Miłośnicy broni palnej nie marzą o olimpiadzie

Renata Zawadzka
opublikowano: 1998-12-30 00:00

Miłośnicy broni palnej nie marzą o olimpiadzie

Liczbę właścicieli broni pneumatycznej, głównie wiatrówek, szacuje się na ponad 600 tys. Posiadanie tej broni zobowiązuje do członkostwa w Polskim Związku Strzelectwa Sportowego i udziału w zawodach bez względu na chęci.

Tego samego oczekuje się także od posiadaczy krótkiej broni palnej używanej do celów sportowych.

— Żeby dostać licencję na broń, trzeba zapisać się do monopolisty — PZSS. To kosztuje około 150 zł. Tym samym w skali kraju związek zyskuje ponad milion złotych — twierdzi Włodzimierz Rapkiewicz, prezes Bydgoskiego Towarzystwa Strzeleckiego Kaliber.

Członkowie towarzystwa, a jest ich ponad 600, musieliby wpłacić na konto PZSS około 100 tys. zł, by tym samym uzyskać licencję iÉ obowiązek uprawiania sportu strzeleckiego.

W Bydgoszczy inaczej

BTS Kaliber zyskało sobie popularność, gdy po wprowadzeniu nowych regulacji prawnych w styczniu 1998 r. jeszcze do września mogło oficjalnie wydawać licencje na broń. W ciągu tych kilku miesięcy nieco zwiększyła się liczba oficjalnych mieszkańców województwa, zainteresowanych obowiązywało bowiem zameldowanie na jego terenie.

— Przy tej okazji sam zyskałem swego rodzaju sławę. W Komendzie Wojewódzkiej Policji przez długi czas wisiała kartka z zakazem wstępu dla obywatela Włodzimierza Rapkiewicza — mówi prezes BTS Kaliber.

Towarzystwo liczy już siedem oddziałów regionalnych i zamierza uruchomić kolejne. Zrzesza przedstawicieli różnych grup społeczno-zawodowych — wszystkich, którzy lubią sobie czasem postrzelać np. do puszek.

Inny rodzaj zabawy

Sporą część środowiska stanowią byli wojskowi. Niektórzy dostali broń od szefa MON jako ukoronowanie wyników osiągniętych w szkole oficerskiej i chcieliby zachować ją na pamiątkę. Inni po prostu zżyli się z ulubionym pistoletem i przykro im się go pozbyć. Niewielki procent „strzelców wyborowych” stanowią kobiety. Jak lojalnie przyznają ich koledzy — często osiągają lepsze wyniki.

— Na pewno nie zaczniemy nagle zabiegać o olimpijskie laury. Strzelectwo bowiem jest dla nas taką samą formą rekreacji, jak dla innych szachy, golf czy amatorskie granie na gitarze — dowodzi Jerzy Glasgall, współwłaściciel firmy OPTO

Od miłośników tych rodzajów rozrywki nikt jednak nie żąda przynależności do ogólnopolskich związków po to tylko, by mogli kupić sobie odpowiedni instrument. No cóż, gońcem szachowym trudniej zabić czy okaleczyć.

W TROSCE O KONDYCJĘ: Kolekcjonuję tylko białą broń. Nie ukrywam, że chciałbym mieć i palną. Strzelam dla relaksu i utrzymania koordynacji wzrokowo-ruchowej — opowiada Jerzy Glasgall, współwłaściciel OPTO.

TO TEŻ BIZNES: Oficjalnie Polacy mają w posiadaniu 20 tys. sztuk broni krótkiej. Chętnych jest przynajmniej pół miliona. Produkcja tej wielkości mogłaby zapobiec upadkowi Łucznika — twierdzi prof. Lech Falandysz.

DZIWNE ARGUMENTY: Ścisłą reglamentację licencji motywuje się u nas obawą przed wzrostem przestępczości. Obywatele USA posiadają 230 mln sztuk broni palnej, Szwajcarzy wszyscy, a przecież nikt nie biega z nią po ulicach — mówi Włodzimierz Rapkiewicz, prezes BTS Kaliber.

ELITARNA ZABAWA: Najtańszą broń: TTwz 33, CZ52, Makarowa można kupić za mniej niż tysiąc zł. Ale np. za Sig-Sauera czy Jerycho trzeba zapłacić około 5,5 tys. zł, a za dobrą broń myśliwską nawet 15 tys. — mówi Janusz Piętek, właściciel sklepu Inter-Armo.

POPYT ROŚNIE: Ci, którzy kupili w Polsce 400 tys. nowych samochodów, mają pieniądze także na inny rodzaj zabawy. A wiadomo, mężczyźni kochają kobiety, konie samochody iÉ broń — dowodzi Jerzy Dąbrowski, szef firmy THZ Incorsa importującej broń.