Milo przemalowane na Lekkerland

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 2006-02-22 00:00

Za 45 mln EUR Niemcy przejęli polskiego dystrybutora, który coraz mocniej będzie wchodził w sprzedaż żywności.

Warszawskie Milo, które w 2005 r. osiągnęło 2,7 mld zł obrotów, znane było do tej pory głównie z dystrybucji papierosów. Od niedawna spółka, która należy do ścisłej czołówki polskich dystrybutorów dóbr szybko zbywalnych, rozkręciła też sprzedaż artykułów spożywczych, w tym alkoholi. Teraz, dzięki zdobyciu silnego partnera, powinna jeszcze przyśpieszyć.

W rozszerzeniu oferty pomoże Milo niemiecka firma Lekkerland, która przejęła 100 proc. akcji spółki. Poprzednim właścicielom — niemieckiej grupie TWI i czterem polskim biznesmenom — zapłaciła za akcje 45 mln EUR.

— W Europie Zachodniej w naszym biznesie mamy do czynienia z pewną stagnacją. Dlatego inwestujemy na wschodzie Europy, gdzie rynek ma przed sobą wciąż duży potencjał wzrostu — mówi Michael Gerlif, członek zarządu Lekkerland ds. finansowych.

Jedną z konsekwencji przejęcia będzie zmiana nazwy i logo Milo na Lekkerlandu Polska.

Spółka postawi na obsługę placówek handlowych typu convenience, oferujących szybkie, wygodne i łatwe zakupy. Głównymi klientami Lekkerlandu w Europie są sklepy przy stacjach paliw, kioski, tradycyjne sklepy spożywcze, specjalistyczne sklepy z napojami, wyrobami tytoniowymi i sieci fast food. W efekcie kilkadziesiąt procent obrotów realizowanych przez Lekkerland w Europie przypada na żywność. Tymczasem w strukturze sprzedaży Milo żywność stanowi zaledwie 10 proc. Nic dziwnego, że nowi właściciele firmy przymierzają się do rozszerzenia oferty Milo o nowe kategorie produktów, m.in. żywność świeżą, chłodzoną i mrożoną.

Robert Zalewski, prezes Milo, mówi, że w ciągu czterech lat spółka planuje wzrost sprzedaży o 50 proc. Pomogą w tym nowi klienci i rozszerzenie asortymentu.

Realizacja ambitnych planów nie będzie jednak łatwa, przynajmniej jeśli chodzi o rynek żywności mrożonej. Będzie też wymagała sporych inwestycji.

— Trzeba pamiętać o tym, że polski rynek bardzo różni się od niemieckiego, m.in. kilkakrotnie niższym poziomem spożycia. Poza tym dystrybucja mrożonek jest kosztowna i wymaga użycia specjalistycznej infrastruktury oraz sprzętu — twierdzi Zbigniew Mendel, prezes specjalizującej się w dystrybucji żywności mrożonej giełdowej firmy Jago.