Miliony na dobry PR atomu

Karol Jedliński
opublikowano: 2011-10-14 00:00

PGE rusza z kilkuletnią kampanią mającą zmienić negatywny stosunek Polaków do elektrowni atomowych. Wyda ok. 10 mln zł

51 proc. Polaków jest przeciwnych budowie elektrowni atomowej w Polsce. Zdecydowanie za jest ledwie 10 proc. — wynika z ostatnich badań. W gminach, takich jak Krokowa, w skład której wchodzi Żarnowiec, brany jako jedna z trzech potencjalnych lokalizacji, poparcie dla tej idei jest śladowe. Wizerunkowym kłopotem zajęła się Polska Grupa Energetyczna (PGE), która do 2020 r. ma wybudować pierwszą elektrownię atomową. Rząd dał jej zielone światło na wybór miejsca i technologii, 50 mld zł do wydania na budowę też nie jest problemem. Wobec społeczeństwa PGE postanowiła użyć siły argumentów. Właśnie uruchomiła program edukacyjno– informacyjny „Świadomie o atomie”.

— Zależy nam na stworzeniu platformy dialogu, także z naszymi przeciwnikami. Nie da się ukryć, że projekt budowy elektrowni jądrowej w Polsce wywołuje niespotykane przy innych tego typu przedsięwzięciach emocje społeczne. Te wynikają często z braku podstawowej wiedzy na temat energetyki jądrowej — przekonuje Tomasz Zadroga, prezes PGE.

PR w reaktorze

Program ruszył, ale największe wyzwanie dla PGE zacznie się z chwilą wybrania ostatecznejlokalizacji. Wtedy emocje społeczne, także w lokalnych społecznościach, sięgną zenitu. By je ostudzić, PGE chce wydać ok. 10 mln zł do końca 2013 r. Tyle, według informacji „PB”, mają kosztować działania public relations jak i marketingowe skierowane przede wszystkim do ludzi mieszkających w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od przyszłej elektrowni. Wczoraj PGE ogłosiła przetarg, który dla branży PR będzie jednym z największych projektów w ostatnich latach.

— Charakter projektu i obostrzenia przetargu co do podmiotów mogących stanąć w szranki powodują, że firmy public relations będą się wiązać w konsorcja z np. domami mediowymi. Sam projekt jest ciekawy, ale zarazem bardzo trudny — przekonuje Sebastian Hejnowski, dyrektor zarządzający agencji Ciszewski Public Relations.

Energetyczny kryzys

Zdaniem speców od wizerunku, problem z atomem w społecznej percepcji opisać da się dwoma słowami: Czarnobyl i Fukushima.

— Ryzyko kampanii wizerunkowej wiąże się także z tym, że np. lada miesiąc na jaw wyjdą wyniki stress testów w ponad 140 elektrowniach atomowych w Europie. I jeśli w choć jednej znalezione zostaną jakiekolwiek usterki, to media będą o tym mówić bardzo dużo, podobnie jak opinia publiczna. I wtedy nastawienie Polaków do atomu może się stać jeszcze bardziej nieufne lub wręcz wrogie, niezależnie od racjonalnych argumentów PGE — przekonuje Sebastian Hejnowski. Zdaniem Katarzyny Przewuskiej, prezes agencji Euro RSCG Sensors, fakt, że zleceniodawca przetargu jako lidera konsorcjum postrzega agencję public relations, świadczy o tym, że dobrze odrobił pracę domową. Bo działania wizerunkowe wokół elektrowni atomowej będą w dużym stopniu opierały się na zarządzaniu permanentnym kryzysem.

— Nie dziwi mnie wysokość budżetu, jego dużą część pochłonie zapewne zakup mediów i logistyka działań na miejscu przyszłej budowy. Przy czym praca konsultanta przy tak delikatnym projekcie zapewne też będzie wyceniana wyżej — dodaje Katarzyna Przewuska. Najlepsi spece od zarządzania kryzysowego w Polsce potrafią za godzinę brać tyle, ile w miesiąc zarabia przeciętny mieszkaniec Żarnowca, czyli nawet 2 tysiące złotych. Dużo? Niewiele, jeśli wierzyć słowom prezesa PGE, że już w 2020 r. energia jądrowa będzie najtańsza w UE.

12,3 mln zł Takie przychody w 2010 r. miał Partner of Promotion, największa agencja PR w Polsce. To niewiele więcej, niż wynosi budżet przetargu PGE.

Żarnowiec 20 lat temu, czyli wojna na noże

Na przełomie lat 80. i 90., gdy ostatecznie konał projekt budowy elektrowni atomowej w okolicach pomorskiego Żarnowca, nie było w Polsce ani jednej agencji public relations. Miejscowi chłopi blokowali ciężarówkom dojazd na plac budowy, do rządowych instytucji wysłali w sumie kilka tysięcy listów protestacyjnych, konflikt eskalował z tygodnia na tydzień. W maju 1990 r. na fali społecznych niepokojów władze postanowiły przeprowadzić lokalne referendum w sprawie budowy elektrowni. 86 proc. głosujących było przeciw, frekwencja wyniosła 45 proc. We wrześniu budowę przerwano.