Kolejne fiasko rozmów nie przekreśla nadziei na zniesienie blokady na polskie mięso. Przedsiębiorcy nie tracą wiary.
Nadzieja umiera ostatnia. Choć do rosyjsko-unijnego szczytu w Samarze zostało trzy tygodnie, a sprawa blokady na polskie mięso nadal tkwi w martwym punkcie, to zarówno unijni dyplomaci, jak i polscy przedsiębiorcy wciąż wierzą w porozumienie.
— Mamy nadzieję, że problem zostanie wkrótce rozwiązany. W każdym razie jeszcze przed szczytem (18 maja) —przekonywał Javier Solana, szef unijnej dyplomacji, podczas wczorajszych rozmów Unia —Rosja w Luksemburgu.
Benita Ferrero Waldner, komisarz UE ds. stosunków zewnętrznych, zaapelowała o zniesienie zatruwającej wzajemne stosunki blokady.
— Do strony rosyjskiej należy obecnie wysłanie jasnego sygnału. Mam nadzieję, że okaże się to możliwe — mówi Ferrero Waldner.
Nadziei nie tracą także krajowi przedsiębiorcy.
— Wierzę w porozumienie, bo muszę wierzyć. Mam zapewnienia ministerstwa rolnictwa i inspekcji weterynaryjnej, że strona polska zrobiła wszystko, co mogła w ramach unijnego prawa. Potwierdzili to eksperci Komisji Europejskiej. Jeżeli cokolwiek oprócz politycznych decyzji można jeszcze uczynić, musi to zaproponować Bruksela — twierdzi Witold Choiński, prezes Polskiego Związku Producentów Eksporterów i Importerów Mięsa.
Na konieczność zgody wskazują interesy obu stron.
— Rosji, podobnie jak Unii, zależy na podpisaniu umowy handlowej. Moskwa swoim zwyczajem do końca będzie pokazywać twarde stanowisko. Nie przypuszczam jednak, by dłużej chciała iść w zaparte —przekonuje Witold Choiński.
Tymczasem do Kremla nie trafiają żadne argumenty.
Przełomu nie przyniosło weekendowe unijno-rosyjskie spotkanie na Cyprze, po którym, jak się okazało, wszyscy zbyt wiele oczekiwali. Rosja nadal chce repety kontroli polskich zakładów, Unia uważa, że to zbyteczne, a w Polsce politycy komentują, że tłem uporu Moskwy jest tarcza antyrakietowa i energetyka. Czy polityczna wojna nerwów znajdzie swój finał wiosną, zależy głównie od Władimira Putina.