MIĘSO: WIELKIE FIRMY TRACĄ RYNKI LOKALNE
Duzi producenci nie potrafią otrząsnąć się ze skutków kryzysu w branży
Głównie małe i średnie firmy zyskały na kryzysie w branży mięsnej. Umacniając swoją pozycję na rynkach lokalnych, skutecznie konkurują z liderami branży. Na razie.
Giganci rynku mięsnego, czyli Animex, Farm Food czy Sokołów, znaczącą część swoich wyrobów (często ponad 30 proc. produkcji) eksportowali na rynki wschodnie. Po kryzysie rosyjskim nadwyżki skierowali na rynek krajowy. Niespodziewanie jednak nadziali się na silną rodzimą konkurencję. Na większości rynków lokalnych bardzo mocną pozycję wyrobiły sobie średnie i małe firmy, które mimo kryzysu na Wschodzie nie zanotowały znaczącego spadku sprzedaży. O klienta walczą zaś niższymi cenami.
Zdaniem Mirosława Szulca, prezesa Polskiego Związku Producentów, Importerów i Eksporterów Mięsa, na obecną sytuację na rynku mięsnym ma wpływ nie tylko kryzys rosyjski.
— Wszyscy zapominają, albo nie chcą mówić, o spadku spożycia w kraju, wywołanym prawdopodobnie ubożeniem społeczeństwa — zauważa Mirosław Szulc.
Większość przedstawicieli branży mięsnej prognozuje, że kryzys powinien się zakończyć w przyszłym roku. Miną jednak jeszcze 2-3 lata, zanim dojdzie do wyrównania efektywności małych firm oraz dużych holdingów. Dopiero wtedy na rynku będą zdecydowanie dominować wielcy producenci.
20-30 proc. rynku
Bogdan Noga, dyrektor Zakładów Mięsnych Skiba z Chojnic (pierwsze miejsce wśród firm mięsnych według rankingu BOSS), podkreśla, że mimo lepszej kondycji finansowej, firmy średnie też odczuwają kryzys. Nad dużymi holdingami mają jednak tę przewagę, że nie były uwikłane w handel z Rosją. Wygrywają też czytelną organizacją wewnętrzną, krótkimi procesami decyzyjnymi.
— Jesteśmy bardziej mobilni. Szybciej potrafimy dostosować się do zmian rynkowych i potrzeb konsumentów niż duże grupy mięsne — twierdzi Bogdan Noga.
Przyznaje jednak, że w przyszłości znaczną część rynku zajmą duże grupy. Ocenia, że będzie należało do nich 50-60 proc. rynku. Średnie firmy będą musiały zadowolić się zaledwie 20-30 proc. rynku. Za kilka lat proporcje mogą się odwrócić jeszcze z innego powodu. Niewielkie przedsiębiorstwa nie dysponują odpowiednim kapitałem, który może okazać się kluczowy po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej (m.in. nie stać ich będzie na prowadzenie agresywnej reklamy).
Unijna selekcja
Tezę tę popiera Zbigniew Nasiłowski, prezes Animexu. Przyznaje jednak, że obecnie liderzy rynku borykają się z uzyskaniem odpowiednich proporcji kosztów stałych do przychodów. Ciążą bowiem na nich nie wykorzystane moce produkcyjne.
— Po wstąpieniu do UE małe firmy odpadną, a średnie staną przed problemem doinwestowania. Decydującą rolę odegra kapitał zagraniczny — mówi prezes Animexu.
Poprzeczka eksportu
Z kolei Wojciech Wtulich, prezes Farm Foodu, podkreśla, że przyszłość branży w znaczącym stopniu zależeć też będzie od egzekwowania przepisów weterynaryjno-sanitarnych. Podzieli to branżę na firmy o statusie unijnym oraz lokalnym.
Zdaniem szefa Farm Foodu, przyszłość branży mięsnej w dużym stopniu zależeć będzie również od zamożności społeczeństwa. Obecnie wyraźnie widoczny jest spadek konsumpcji. Powstałych w ten sposób strat nie można nadrobić eksportem, gdyż Polska nie prowadzi wystarczającej polityki proeksportowej.
CHWILOWA DEFENSYWA: Prezesi największych firm mięsnych (od lewej Wojciech Wtulich z Farm Foodu, Zbigniew Nasiłowski z Animexu oraz Mirosław Szulc, prezes PZPIiEM, zgodnie uważają, że liderzy rynku tylko chwilowo stracili wiodąca pozycję na rynkach lokalnych. Ostatecznie dominacja i takĂjest im pisana, bo jak przekonują, nikt nie wytrzyma z nimi na dłuższą metę. fot. GK, BS