozwijamy się szybko, bo świadomie wydajemy tylko tyle, ile zarobimy, i nie wspomagamy się kredytami. Pieniądze to jednak niejedyny czynnik, który decyduje o tym tempie. Ważniejsze od nich jest znalezienie właściwego miejsca, ludzi i wyrobienie marki. Odpowiedniego lokalu na Mokotowie szukałem pięć lat. Chcę mocno zaznaczyć swoją obecność w Warszawie, zanim biznesowo wyruszę w inne części Polski — twierdzi Robert Mielżyński.

Opowiada, że jeszcze kilka lat temu klienci byli gotowi przyjechać do winiarni z drugiego końca miasta. To się jednak zmieniło.

— Dzisiaj szkoda im czasu poświęconego na dojazd i powrót, więc część z nich do nas nie dociera — dodaje szef Mielżyński Wines Spirits Specialties.

Kolejne lokale Mielżyńskiego mają pojawić się we Wrocławiu, Gdyni i Krakowie. Zbudowania wielkiej sieci jednak nie planuje.

— Najważniejsze dla mnie jest utrzymanie wysokiej jakości w każdym z otwieranych lokali. Nie jestem w stanie być wszędzie, a nie chcę, by wypracowana przez tyle lat marka traciła swój wizerunek. W Warszawie jestem jak najczęściej na miejscu, rozmawiam z klientami, znam ich, widzę, co im odpowiada, reaguję na ich potrzeby — opowiada biznesmen.

Jego zdaniem, najważniejsze zadanie dla właściciela winiarni to edukacja w zakresie win i ciekawa oferta w przystępnych cenach. Organizuje więc degustacje, na które przyjeżdżają producenci z całego świata.

— Polacy stają się coraz bardziej wymagający. Muszą być, odpowiednio obsłużeni, bez względu na to czy wychodzą z winem za 20 zł, czy ze skrzynkami wartymi kilka tysięcy. Dlatego sprowadzam tylko takie wina, pod których jakością mogę się podpisać, niezależnie od tego, czy butelka kosztuje 30 czy 300 zł — tłumaczy Robert Mielżyński.

Zapewnia, że coraz szersza półka z winami w sieciach handlowych nie przeszkadza mu w biznesie.

— Sieci dają ludziom szanse na spróbowanie wina i oswojenie go. Mogą ucierpieć na tym ci importerzy, którzy postawili na tanie i bardzo tanie wina. Duża sieć jest bowiem w stanie sama negocjować z producentami i nie potrzebuje ich pośrednictwa. Oni sami zaś nie są w stanie konkurować ceną z dyskontami. Ja w ofercie mam 500 etykiet, które co jakiś czas się zmieniają. Tego nie jest w stanie zaoferować żadna sieć handlowa — przekonuje Robert Mielżyński.

Takim jak on sprzyjają też coraz częstsze podróże Polaków.

— Za granicą próbują różnych lokalnych win i chcieliby je później móc kupić w kraju. Coraz częściej wolą też pić wina ciekawe niż tylko znane i drogie. Jest to więc szansa dla kogoś, kto ma know-how, zna dostawców i wie, jak kupować. Tego nie może zaoferować ani sieć handlowa, ani osoba, dla której winiarnia jest jednym z wielu biznesów — twierdzi Robert Mielżyński.