Mieszkaniówka mało obchodzi polityków

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2005-07-19 00:00

Zdaniem przedsiębiorców, żadna partia przed wyborami parlamentarnymi nie przedstawiła całościowego programu dotyczącego branży budowlanej.

Postanowiliśmy sprawdzić, jak bardzo politycy przejęli się kryzysem w budownictwie mieszkaniowym i czy ich pomysły to efekt pracy ekspertów, czy jedynie puste hasła pełniące rolę kiełbasy wyborczej. Odszukaliśmy w ich programach fragmenty dotyczące budownictwa mieszkaniowego i daliśmy je do oceny przedsiębiorcom z branży budowlanej.

Plany i ograniczenia

Przedsiębiorcy zgodnie uważają, że obecnie najtańszym i najprostszym do wykonania działaniem na rzecz rozwoju budownictwa mieszkaniowego jest zmiana ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym. W swoich programach wspominają o tym tylko Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość.

Przedsiębiorcy pozytywnie oceniają również postulat PO dotyczący nowelizacji prawa budowlanego. Józef Wojciechowski, właściciel i przewodniczący rady nadzorczej spółki J. W. Construction, zwraca uwagę, że jedynie Platforma proponuje rozwiązania niwelujące utrudnienia w rozpoczynaniu budowy.

Administracja

Branża budowlana liczy również na oddzielenie budownictwa od Ministerstwa Infrastruktury. Kryzys mieszkaniowy jest jej zdaniem spowodowany m.in. tym, że resort ponosi odpowiedzialność za zbyt wiele dziedzin i zaniedbuje budownictwo.

Zbigniew Bachman z Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa (PIPHB) twierdzi, że należy powołać ministerstwo budownictwa. Pogląd ten podziela Jacek Bielecki z Polskiego Związku Firm Deweloperskich, choć uważa, że obecnie raczej nie ma na to szans. Jego zdaniem, alternatywnym rozwiązaniem byłaby reaktywacja Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast. Wśród polityków taki pomysł przedstawił tylko poseł Wiesław Okoński z SLD. Jednak jest on w Sojuszu ze swoimi koncepcjami odosobniony, bo to właśnie Sojusz zlikwidował urząd.

Dotacje

W wielu programach wyborczych, dotyczących budownictwa mieszkaniowego, pojawia się postulat zwiększenia dotacji z budżetu państwa. Różne partie mają różne pomysły, na co te pieniądze wydać. PiS chciałby na przykład uruchomić akcję tanich kredytów, Demokraci.pl daliby gminom dotacje na dodatki mieszkaniowe, budowę mieszkań i obiektów socjalnych i termomodernizację. Unia Pracy zwiększyłaby dotacje z budżetu nawet do 2 proc. PKB. Jednak zdaniem przedsiębiorców pompowanie pieniędzy z budżetu nie rozwiąże problemu.

Konrad Marchlewski, dyrektor finansowy Grupy Atlas, uważa, że propozycja zwiększenia zaangażowania budżetu państwa lub samorządów jest kosztowna i obarczona ryzykiem niepowodzenia z racji poziomu deficytu budżetowego.

— Trzeba znaleźć mechanizmy, które nie obciążą budżetu, a pozwolą przedsiębiorcom zwiększyć podaż. Państwo wydaje rocznie kilkaset milionów złotych na nieefektowne przedsięwzięcia typu TBS. Te same pieniądze, przeznaczone np. na fundusz poręczeń kredytowych dla deweloperów, rozwiązałyby problem dostępności do kredytów firm deweloperskich, nie obciążając budżetu, a nawet przynosząc mu zyski. W Polsce problem leży po stronie podaży, a nie popytu. Ułatwienie dostępu do kredytów dla deweloperów pozwoliłoby zwiększyć liczbę budowanych mieszkań — tłumaczy Jacek Bielecki.

Ciekawy i profesjonalnie opracowany pomysł finansowania budownictwa mieszkaniowego jest zdaniem Zbigniewa Bachmana zawarty jedynie w programie „Rodzina na swoim”, przedstawionym przez PiS. Według szefa PIPHB autorzy tego projektu jako jedyni poważnie zajęli się kwestią stworzenia narzędzi bankowych.

Podatki i cała reszta

Zbigniew Bachman uważa również, że mało w programach partii mówi się o podatku VAT. Kwestię tę podjęła jedynie Liga Polskich Rodzin, postulująca likwidację 22- -proc. stawki dla budownictwa i materiałów budowlanych, oraz Socjaldemokracja Polska, która chce zwrotu podatku VAT do poziomu 7 proc. dla osób fizycznych budujących samodzielnie. Jednak bardzo odważny pomysł LPR nie spotkał się z uznaniem przedsiębiorców.

— Nie da się zwolnić budownictwa z podatku VAT, nie byłoby to zresztą korzystne — mówi Jacek Bielecki.

Natomiast obniżenie VAT na materiały do 7 proc. oraz utrzymanie 7 proc. na usługi i sprzedaż nowych mieszkań jest jego zdaniem postulatem jak najbardziej słusznym.

Józef Wojciechowski dodaje, że godna uwagi jest propozycja SdPl, ponieważ powinna przełożyć się na ożywienie budownictwa indywidualnego. Jacek Bielecki zauważa jednak, że politycy SLD wysuwali ten postulat, już będąc w rządzie Leszka Millera, kiedy mieli władzę i mogli go zrealizować.

— SdPl działa w myśl zasady: to, co obiecaliśmy, że zrobimy, a nie zrobiliśmy, kiedy mogliśmy, zrobimy, kiedy nie będziemy mogli — komentuje Jacek Bielecki.

Jako działalność zbójecką określa on natomiast wysuwaną przez Unię Pracy propozycję obligatoryjnego lokowania w Krajowym Funduszu Mieszkaniowym poważnej części środków funduszy emerytalnych. Jego zdaniem, żaden rząd nie ma prawa sięgać po pieniądze funduszy emerytalnych z przeznaczeniem na inny cel, niż ten, do którego te fundusze zostały powołane — maksymalizacji zysków w interesie przyszłych emerytów.

Jacek Bielecki za nieskuteczną uznał też propozycję Platformy Obywatelskiej, aby zredukować udział własny przy kredycie mieszkaniowym do 5-10 proc. Istnieją już bowiem komercyjne kredyty bez wymogu wpłaty własnej.

Tak zwane kotwice Leppera również nie spotkały się z przychylnością przedsiębiorców.

Większość z nich uważa te propozycje za absurdalne.

— Kotwica druga to tylko realizacja hasła „Balcerowicz musi odejść” i nie ma ona nic wspólnego z rozwojem budownictwa — zauważa Jacek Bielecki.

Natomiast likwidację rezerw dewizowych, czyli kotwicę pierwszą, Konrad Marchlewski ocenia jako raczej niemożliwą do realizacji.

Jedynie Zbigniew Bachman uważa, że pomysł polegający na tym, żeby trzymać swoje pieniądze u siebie, a nie w obcych bankach, jest słuszny. Szef PIPHB dodaje jednak, że nie jest to postulat wymyślony przez Samoobronę, lecz przez prof. Pawła Bożyka, ekonomistę związanego niegdyś z SLD.

Branża budowlana ma nadzieję, że następny rząd poważnie zajmie się kwestią rozwoju budownictwa mieszkaniowego. Wydaje się jednak, że przełom nie nastąpi.

— W programach można znaleźć interesujące propozycje, ale żadnego nie można uznać za całościowy. Zresztą programy programami, jednak — jak pokazuje praktyka — nawet najwspanialsze wizje po wyborach zmieniają się w niemoc codziennego rządzenia — podsumowuje Konrad Marchlewski.