Hoop przełożył sprzedaż akcji. Na razie nie podano konkretnych terminów zapisów. Specjaliści uważają, że im dłużej spółka będzie zwlekać, tym gorzej dla emisji.
W nocy ze środy na czwartek Hoop, producent napojów i wody mineralnej, zdecydował o przesunięciu terminu zapisów na akcje, choć większość specjalistów wróżyła spółce sukces. Oficjalny powód to jeden nieprzychylny dla spółki raport, napisany przez Jarosława Supłacza, analityka i zarazem indywidualnego inwestora.
Decyzja spółki może dziwić. Po pierwsze — już samo uczestnictwo w budowaniu księgi popytu (7- -16.07) było wiążące. Po drugie — przedstawiciele spółki twierdzą, że akcje cieszyły się zainteresowaniem, a wycena odpowiadała zamieszczonym w analizach domów maklerskich (24-26 zł). Po trzecie — niekorzystny raport dla spółki Hoop określony został przez niektórych specjalistów jako „bulwarowy artykuł”.
Robert Niczewski, doradca zarządu spółki, tłumaczy że szum informacyjny wywołany kontrowersyjnym raportem wywołał zawahanie inwestorów.
Hoop miał zaoferować inwestorom 5 mln akcji serii E oraz do 1,5 mln akcji serii D. Widełki cenowe wynosiły 23-29 zł. Dałoby to spółce wartość rynkową na poziomie 342-431 milionów złotych. Na rynku giełdowym brakuje takich spółek.
Przedstawiciele spółki twierdzą, że ich oferta spotkała się z dużym zainteresowaniem.
— W book buildingu uczestniczyły polskie i zagraniczne instytucje. Wstępnie ocenialiśmy, że nastąpiła nadsubskrypcja. Szacunkowa cena kształtowała się w okolicy wycen domów maklerskich — mówi Robert Niczewski.
Taka decyzja dziwi analityków.
— Spółka twierdzi, że miała dopiętą książkę popytu, który był wiążący, czyli kto się zapisał, ten musi objąć akcje. Dlaczego więc nie poszli za ciosem? Jak jeden „zbiór myśli i komentarzy” — bo takim zastrzeżeniem była opatrzona kontrowersyjna analiza — może obalić całą emisję? Spółka nie powinna oczekiwać, że wszyscy będą ją oceniać przychylnie. Im dłużej będą zwlekać z emisją, tym więcej będzie takich pytań — zastanawia się analityk jednego z zachodnich banków.
— Raport Jarosława Supłacza zawierał ewidentnie błędne wnioski. Decyzja o wstrzymaniu zapadła po sugestiach inwestorów. Chcemy mieć czas na wyjaśnienia i odbudowanie klimatu — dodaje doradca władz Hoopa.
— Raport dotarł do nas, ale nie był brany pod uwagę, bo nie była to analiza, ale artykuł napisany w stylu bulwarowej, sensacyjnej gazety. A wiele zamieszczonych tam informacji nie było zgodnych z prawdą — mówi Marek Sojka, główny strateg PTE PZU.
Spółka wystąpi na drogę prawną wobec autora negatywnego raportu.
— Skierowaliśmy do KPWiG dokument o nierzetelnych praktykach stosowanych przez analityka. Nasi prawnicy szykują doniesienie do prokuratury. Złożone zostanie najpóźniej dzisiaj. Zawiera kilka zarzutów. Na razie nie chcę ich ujawniać — mówi Robert Niczewski.
Doradca zarządu Hoopa deklaruje, że spółka nie rezygnuje z emisji i rynek szybko pozna jej nowy termin.
— Poinformujemy o tym w perspektywie tygodnia. Już widać, że inwestorzy przestają się wahać. Mamy sygnały od nich, że chcą ponownie spotkać się z władzami — dodaje Robert Niczewski.
Jarosław Supłacz sugerował, że spółka nie jest wypłacalna. Jego zdaniem, „Hoop jest na granicy bankructwa lub już ją przekroczył.
— Nie ma zagrożenia dla bieżącej działalności przedsiębiorstwa, mamy chociażby nie w pełni wykorzystane linie kredytowe. Celem emisji jest przede wszystkim przeznaczenie pozyskanych środków na inwestycje — tłumaczy doradca zarządu producenta napojów.
Z sondy przeprowadzonej przez „PB” wśród analityków i zarządzających OFE i TFI wynika, że oferta spółki miała szanse powodzenia. Większość specjalistów oczekiwała ceny emisyjnej 23 zł, czyli w dolnej granicy widełek. Co więc się stało?
— Myślę, że wszyscy mieli jakieś wątpliwości, zwłaszcza do wykorzystania środków z emisji i ekspansji na Wschód. Ten raport po prostu podsycił obawy — inwestorzy wyszli z założenia, że może jednak jest coś na rzeczy i zdecydowali się wycofać w myśl zasady, że lepiej nie zarobić niż stracić — twierdzi jeden z zarządzających funduszy cytowany przez Reutersa.